Na początku w imieniu całej ekipy moczykije.net gratulujemy zdobycia trzeciego tytułu Mistrza Polski. Wiemy, że emocje już zapewne opadły, ale proszę opowiedzieć który z wywalczonych tytułów MP był najtrudniejszy do zdobycia?
Dziękuję za gratulacje. Tegoroczne mistrzostwo wymagało cierpliwości i w 2 turze zrównoważonego wyciśnięcia ze stanowiska co tylko się da. Dobre stanowisko w pierwszym dniu, pozwoliło mi spokojnie łowić ryby dające wygraną w sektorze. Natomiast druga rozpoczęła się od wylosowania mało perspektywicznego numeru w tym samym sektorze. Na dokładkę dwóch zwycięzców sektorów z pierwszej tury, wylosowało dobre stanowiska w „moim” sektorze. Postanowiłem nie myśleć o tym, tylko zająć się całkowicie wykorzystaniem tego, co rzeka przyniesie. Kombinacyjne nęcenie i łowienie, pozwoliło uzyskać przyzwoity choć nie imponujący wynik wagowy. Jak się okazało wystarczyło to do zwycięstwa w sektorze i całych zawodach. Wobec słabszego losowania kluczowa okazała się „zimna krew” i praca nad uzyskaniem jak najlepszego rezultatu (jak dla drużyny). W odleglejszych czasach, kilkakrotnie gubiła mnie walka „va banque”. Po zwycięstwach w pierwszym dniu, chciałem bezdyskusyjnie wygrywać drugą turę zawodów. Zawsze źle się to kończyło. Nie było wtedy sektorów, ok. 80-90 wędkarzy tworzyło jeden sektor! Do sukcesu wystarczyłoby nieraz znaleźć się tylko w czołówce, brakowało wyrachowania. Tym razem zaowocował długi staż i opanowanie w MP.
Proszę opowiedzieć jaka taktyka okazała się kluczowa podczas wywalczenia tytułu mistrzowskiego na Warcie?
O wynikach na tym odcinku Warty rozstrzygały leszcze. Inne gatunki ryb nie były liczne, choć oczywiście także stanowiły ważne uzupełnienie na wadze. Złowienie pojedynczych krąpi, płoci, okoni były bezcenne w kontekście walki o złoto. Jednak to leszcze decydowały. Umiejętne dawkowanie żywych przynęt na donęcanie, okazało się kluczowe, tak jak konsystencja nośnika. Zależnie od donęcania i sytuacji w łowisku, łowiłem i na przepływankę i na „stopa” z zestawem 50gr. Umiejętne korzystanie z odpowiednich zestawów, zależnie od chwili, prowokowało do brań pojedyncze, bardzo ostrożne ryby.
Na pewno czytelników zainteresuje także rola teamu. Proszę opowiedzieć o pracy całej drużyny na tych zawodach. Bez nich zdobycie Mistrza byłoby chyba dużo trudniejsze lub wręcz niemożliwe?
Czwartkowy i piątkowy trening, przeznaczyliśmy na rozpoznanie łowiska w sile 3 zawodników. Sprawdzaliśmy głownie jakie gatunki ryb dominują i jakiej wielkości, ilość i gatunki przynęt zanętowych, oraz sposób ich podawania. W trojkę, w ciągu dwóch dni zorientowaliśmy się jakie gatunki ryb na danych odcinkach występują i jak je złowić. Samodzielnie trzeba byłoby poświęcić na to o wiele więęęęęcej czasu. Rzetelna współpraca teamu jest nieoceniona, w tak silnej rywalizacji na wysokim poziome MP czy GPrix.
Podczas ostatnich Mistrzostw pojawiły się liczne kontrowersje. Echa niosły o różnych łamaniach przepisów i faulach. (Wrzucanie kamieni do wody, ustawianie stanowisk częściowo w wodzie) Jakie jest Pana zdanie na ten temat? Jest to raczej nagonka medialna? Czy rzeczywiście jednak rażące naruszanie przepisów jest według Pana niedopuszczalne?
To nie echa, to fakty! Mimo zaciętej rywalizacji jest to dla mnie dalej sport i zabawa dla przyjemności. Nie wiem dlaczego niektórzy posuwają się do oszukiwania rywali. Jaką przyjemność daje komuś sukces zbudowany na faulach?
Jest to nie do przyjęcia i sędziowie powinni karać winnych oszustw bez żadnej tolerancji!
Chciałbym zapytać o łowiska czeskie. Wiem, że równolegle stratuje Pan w GP Czech i Polski. Które starty wymagają więcej poświęceń. Są bardziej wymagające? I jedne i drugie zawody mają ten sam klimat , czy raczej są to dwa różne wędkarskie światy?
Zarówno łowiska, zawody jak i cała otoczka rywalizacji, jest zupełnie różna w tych dwóch sąsiadujących ze sobą krajach. Rywalizacja w Czechach w chwili obecnej jest zbliżona bardziej do tego, co było w Polsce 10-20 lat temu. Jest tam bardziej zróżnicowany poziom i w wielu przypadkach można niejako szablonowo (czy standardowo) uzyskać przyzwoity rezultat. W polskiej rywalizacji, takie podejście skończyłoby się opłakanymi wynikami.
Niuanse rozstrzygają o wynikach i każde zaniedbanie, nieznajomość, niedokładność lokuje zawodnika i drużynę o wiele miejsc niżej.
Choć oczywiście w Czechach też nie jest łatwo. Jest szeroka grupa zawodników, mająca doskonałe pojęcie o co w tym wszystkim chodzi. Dowodem wyniki reprezentacji, bodajże w kilku ostatnich latach chyba najmocniejsza drużyna w Mistrzostwach Świata i Mistrzostwach Europy. Specyfiką czeskiej 1 Ligi, jest rozstrzyganie o lokatach metodą odległościową lub bolońską. Na tyczkę łowi się sporadycznie, średnio w roku wychodzi 8 razy odległościówka lub bolonka i 2 razy tyczka. Najtrudniejsze niewątpliwie jest przestawienie się z polskich wód na czeskie i z powrotem. Zasobność wód jest diametralnie inna i inne sposoby nęcenia i łowienia.Wystarczy napisać, że
w Czechach nęci się cały czas. Jeśli są ryby, to po to by je utrzymać w łowisku, a jeśli nie ma to by je znęcić. U nas jedno niepotrzebne donęcenie, czasami powoduje katastrofę w łowisku i całkowity zanik brań!
Jakie ryby lubi łowić najbardziej Zbyszek Milewski?
Jeśli chodzi o spławik to niewątpliwie dorodne, silne złotozielone liny. Jednak prywatnie to raczej wybieram spinning i sumy, trocie, łososie, pstrągi i najbardziej sandacze. Zdecydowanie sandacz jest gatunkiem najbardziej mnie ekscytującym i któremu poświęcam najwięcej czasu poza zawodami spławikowymi.
Jaki jest Pan prywatnie? Role mentorską jako świetnego wędkarza i nauczyciela już znamy, ale nas interesuje co robi Pan w wolnych prywatnych chwilach? Uprawia Pan jakiś sport?
Prócz rekreacyjnego wędkowania, w wolnych chwilach dużo czasu poświęcam na uprawianie przydomowego ogródka, gotowanie i inne prace w domu i przydomowe. Jestem wielkim kibicem żużla i w sezonie rozgrywek, śledzę mecze ligowe i turnieje indywidualne. Jeśli mam ochotę na więcej ruchu to latem pływanie i zimą łyżwy. I oczywiście wieczory często przy internecie lub TV.
Co nowego w firmie Mivardi na nadchodzący sezon?
Jest jeszcze zbyt wcześnie na jakieś konkrety, ale ogólnie to firma rozszerza działalność w Europie i swoją ofertę. Choć podstawą i motorem napędowym Mivardi jest oferta karpiowa, to w planach są nowości także z podwórka spławikowego.
Jakie plany na przyszły sezon wędkarski?
Jeśli zdrowie pozwoli, to dalej walka na rybnych łowiskach czeskich w 1 Lidze i współpraca w Górek TEAM w polskim GPrix. Prywatnie to oczywiście głównie spinning, może parę razy gdzieś spławikowo wyskoczę na rzekę lub na liny.
Muszę spytać o rekordy. Jaka jest największa ryba złowiona przez Mistrza? I jaki jest największy wynik wagowy złowiony na zawodach?
Niewątpliwie sum 175cm, choć nie jest to jakiś szczególny wyczyn i liczę w końcu na jakąś dwumetrówkę, tych mniejszych złowiłem już sporo i czekam na te „duże”. Z innych gatunków to ponad 90cm sandacz, ponad 90cm łosoś, ponad 50cm pstrąg potokowy, około 3,5kg liny, około 2,5 kg jazie, ponad 4kg leszcz, około 12 kg karpie na tyczkę i matcha, ponad 3kg klenie. Z kleniem miałem jedną niesamowitą przygodę.
Na okręgowych, odrzańskich zawodach spławikowych miałem na kiju niewątpliwie rekordowego w Polsce „kleksa”. Oceniłem GO na jakieś 6-7kg, niestety nie chciał dać się zważyć i uwolnił tuż przy podbieraku. Bestia nie kleń!
Jeśli chodzi o rekordową wagę na zawodach, to tegoroczne ponad 72kg ryb w 4 godziny, w czeskiej 1 Lidze. Wynik zrobiony odległościówką na otwartej związkowej zaporówce, dostępnej do łowienia dla wszystkich członków. O ile się orientuję, jest to najwyższy wynik w Polsce i drugi w Europie w „tej kategorii”.
Kto jest Pana wędkarskim autorytetem?
Dla mnie wzorem zawodnika spławikowego jest, czy raczej już był Steve Gardner. Nie osiągnął spektakularnych, indywidualnych sukcesów ale cały sobą poświęcił się dla drużyny. Najczęściej był tym zawodnikiem doskonale rozpracowującym wodę dla drużyny angielskiej, taką szarą eminencją. A i drużyny będąc w składzie, chyba praktycznie nigdy nie zawiódł, nawet w najtrudniejszej sytuacji umiał się obronić.
Rada dla najmłodszych?
Jak najwięcej czasu spędzać w ruchu, na otwartym powietrzu, jak najbardziej zachęcam do wędkowania. Nie muszą być to zawody, jakakolwiek metoda, byle nie tylko przed ekranem komputera. A jeśli kogoś pociągają zawody spławikowe, to brać wiedzę udostępnianą przez bardziej doświadczonych. Dawniej ta wiedza była bardzo skrywana, dzisiaj jest na wyciągnięcie dłoni, tylko brać i stosować. Nie warto wyważać otwartych drzwi.
Dziękuję za rozmowę. Specjalne podziękowania dla Kacpra Góreckiego za pomoc w realizacji wywiadu i zdjęcia.
Marcin Cieślak.