Jakiś czas temu pisałem o swoich pierwszych wrażeniach z wędkowania na Kanale Królewskim po dwóch latach przerwy. To był mój debiut z pickerem na tym łowisku. Kanał wciąga i musiałem ponownie sprawdzić co w tej wodzie piszczy. Ciekawość, czy uda mi się znęcić i połowić znów leszczyków na picker, była większa niż zmęczenie po bardzo ciężkim tygodniu. Ale o tym poniżej.
Urokliwe, ale trudne łowisko jest prawdziwym wyzwaniem.
Niedzielny poranek przywitał mnie rześkim powietrzem. Nad trawą szumiały komary i meszki, ale każdy wie, że gdy jeteśmy na rybach, to nie ma to specjalnie znaczenia. Te wredne istoty i ich ukąszenia są niczym w porównaniu do radochy z tego, że już niedługo szczytóweczkę pickera przygnie jakaś rybka. Adrenalina znieczula wszelkie ukąszenia:)
Odcinek Kanału Żerańskiego zwany „Młynami” pozwala na trochę inny sposób nęcenia od tego, który zastosujemy na najpopularniejszej „Kobiałce’. Tu można zdecydowanie podać więcej zanęty, bez większego ryzyka, że ta dodatkowa garść pozbawi nas ryb na kolejne 4 godziny. Choć rozgrywają się tu zawody, to nie są one tak liczne, więc i rybka choć trudna, to nie aż jest tak chimeryczna.
Towar, który wybrałem do wędkowania, to tym razem mieszanka z serii Optima firmy Profess. Z powodzeniem używam jej na wodach stojących w odławianiu leszczyków, więc powinna się sprawdzić także i tu.
Mieszanka ma bardzo miły delikatny aromat, który pasuje leszczykom, płociom i linkom, które z powodzenem łowiłem na łowisku PZW, ale to już historia na kolejną opowieść.
Zanęte na trudniejsze łowiska można przesiać przez drobne sito i pozbawić troszkę większych frakcji.
Mieszanka była bardzo prosta. Bez kombinowania. jedna część zanęty, dwie części ziemi .
Towar postanowiłem jedynie wzbogacić boosterem o aromacie orzecha tygrysiego i kukurydzy. Szczególne ten pierwszy smak zyskuje ostatnio na popularności w połowie leszczy i leszczyków.
Wstępnie wędziskiem do nęcenia posłałem na 20 metr 9 koszyczków wypchanych mieszanką wzbogaconą o jokersa śladową ilość ochotki haczykowej i trochę białych. Podczas poprzedniego polowania, brania po nęceniu były niemal natychmiastowe. Tym razem było jednak inaczej i szczytówka wędziska czekała nieruchomo na pierwszy kontakt.
Jeśli chodzi o aspekty techniczne, to wędkowałem tego dnia dwoma pickerami o długości 3 metrów i ciężarze wyrzutu do 40 gram. Założyłem dość delikatne szczytówki 0,5 oz. Mój zestaw składał się ponownie z 15 gramowego koszyczka umieszczonego na żyłce przelotowo za pomocą agrafki z krętlikiem. Przed przyponem gumowy stoper zabezpieczający węzeł. Nie stosowałem skrętek. Przypony o długości 0,7-1,0 m z żyłki grubości 0,10-0,08 mm.
Piętnascie, dwadzieścia…trzydzieści minut i nic! Pomyślałem, że zanim zacznę kombinować i zmieniać cokolwiek sam trochę odpocznę, a rybom dam szansę na rozkręcenie się. Fotel na relaks to dobra rzecz, ale gdy tylko na chwilę się wyluzowałem, pierwsze ruchy na szytówce zwiastowały, że rybki zaczynają się gromadzić. Widać było obcierki.
W końcu dało się coś zaciąć:)
Na szczęscie niebawem pierwsze przygięcie i pewne było, że na 20 metrze coś się zaczęło dziać. Standardowo w łowisku gościły sztuki pomiędzy 400 a 700 gram, ale po takie zawodnicze rybki tu przyjeżdzam. Oczywiście każdy ma nadzieję na spotkanie z 2 kilogramową łopatą, ale to Kanał Żerański i takie niespodzianki trzeba „wysiedzieć”, czyli łowić często i trafić ten odpowiedni dzień. Na zawołanie nie biorą.
Wędkowanie tego dnia było zdecydowanie trudne, typowo kanałowe. Leszcze zmieniały często sposób pobierania pokarmu. Skutkowało to różnym rodzajem przyginania szczytówki. Trzeba było być czujnym. Tego dnia również na haku sprawdzała się jednynie jedna, góra dwie ochotki. Wędkarze łowią tu leszczyki czasami na dwa, czy trzy białe robaki. To jednak nie był ten dzień, duże przynęty były zupełnie ignorowane przez ryby.
Kolejny leszczyk w podbieraku.
Po kilku godzinach wędkowania przyszła pora na podsumwanie i wyciągnięcie wniosków. Łowienie było trudne. W trakcie trzeba było wydłużyć przypon, aby ryby pewniej zasysały przynętę i nie czuły oporu. Co ciekawe było to bardzo selektywne wędowanie, bo łowiłem tylko leszczyki. W łowisku nie zameldowała się żadna płotka lub krąp.
Drugie spotkanie po latach z Kanałem Żerańskim moge uznać za udane. Wynik z pierwszego wędkowania poprawiony. Również wnioski, które wyciągnąłem po pierwszej wizycie odrazu wprowadziłem w życie i zagrało. Cięzkie łowienie, często na jedną ochotkę i skuteczne zacięcie po pierwszym kontakcie daje dużą satysfakcję.
Wodom Cześć.
Tekst i Foto:
Tomek Sikorski