ZŁOTE PICKEROWANIE

       O flagowym zbiorniku błońskiej “dziewiątki” było ostatnio głośno. Dzięki determinacji udało się  jako pierwszemu kołu w okręgu mazowieckim wywalczyć i wprowadzić obowiązującą zasadę “złów i wypuść” na głównym zbiorniku. W tym roku po raz pierwszy gościłem tu na rekreacyjnym wędkowaniu z pickerem. Ku mojemu zdziwieniu łowisko od rana świeciło pustką. Smutny to obraz polskiego wędkarza, który jeśli nie ma możliwości zabierania i jedzenia ryb, całkowicie rezygnuje z wędkowania. Tak jakby samo piękno wędkowania schodziło na plan dalszy. Zostawię te wywody do przemyślenia i przejdę do dalszej części relacji…

Rzut oka na moje stanowisko

Moje stanowisko wytypowałem zupełnie losowo. Chciałem usiąść gdzieś w pobliżu grążelisk, aby mieć komfort w postaci miejsca gdyby jakaś rybka chciała sobie pohasać. Na mój trening przygotowałem dwa pickery o długości 2,7 m oraz 3 m. Pierwszy zestaw zbudowałem na żyłce, ale w zapasie miałem też dłuższy kij z zestawem uzbrojonym w plecionkę. Zestawy na obu wędkach zbudowałem z tak zwaną skrętką i zakończyłem quick snapem, gdyby zaszła potrzeba szybkiej zmiany grubości lub długości przyponu.

Zanęty na dziś

 

Liquidy idealnie nadają się do dopalania robaków lub kukurydzy.

Jeśli chodzi o zanętę na wędkowanie zabrałem ze sobą dwie paczki zanęty od Meusa – feeder oraz lin, karaś. Do kotła trafiło po pół paczki spożywki oraz miks glin Argille i ziemi bełchatowskiej. Proporcja mieszanki wynosiła 1 do 3, na każdy litr zanęty dałem 3 litry gliny. Słuchy niosły, że ryba żeruje dobrze i musi mieć obfito zastawiony stół, dlatego zaryzykowałem z wariantem na bogato. Do wiader trafiło 100 ml pinki i 100 ml białego robaka oraz kukurydza i garść mrożonek. Postawiłem na nęcenie jednej linii na 22 metrze. Na początek 10 koszyczków wypełnionych wałeczkami mieszkanki i zaczopowanych zanętą posłałem w łowisko. Po nęceniu dałem wodzie odrobię odpocząć i “doszlifowałem” zestawy, wymieniłem przypony i uporządkowałem stanowisko.

Czas na wstępne nęcenie

 

Nęcenie

Jest pierwsza rybka

mały linek to tylko przedsmak

przed takimi złotymi ślicznościami

Od samego początku widać było, że ryb będzie sporo. Każdy rodzaj mięsnej przynęty był przechwytywany przez drobne leszczyki i płotki. Dopiero kukurydza ograniczyła łapczywość ryb. Na branie trzeba było dłużej poczekać, ale na końcu meldowała się przyzwoitsza ryba. Oprócz małych linków i karpika do siatki podbieraka zaczęły trafiać raz za razem piękne złote ryby – karasie i wzdręgi. Rzadko mam okazje łowić takie śliczności. Łowienie “złotek” na finezyjnym pickerze to niezapomniana przygoda. Na konto wpadło też kilka większych płoci.

Płoć jak malowana

Nasz rodzimy karaś, jeszcze z kukurydzą w pysku

Tym razem w łowisku zabłąkał się …

ten mały artysta.

Takie wzdręgi mogę  łowić zawsze.

Złotko w pełnej krasie.

Chyba nikt nie pogardzi taką rybką.

To był świetny, pełen emocji dzień, który pozwolił mi się wyłowić. Olbrzymich ryb zabrakło, ale liczba brań i piękne, rzadko spotykane ryby zrekompensowały wszystko. Do następnego.

Tekst i foto: Marcin Cieślak

Facebook

Get the Facebook Likebox Slider Pro for WordPress