Zawody

ZAWODY FEEDEROWE – JEDNA TAKTYKA NA DWIE IMPREZY?

Sezon jesienny w “normalnych czasach”, to natężenie wszelkiej maści zawodów feederowych. Teraz w sytuacji pandemii COVID-19 zawodów jest mniej, ale jednak jak ktoś się uprze to ma gdzie sprawdzić swoją aktualną formę. Polecam również tym, którzy nie są usposobieni sportowo, ale chcieliby zobaczyć jak na tle zawodników wyglądają ich umiejętności. 

Choć mam niewiele czasu, aby startować w dużej ilości zawodów, to czasami lubię się sprawdzić. W jeden weekend października trafiły się dwie imprezy, na których wiedziałem, ze po małych korektach będę mógł łowić tym samym sprzętem i towarem, czyli odchodzi podwójne szykowanie. To ważne.

W przeciwieństwie do kanału Żerańskiego, woda na gliniance gdzie odbywały się niedzielne zawody, była jeszcze mętna

Aby starczyło na dwie imprezy rozrobiłem wcześniej 2 kilogramy zanęty Profess z ekonomicznej linii Optima. Podczas obu imprez priorytetem będzie szukanie leszczyków, wiec ważne jest moim zdaniem, alby towar przygotować wcześniej. Zanęta musi być zdecydowanie dobrze nawilżona i dobrze zgaszona.

Rozrabiam zanętę dodając do wody sporej ilości melasy. Na miejscu gdy okaże się, że woda nie jest krystaliczna dodaję również słodzika.

 

Jeśli woda jak to bywa jesienią jest bardzo czysta, dodaję go dopiero w podbramkowej sytuacji jeśli nic w towar nie wchodzi. Nie zaszkodzi śladowa ilość pieczywa fluo, które lubią krąpie, a nie zauważyłem, żeby leszczom przeszkadzało.

Namoczona wcześniej zanęta o  naturalnej brunatnej barwie i słodkim aromacie przesiana przez sito z dodatkiem pieczywka fluo

Druga sprawa to mieszanka glin i ziemi bełchatowskiej, czy jak kto woli ziemi z kretowiska i innych tego typu nośników robactwa i zanęty. Standardowo używam mieszanki gliny wiążącej, która ma kleić, oraz ziemi, która sprawia, że towar nie będzie aż tak ciężki jak w przypadku użycia samej gliny. To ważne szczególnie podczas wędkowania na kanałach.

Przemoczona mieszanka glin do zrobienia wałeczków. Robaczków na bogato, aby leszczyki miały do czego wchodzić.

Przeważnie lepię kilka wałeczków, a resztę podaję luźno. Jeśli nastawiamy się na leszcze towar zawsze powinien być moim zdaniem mokry i zgaszony. Dość długo zajęło mi zgłębianie tego tematu w ubiegłym sezonie, gdy  nie mogłem się wstrzelić w ciężkie łowienie. Jak wielu wędkarzy lubujących się w połowie płotek, nie miałem tego w naturze.

Sprzęt do zawodniczego łowienia na dystansie do 30 m: To klasyczne pickery i lekkie feedery o długości 3-3,30 metra uzbrojone w kołowrotki wielkości 4000. Linka główna  to albo gruba, mało rozciągliwa  żyłka  0.22- 0.24 lub cienka plecionka 0.008-0.10 mm. Przypony głównie 0,09-0,10 zakończone haczykami 16 i 18, a przynętą będzie tym razem głównie ochotka, bądź ochotka w połączeniu z białym lub kasterem. Koszyczki przeważnie to minimum 15 gram. Cięższych rzadko używam łowiąc blisko i jeśli nie mam do czynienia z dużą  głębokością.

Pierwsza impreza to mocno obsadzone zawody Matrixa na Kanale Żerańskim, w których brało udział 70 specjalistów od  feedera z całego kraju.  Zanęciłem dwie linie ok. 15 i 25 metra. Rozpocząłem od tej bliskiej i jak się później okazało praktycznie 80 procent zdobyczy własnie wyjąłem z tego dystansu. Zupełnie inaczej niż podczas ostatnich zawodów w tym miejscu w 2019 roku, kiedy to właśnie druga linia obdarzyła mnie i leszczami i pięknym karasiem. Bliżej podałem lżejszą mieszankę w nadziei na płocie, jeśli leszczy by nie było. Ryba brała chimerycznie. Stąd wyniki były jeszcze niskie jak na ten akwen jesienią. Skrupulatne i konsekwentne odławianie pozwoliło jednak w doborowym towarzystwie zająć 2 miejsce w sektorze i stanąć do dekoracji wśród nagrodzonych zawodników. Druga linia była prawdopodobnie tego dnia zanęcona zbyt ciężko i ubogo w spożywkę. Nie była tym samym atrakcyjna dla niezbyt ruchliwych i jeszcze nielicznych leszczyków, a tym bardziej krąpi i płoci.

Wynik na 2 miejsce w sektorze

Druga impreza to zawody gruntowe w moim Kole PZW, na które pojechałem z wspomnianego wcześniej marszu. Nie wypakowując się nawet z samochodu. Jedynie siatka została wyjęta z wiadomych powodów i wymieniona na świeżą:) Tuż po losowaniu nie miałem powodów do radości, bo znalazłem się dokładnie po drugiej stronie miejsc uważanych w tym sezonie za dobre. Wylosowałem w najpłytszej części zbiornika, a ryba jesienią schodzi na głębszą wodę. Cóż. Po wygruntowaniu łowiska okazało się, że mogę wędkować na tych samych odległościach co na Żerańskim. Znów kolejna rzecz do zrobienia mniej:)  Tym razem również pierwsza linia zagrała. Złowiłem  31 ryb, z czego 1/3 to jazgarze, ale były leszczyki, płotki, krąpie i okoń. Na początku łowiłem jazgarze, ale potem w zanętę wszedł białoryb. Kolejny raz udało się zdobyć 2 miejsce w sektorze i 3 w generalce,  przegrywając jedynie w sektorze  z kolegą, który załatwił sprawę dwoma pięknymi leszczami z głębszej wody.

Kolejna 2 sektorowa, ale tym razem z grubym  niedosytem.

Z wędkowania jestem zadowolony, bo obok mnie nie łowiono praktycznie nic. Taktyka była bardzo podobna do tej kanałowej. Ważna była reakcja na to co dzieje się w wodzie i konsekwencja. Kluczowa była ciągła praca i  dodawanie do bazy zanętowo-glinowej odpowiednich składników. Jedynym problemem, który miałem, to w momencie gdy leszcze ponownie weszły w łowisko pod koniec zawodów, nie potrafiłem ich zaciąć. Zmieniałem haki, wędki, sposób mocowania przynęty, ale skuteczność miałem małą. Potem okazało się, że jeden leszczyk więcej dałby mi zwycięstwo w zawodach, bo zabrakło mi niecałe 300 gr. Tak to już jest.

Tekst i foto:

Tomek Sikorski

w razie pytań lub chęci pogadania zapraszam  na mój profil facebookowy:

Tomek Sikorski Wędkarstwo

 

Facebook

Get the Facebook Likebox Slider Pro for WordPress