Zgodnie z przysłowiem „Kwiecień plecień, poprzeplata, trochę zimy, trochę lata” czwarty miesiąc w kalendarzu może być mocno niestabilny jeśli chodzi o pogodę. W tym roku to stare przysłowie ludowe sprawdza się wyjątkowo, bo pomimo tego , że mamy już koniec miesiąca i zaraz maj, to jednego dnia możemy chodzić w krótkim rękawku, a drugiego o poranku skrobać szyby w samochodzie. Wariactwo totalne. Ryby lubią przecież spokój i stabilne warunki bez skoków i wynaturzeń!
Biorąc pod uwagę trudne warunki w jakich przyszło nam żyć, zdalna praca, podczas której trzeba oczywiście pracować, opiekować się dziećmi i wiele wiele innych, to taki szybki wypad nad wodę, bez względu na pogodę, jest istnym catharsis.(z łac. oczyszczenie).
Zdziwiony mocno prognozami i tym, że na komórce wyskoczył mi alert o nocnych przymrozkach, przygotowałem się do tego wędkowania inaczej. Początkowo chciałem łowić bardzo grubo, ale z uwagi na warunki stwierdziłem, że podejdę do methody ostrożnie.
Na początek wybrałem dwa warianty nęcenia, w tym jeden oparty na gotowcu. Z resztą często tak robię i z lenistwa i z pośpiechu. Pierwsza opcja oparta jest na gotowej do użycia mieszance Profess Ready, a gdy już koszyki są w wodzie, wtedy zajmuje się kolejnymi wariantami. Dzięki temu nie tracę czasu na dość czasochłonną zabawę z towarem w momencie gdy być może, w tej chwili rybki żerują najlepiej. Polecam mieć trochę gotowego towaru.
Zanęta o aromacie Kozieradka, kokos, miód
Tym razem uznałem, że warto wybrać wariant, który może zasmakować linkom lub karasiom, bo leszczyki na łowisku w Piorunowie nie są wybredne. Karp jeśli mróz go nie wystraszy też nie powinien mieć problemu z tym towarem. Zgodnie jednak z przewidywaniami, pierwsze meldują się leszczyki.
Mimo iż niewielka, to zawsze pierwsza rybka cieszy.
Po kilku podobnej wielkości rybach, nie wytrzymałem i postanowiłem dołożyć do mojego towaru troszkę grubszej frakcji i dorzucić kilka koszyków w łowisko. Miało jednak skusić trochę większe ryby do brania. Z racji tego, ze wędki do nęcenia nie wziąłem, po prostu grubą garść towaru doklejałem do porcji wyjętej z foremki i mało energicznym rzutem posyłałem w łowisko oddalone tym razem od brzegu ok 35 metrów.
Może i nie wygląda to super, hiper pro, ale jest skuteczne. Więcej towaru wpada do łowiska i od razu odpada od koszyka. Dzięki temu nęcenie może być konkretne.
Na efekty grubszego zastawienia stołówki nie trzeba było czekać zbyt długo. Leszczyki były już większe, a w łowisko weszły piękne ponad kilogramowe japońce, których złowiłem kilka.
Najlepszą przynętą tego dnia były pellety o smaku wanilii i słodkiej kukurydzy, czyli totalna i bezpieczna klasyka. Świadomie jak pisałem na wstępie wybrałem taki model, aby bez zbytniego ryzyka w zimny dzień, dobrze połowić. Myślę, że się udało. W trzeciej godzinie miałem na kiju również ładnego karpia, ale wypiął się po kilku minutach holu. Co ciekawe branie było bardzo delikatne i niczym nie różniło się od karasiowych podrygów.
Sprzęt: Tym razem użyłem praktycznie tego samego sprzętu co poprzednio. Dwie wędki dedykowane do methody o akcji progresywnej. Obie o długości 3,6 z założonymi 1 uncjowymi szczytówkami. Mógłbym wybrać krótsze, ale lokując zestaw tuż za groblą, warto mieć kij dłuższy żeby łatwiej manewrować w razie spotkania z większą ryba. Żyłka główna 0,25. Koszyk 20-30 gr założony przelotowo. Zastosowałem gotowe przypony o długości 8 cm z włosem.
Po 4 godzinach owocnych łowów trzeba podsumować wędkowanie. Szkoda jedynie bonusowego dużego karpia, a tak można powiedzieć, że wszystko fajnie zagrało. Postanowiłem nie sięgać po drugi wariant oparty zupełnie na czymś innym, a jedynie dosmaczać to co miałem w wersji Profess Ready i testować na obu wędkach różne warianty, stale zmieniane, ale kosmetycznie. Samo wędkowanie było bardzo aktywne, niemal sportowe. Taka komercja w stylu angielskim. Nie sposób było się nudzić i zmarznąć, bo zawsze było coś do zrobienia.
Tekst i foto : Tomek Sikorski
Zapraszam również na facebooka: moczykije.net i tomek sikorski wędkarstwo