KRÓLESTWO ZA RYBĘ- ZAWODY EKSTREMALNE!

Wędkarstwo bez wątpienia kształtuje charakter, uczy cierpliwości i pokory. Wędkarstwo sportowe czyni to ze zdwojoną siłą, ponieważ musimy sprawdzić się tu i teraz, czyli wtedy gdy wyznaczony jest termin zawodów. Na relaks z wędką zawsze możemy wybrać się innego dnia, jeśli pogoda nam nie odpowiada. Tym razem  koła ratunkowego nie było.

13

Ostatnie zawody wpisane w kalendarz błońskiego GPX odbyły się dzięki poświęceniu kilku osób. Spotkaliśmy się ostatni raz w tym roku. Zanęta i robaki przygotowane, żal było wracać do domu, nawet gdy nasza flagowa “Baba;)” była totalnie zamarznięta.  Lód na prawie całej powierzchni wody nie napawał optymizmem. Szybka reakcja kapitana sportowego, Piotrka Bieleckiego, który pojechał po “lodołamacz” oraz bohaterska postawa Bogdana Recielskiego i Pawła Sobolewskiego pozwoliła rozegrać zawody. Warunki ultra ciężkie, ale udało się!

 


4

Lodołamacz zdał egzamin. Mogliśmy jednak przystąpić do zawodów. Brawo Panowie.

W zawodach wzięło udział aż 23 zawodników. Napisałem “aż”, bo taka frekwencja w delikatnie mówiąc, lipną pogodę świadczy o mocnej mentalnie i zahartowanej w boju ekipie naszego koła. Wędkarze pomimo, lodu, śniegu i bezrybia nie dali za wygraną. Kilku z nas miało wciąż szansę na wygranie Grand Prix Koła na 2016 rok. Nas można było zrozumieć i nie rozwodzić się nad naszym uporem w dążeniu do rozegrania zawodów. Respekt należy się jednak przede wszystkim tym, którzy walczyli o sukces w tych konkretnych zawodach, a także wędkarzom, którzy przyjechali towarzysko:)

 

Przygotowania w takich warunkach to prawdziwy hardcore! Śnieg był wszędzie!

O rybach  w tej relacji za wiele nie napiszę bo ich  praktycznie nie było! Ratowaliśmy się jazgarzami i mikropłotkami, które w liczbie kilku, czy kilkunastu  sztuk dawały zwycięstwo sektorowe. Jedynie Paweł Sobolewski, którego duże ryby muszą darzyć jakimś nadzwyczajnym szacunkiem, złowił szczupaka 51 cm i wygrał zawody. To chyba  taki prezent za wcześniejszą pracę na “lodołamaczu”;)

22

25

jaMoje łowienie ? – Trenowałem wcześniej  i stawiałem przede wszystkim na matchówkę. Nie spodziewałem się lodu i ten zupełnie pokrzyżował mi plany. Chcąc łowić na match’a i mieć szanse na trochę większe ryby niż 5 gr jazgarki,  musiałem łowić na granicy lodu, a po drugie, na granicy stanowiska, tak aby nie wrzucać zestawu w pole mojej sąsiadki, Agnieszki Owczarczuk. Niestety ta wymuszona “precyzja”, sprawiła, że gdy tylko powiał wiatr spławik wbijał się w lód i traciłem kolejnego wagglera. Byłem rozbity. Podczas gruntowania straciłem 4 wagglery, a to co było wcześniej wymierzone i wyważone perfekcyjnie trzeba było robić od nowa. Zaniedbałem przez to też tyczkę, bo przedłużające się dłubanie przy odległościówce zabrało mi cały czas na przygotowanie. Podczas zawodów próbowałem oczywiście odbudować to wszystko na zestawie skróconym, ale ogromne zdenerwowanie, odbierało mi chęci do walki o Grand Prix 2016 roku. Wiedziałem, że mój główny przeciwnik w sektorze obok radzi sobie dobrze i wykorzystuje niezłe losowanie. W pewnym momencie gdy już udało się dojść do ładu z match’em, w prawie idealnie zanęcone łowisko wpłynęła kra uniemożliwiając wędkowanie. Pech po pewnym czasie jakby odważniejszy podszedł także bliżej brzegu, bo jak już zaczęło coś się dziać pod tyczką, kra wielkości kilkunastu metrów usadowiła się w moim łowisku. Pomyślałem nawet, że czas się zwijać, bo przecież nie mam gdzie wędkować. Jednak zawsze walczę do końca. Zrobiłem więc kubkiem przerębel metr na metr.  Po 5 minutach nastąpiło branie, a guma wyjechała porządnie – zwiastując karpia na wędce. Walkę jednak przegrałem, bo ryba urwała przypon 0,07 mm. Jak pech to pech.

Do końca zawodów walczyliśmy  o każdą mikro rybkę, a wyniki końcowe ocierały się  o  śmieszność. We wszystkich sektorach sytuacja była podobna. Na burcie z match’ówką poradził sobie Kuba Pamięta, który kilkoma większymi jednak od jazgarzy rybami wygrał swoją strefę.

16

Przemierzający na te zawody ponad 120 kilometrów Mateusz Bobowski musiał ratować się “sandaczami” w wersji micro.

 

Warunki były dla jednakowe dla  wszystkich  i w miłej atmosferze zakończyliśmy rywalizacje. Niedosyt związany z brakiem ryb oczywiście się pojawił, ale walka to walka, a zawody to rywalizacja, w której liczy się to aby złowić 1 gram więcej niż pozostali!

 

Bałwan wędkarz, czy wędkarz to bałwan ? …. oto jest pytanie 🙂

24

Pierwsza trójka zawodów. 1. Paweł Sobolewski, 2. Tomasz Urbański 3. Jakub Pamięta

wyniki-dzien-niepodleglosci

2

Twardziele:), czyli uczestnicy zawodów

Oczywiście, gdy tylko zakończyliśmy rywalizację to pogoda znacząco się poprawiła. Śnieg się rozpłynął, a część tafli lodowej zniknęła z łowiska. Taka złośliwość natury:)

Zakończyliśmy  tegoroczne rozgrywki Grand Prix Koła, które wygrał Marcin Sobczak, broniąc w ostatnich zawodach, pozycję lidera, którą zajmował od początku sezonu. Lider zgromadził przez cały rok 9 punktów z 5 najlepszych startów.  U mnie pozostał niedosyt, że nie udało się wydrzeć Marcinowi tego zwycięstwa, przed ostatnią rywalizacją brakował tylko i aż 1 punkt:). Składam jednak  gratulacje za dobrą i równą postawę przez cały sezon:) Drugie miejsce rzutem na taśmę, z 11 punktami zajął Marcin Newczyński, który zgromadził taką samą liczbę punktów co niżej podpisany, ale miał większą łączną wagę ryb. Trzecie miejsce przypadło mojej osobie. W całym Grand Prix walczyło z lepszym, bądź gorszym skutkiem prawie 50-ciu zawodników! Wkrótce pełna tabela.

Tekst i foto :Tomek Sikorski

Foto: Czarek Wieczorek(Prezes)

Facebook

Get the Facebook Likebox Slider Pro for WordPress