Dopalacze i atraktory spinningowe budzą wśród spinningistów mieszane uczucia. Wielu na pewno pomyśli, że używali już nie jednego specyfiku i całe te pachnidła są nic nie warte. Do tej pory nasz stosunek był niemal identyczny jak większości pesymistów, którzy nie mają przekonania do używania dopalaczy. Zgadzaliśmy się z opinią, że smarować to można, ale narty na zimę ! Niestety nasze okoliczne wody poddane są olbrzymiej presji wędkarskiej, a na dodatek ryb drapieżnych jest po prostu mało. W okolicy nie brakuje miłośników smażonego szczupaczka czy okonia. To co uchowało się w wodzie ma swoje określone nawyki żerowań, czasem tak chaotyczne, że ryb tych, po prostu nie da się rozszyfrować. Nie mając poniekąd wyboru, musieliśmy sięgnąć po specyfiki, które mogą pomóc. Do stracenia nie mieliśmy nic, z wyjątkiem kilku gumowych imitacji, które ewentualnie mogłyby utknąć w podwodnych zaczepach. Tych w naszych wodach nie brakuje.
Żele firmy Winner. Radzimy nie wąchać!
Testowaliśmy już wcześniej spinnigowe atraktory, które po prostu nie robiły na nas żadnego wrażenia. Nie mieliśmy i do tej pory nie mamy zdania na ten temat. Niektóre w naszej ocenie nie pachną wcale, inne przypominają rybne delikatne zapachy. Są też takie które pachną ładnie, niczym jakiś owocowy dip karpiowy.
Spray do przynęt gumowych sprawdzi się też w technikach gruntowych z martwą rybką.
W końcu w ręce wpadły nam „aromaty” od Winnera. Aromaty to stwierdzenie ironiczne, ponieważ zapach jest tak intensywny i okropny, że trudno jest to opisać. Radzimy po prostu nie wąchać, a smarować. No chyba, że mamy ochotę na całodzienne mdłości.
Żel jest lepki i kleisty co sprawia, że dobrze trzyma się przynęt.
Paradoks polega na tym, że to co dla nas jest nie do wytrzymania, rybom o dziwo pasuje. Pamiętam pierwszy test na okoniach, kiedy po zastosowaniu, ryby zaczęły ustawiać się w smudze zapachowej. Stosowanie atraktora poprawiało też żarłoczność ryb, a nasze przynęty zaczęły znikać w paszczach pasiastych drapieżników.
Test szczupakowy, również wypadł pozytywnie, ponieważ brań notowaliśmy coraz więcej. Mimo, iż nie wszystkie ryby udało się wyciągnąć lub zaciąć, ślady na gumowych imitacjach nie pozostawiały złudzeń. Ryby polubiły nasze śmierdziuchy.

Mały zębaty na „renówkę.”
Recepta oczywiście jest tajemnicą producenta i nie śmiem nawet próbować rozszyfrować czego użyto podczas produkcji. Były też dni takie, kiedy atraktor nie pomagał wcale. Wtedy nie notowaliśmy nawet najdrobniejszych pobić w nasze przynęty. Pamiętajmy jednak, że łowiska są jakie są, niektóre przypominają studnie więc nawet płynne czy żelowe „złoto” nie zawsze pomoże.
….
Warto jednak zaopatrzyć się w spray czy żel, choćby po to żeby poprawić skuteczność, kiedy ryby mają chęć brać, a tylko niemrawo skubią. Szczupaki tak potrafią. O okoniach nie powinienem nawet wspominać, bo chyba nie ma spinningisty, którego te ryby by nie przećwiczyły ze swoimi, chimerycznymi braniami.

Efekt „żelowania” gumy.
Na zadane pytanie, czy spinningowe atraktory pomagają? Odpowiadamy: Na pewno nie zaszkodzą ! Do zobaczenia nad wodą!
Tekst i foto: Marcin Cieślak, foto: Paweł Cieślak, Piotr Cieślak