Zawody

PUCHAR KS. PRAŁATA ANDRZEJA PERDZYŃSKIEGO A.D 2015

Puchar Księdza Prałata Andrzeja Perdzyńskiego co roku przyciąga nad Zalew Komorowski ambitnych zawodników chętnych stanąć w szranki na malowniczym, ale bardzo trudnym łowisku.

Podziwiając takie widoki, można czasami zapomnieć o spławiku. Akwen piękny, ale bardzo płytki.

Głębokość na 13 metrze rzadko przekracza tu 70 cm i trzeba nie lada wprawy aby nie splątać zestawu przy pustym braniu. Przy tej głębokości także nieostrożny hol czegoś grubszego może pozbawić nas brań nawet na godzinę. Właśnie to coś „grubszego” to kolejny magnes który przyciąga na zawody. Ostatnim magnesem, to jakość trofeów widoczna na zdjęciu obok. Fundator bije pod tym względem na głowę, organizatorów imprez ogólnopolskich PZW.

…..

…………………

To dobry poligon na sprawdzanie i doskonalenie swoich umiejętności technicznych. Technika, techniką, ale towar oczywiście również jest ważny.

 

Kolejna szansa na potwierdzenie, że w prostocie siła. Dobrej jakości jokersik( tym razem-made in poland) i prosta ciemna mieszanka to klucz do sukcesu.

Nie będę ukrywał, że odkąd stałem się świadomym uczestnikiem zawodów rozgrywanych na tym akwenie, jeśli tylko mogę startuję tu bardzo chętnie. Mam na koncie wygrane imprezy, kilka jedynek sektorowych i miejsc w czubie. Każdy przyjazd wiąże więc z nadziejami na kolejny sukces. O nielicznych wpadkach na „Komo”, szybko zapominam:)

 

Jak zwykle w bardzo miłej atmosferze odbyła się odprawa i losowanie stanowisk. Standard podczas tych zawodów to 3 oddzielne sektory dla 3 kategorii uczestników. Seniorzy łowili „na chodniku”, „Pęcice” przypadły kategorii +50, a najmłodsi walczyli w rybnym narożniku przy tarlisku. W sumie na starcie stanęło 31 zawodników.

Po losowaniu byłem bardzo zadowolony. Przypadło mi stanowisko obok Marcina Kostery, czyli zwykle największego faworyta wszelkich imprez tu rozgrywanych. Niezaprzeczalną zaletą takiego losowania jest to, że dokładnie wiemy w którym miejscu jesteśmy. Czy nawiązujemy walkę i możemy liczyć na dobre miejsce, czy też faworyt łowi, a my się przyglądamy. To znak , że popełniliśmy błąd, za który podczas odczytywania wyników przyjdzie nam słono zapłacić. Marcin to taki papierek lakmusowy naszego łowienia na tym zbiorniku.

.,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,

Taki przeciwnik  mobilizuje.……………………………………………………

Po wspomnianych wcześniej małych sukcesach na Zalewie w Komorowie, wiem, że sposób na tutejsze płocie mam i gdy tylko nie popełnię większych błędów i będzie to „mój dzień”, powinienem dobrze połowić. Przygotowania do połowu poszły szybko, sprawnie i spokojnie. Punktualnie o 9.20 rozpoczęliśmy nęcenie.

 

Nęcenie płoci na tak płytkim akwenie to przede wszystkim podawanie zanęty za pomocą kubeczka.

Awaryjnie posłałem także 10 kul pod match’a. Ot tak, na wypadek gdyby ryba pod tyczką dłużej się rozkręcała. Obawy były jednak przedwczesne, bo brania na 11 metrze zaczęły się niemal od razu. Często odpowiednia selekcja ryb ma tu znaczenie, bo można łowić płotki i…. płotki. Umiejętne sklejenie towaru i garść grubszych dodatków skutecznie powinna ustawić trochę większe rybki w łowisku.

Od początku ryby biorą nieźle. Kątem oka widzę, że mój utytułowany sąsiad łowi szybciej. Ja niestety tracę czas na rozplątywanie lub zmianę zestawów. Będąc po za rytmem sezonu, zajęty obowiązkami zawodowo-budowlano -rodzinnymi bez treningów, moje łowienie wygląda…. jak wygląda. Taki wariacki sezon. Zawody w biegu, myślę sobie czasem, że mogłem w ogóle sobie dać spokój w tym roku…ale nie mógłbym:) Zadowolony nie jestem, ale walczę jak zwykle do końca.

Wieść niesie, że na pierwszym stanowisku od rogu świetnie radzi sobie Szymek Gzula, więc powodów do walki jest jeszcze więcej.

Obsada z resztą jak zwykle bardzo mocna i wielu zawodników startuje tu z dużymi szansami na zwycięstwo. Z pewnością w tym gronie jest i Michał Tobiasz i Krzysiek Opłocki.

 

Również Tomek Pogorzelec i Arek Szczepanik mieli apetyty na dobre lokaty.

 

Już w pierwszej godzinie w moim łowisku zagościł niespodziewany przybysz. Po zacięciu amortyzator mocno wyjechał, a ryba skierowała się pewnie w kierunku łowiska Marcina. W takich sytuacjach wiadomo nie tylko z szacunku do przeciwnika, ale przede wszystkim dla lepszej kontroli wstajemy i próbujemy delikwenta przytrzymać.Próby zatrzymania gościa jak zwykle na zawodach bardzo proszonego nie powiodły się, ale można było prosić o przychylność szczęścia. Na szczęście zawróciła, śmiało wybierając gumę, tym razem w kierunku Łukasza Kowalczyka, sąsiada z lewej.

……………..

Tu także dała nieco nadziei bo stanęła na chwilę, by ruszyć w kierunku środka akwenu. To była niestety przegrana walka. Zgodnie stwierdziliśmy, że gość był sporych rozmiarów i prawdopodobnie nie zdawał sobie sprawy, że jest zacięty. Marcin skwitował tę sytuacje słowami. „Wolę żeby brały mi bonusy , które mogę wyholować”- trudno się z tym nie zgodzić.

Na szczęście przybysz nie narobił mi spustoszenia w łowisku, a kulka przedniego towaru wystarczyła aby ryby wróciły pod tyczkę. Do końca z małymi przestojami łowimy płocie. Wydaje mi się, że jest nieźle. Marcin w międzyczasie holuje lina za ok 500 pkt i z pewnością odskakuje mi skutecznie. To właśnie taki wspomniany wcześniej bonus do szybkiego holowania podczas zawodów.

Wydaje mi się, że końcówka zawodów należy do mnie. Łowie szybko i już nie gubię tempa. Staram się odrabiać straty, ale wiem, że przewaga sąsiada była spora i na dodatek przypieczętowana bonusikiem.
Ważenie potwierdza moje przypuszczenia. Do Marcina brakuje mi kilogram. To dużo i mało, ale jestem zadowolony, że nawiązałem walkę.

 

Moje płocie (2510 pkt) i połów Marcina (3530), zwycięzcy zawodów okraszony bonusowym linem.

Bliski niespodzianki był Szymek Gzula, który na stanowisku przy grążelach wyłowił niewiele mniej od Marcina Kostery. Dodatkowo twórca sławnych w świecie podlodowym, mormyszek, nie dał rady dwóm pokaźnym linom. Kto wie co by było gdyby…..

 

Pełna siata płoci( 3290 gr) Szymka Gzuli na 2 miejsce, a obok Adam Laskowski ze złotym karasiem.

Ryba nie chciała tym razem odwiedzać stanowisk bliżej tamy. Jeden z faworytów tej imprezy Krzysiek Opłocki uzyskał wynik 1380 pkt .Krzyśkowi towarzyszy najmłodsza komisja sędziowska;)

 

Tomasz Pogorzelec, który w tym roku mocno skoncentrował się na komercyjnym dźwiganiu dużych ryb także nie połowił na miarę oczekiwań. Jednak humor jak zwykle go nie opuszczał.

Podczas zawodów wręczany jest także puchar za zwycięstwo bez podziału na kategorię. W tym roku zaciętą walkę o to trofeum stoczyli zwycięzcy kategorii seniorów i „plus 50”. Mało brakowało a Edward Opłocki zgarnął by to trofeum Marcinowi Kosterze. Zabrakło dosłowni jednej płotki za 30 pkt.

Podium seniorów: 1. Marcin Kostera, 2. Szymek Gzula, 3. Tomek Sikorski

Juniorzy: 1. Eryk Królikowski,2. Kamil Powoniak, 3.Hubert Krzejszczak.

Kategoria „plus 50” : 1.Edward Opłocki, 2. Wiesław Malinowski, 3. Kazimierz Olszak.

Wszyscy uczestnicy zawodów.

Pełne wyniki:

Tekst i foto: Tomasz Sikorski

Foto : Karol Kostera

 

Facebook

Get the Facebook Likebox Slider Pro for WordPress