Zawody

METHODA, LESZCZE I STARODAWNE RYBY

Zima to okres kiedy wielu wędkarskich miłośników odstawia methodę na bok. Dla mnie to rzecz niezrozumiała. O ile z ciepłolubnym karpiem bywa teraz różnie to inne gatunki, może te mniej poważane w ciepłych miesiącach, dają łowić się cały rok. Niedaleko domu mam karpodrom, który latem oblegany jest praktycznie non stop. Karpiarze łowią tu duże dwucyfrowe karpie i amury. Niesforne leszczyki nie są tu lubiane. Ale zimą nie wybrzydzam. Uważam nawet, że łowienie leszczy na method feeder jest bardzo satysfakcjonujące i wymaga dość sporego przygotowania. Przede wszystkim odchudzam teraz zestaw i to dosłownie wszystko, żyłkę, podajnik, przypony.

Pellet grubości 2mm o smaku brasemu i ochotki na tutejsze leszcze.

 

Na moją wyprawę zabrałem pellet od Bestfeed o smaku ochotki i leszczowego brasemu grubości standardowej “dwójki”. Coraz więcej firm dostrzega, możliwości methody w połowach białorybu dlatego na rynku spokojnie można odnaleźć smaki leszczowe a nawet płociowe. Na wszelki wypadek wziąłem także paczkę zanęty do method mixu o ochotkowym smaku, gdyby okazało się, że pellet jest dla leszczyków zbyt gruby. Jako przynęty miały posłużyć mi waftersy , drobne kulki i pop upy.

Ochotkowa kulka pop up.

Jeden z leszczyków

Pierwszy dinozaur

Kolejne zdobycze

Tym razem nie chciałem łowić daleko. Zazwyczaj ryby kręcą się około 40 metra, ale w dniu mojego wędkowania postawiłem wszystko na jedną kartę. 21 metr i szukanie rybek tylko na jednej krótkiej linii. Jako, że w tym dniu nie brałem wędki do nęcenia, początkowe nęcenie odbyło się wędką do methody. Podajnik z zanętą i odrobiną pelletu posłałem kilkukrotnie na zaklipsowaną odległość. Potem przystąpiłem do wędkowania. Ryby pojawiły się w łowisku natychmiast. Delikatne obcierki sygnalizowały, że łowisko tętni życiem. Pierwszy leszczyk trafił do siatki około 4 minuty po starcie. Następne sztuki odławiałem dość regularnie przez 3 godziny. Potem jednak łowisko na chwilę zamarło. Szczytówka zaczęła sygnalizować obcierki, które do złudzenia przypomniały brania. Kilka z nich zaciąłem na pusto. Duże potężne powolne przygięcia testowały moje nerwy. Dopiero kiedy wędka niemal spadała z podpórek a ryba bardzo majestatycznie wciągała kij, na haku siedziała ryba. Tak brały tutejsze jesiotry, którymi ostatnio zarybiono łowisko. Dodam, że miałem także rybę dużo potężniejszą, której w ogóle się nie spodziewałem, ale cieniutki przypon z z małym leszczowym haczykiem numer 14 zwyczajnie strzelił podczas próby pompowania ryby. Tak czy siak byłem bardzo zadowolony. Wędkowanie zakończyłem równo w południe z całym koszem leszczyków i kilkoma jesiotrami na koncie.

Wyniki

Tekst i foto: Marcin Cieślak

 

Facebook

Get the Facebook Likebox Slider Pro for WordPress