Zawody

KLASYK Z WARSZAWSKIEJ WISŁY

Lekko nie jest. Żyjemy w czasach pandemii, gdzie jeszcze niedawno cała wędkarska brać była odcięta od możliwości wędkowania. Po ostatnich obostrzeniach w końcu pozwolono nam bezpiecznie przemieszczać się w celu uprawiania naszego ukochanego hobby. Bez chwili wahania pozwoliłem sobie na jeden dzień urlopu, aby zaspokoić głód wędkarski. Celem mojej wyprawy była warszawska Wisła. Lubię te miejsce ponieważ rzadko kiedy ryby tu zawodzą. Oczekiwałem aktywnych ryb, które już za chwilę przystąpią przecież do tarła. Nad wodą stawiłem się jeszcze przed świtem. Liczyłem na dobrze żerujące leszcze, których poprzednim razem było tu sporo.

Zanęty zaraz trafią do kotła.

 

Leszcz, Feeder i Rzeka na dzisiejsze wędkowanie.

Plan był taki by przygotować sporo towaru, następnie bardzo regularnie i aktywnie obławiać wiślaną wodę i jak najszybciej ustawić ryby w polu nęcenia. Przygotowałem 3 kg zanęty od Meusa. Postawiłem na sprawdzone spożywki: rzeka, leszcz oraz feeder. Zanęt nie dzieliłem, całość powędrowała do kotła i została namoczona rozcieńczoną melasą. Zanęty oczywiście dopaliłem pieczywkiem fluo oraz kolorowymi mrożonymi madami. W mojej ocenie to niezastąpione, rzeczne dodatki, które wędrują do moich mieszanek niemal zawsze i to bez względu na konfiguracje zanęt czy glin oraz metod połowu.

Zestaw ze skrętką.

Zestaw z feeder gumą

Zestawy jakie przygotowałem, uzbroiłem w koszyki 50 gramowe. Woda w tym miejscu nie rwała zbyt mocno dlatego 50 gram było optymalne. Mogłem skutecznie zaprezentować rybom przynęty i podać coś pysznego w łowisko bez obaw, że nurt za szybko zniesie zestaw. Pierwszy zestaw zakończyłem klasyczną skrętką a drugi zestaw uzbroiłem w feeder gumę. Oba zakończone były metrowym przyponem z 0,12-stki. Przeważnie łowię na żyłki, ale tym razem  na kołowrotki nawinąłem plecionki zakończone strzałówkami.

Tym razem postawiłem na plecionki

 

Pierwszy leszcz

Ten leszcz to ryba po przejściach.

Chwilę po świcie byłem już rozstawiony i gotowy do rozpoczęcia wędkowania. Ryby tego dnia potrzebowały trochę czasu na obudzenie się i dopiero po podaniu kilku koszyków zaczęły ustawiać się w zanęcie. Pierwsze w łowisku pokazały się niewymiarowe jazie w przedziale 15-25cm. Leszczy jednak jak nie było tak nie było. Dopiero po około godzinie pojawiły się pierwsze bremesy, które naprawdę były mocno wybredne jeśli chodzi o podawaną przynętę. Tak naprawdę nie mogłem się wstrzelić z robactwem prezentowanym na haczyku, które dałoby jakieś regularne ryby. Małe jazie bardzo dokuczały przy białych robakach barwionych na czerwono. Leszcze brały za to na zamianę raz na dendrobenę, raz na pęczek białych robaków bądź na dwie pinki. Nie znalazłem jednak złotego środka, ale ciągłe zmiany przynęty pozwoliły mi złowić kilka przyzwoitych ryb.

 

Wyniki

 

Do następnego.

Tekst i foto: Piotr Leleniak

Facebook

Get the Facebook Likebox Slider Pro for WordPress