NARWIAŃSKI KLASYK

Kolejne, rzeczne feederowanie miało mieć miejsce na jednej z wiślanych opasek koło Warszawy. Ostatecznie zbyt duże przybory wody sprawiły, że zamiast nad Wisłą wylądowałem nad brzegiem Narwi w okolicy Czarnowa. Na szczęście narwiańska woda nie była na tyle wysoka, aby uniemożliwić wędkowanie.

Narew…

Miejscem, jakie wybrałem do wędkowania była rynna biegnąca wzdłuż przybrzeżnej łąki, tuż przed dużym zakrętem rzeki. Ryb chciałem szukać blisko, dlatego koszyki wędrowały maksymalnie na 20 metr. Po opadnięciu na dno i przesunięciu przez nurt, zestawy ustawiały się na 12- 14 metrze. Aby zatrzymać zestaw w dalszej linii musiałbym zakładać olbrzymie gramatury koszyków. Nie lubię takiego wędkowania, dlatego wybrałem bliższy dystans i lekkie jak na panujące warunki, bo 50 gramowe koszyczki. Zestawy zbudowałem na skrętce z luźnym adapterem, do którego dopinałem koszyczek. Koniec zestawu wieńczył cienki przypon grubości 0,14 mm z ownerowską 12.

 

Feederowa zanęta pachnie migdałem.

 

Pieczywko fluo to dodatek raczej obowiązkowy.

Melasa zaraz zostanie rozcieńczona, po czym nawilżę nią mieszankę.

Topielce idealnie nadają się jako mięsna wkładka rzecznej zanęty.

Jeśli chodzi o zanęty do kotła powędrowała mieszanka dedykowana do feedera w wersji heavy od Marlina. Bardzo słodką zanętę, pachnącą landrynkami i migdałem, postanowiłem wzmocnić biszkoptem piernikowym i zanętą leszczową od Carpio. Całość nawilżyłem rozcieńczoną melasą oraz dołożyłem grube pieczywo fluo. Do kotła trafiły też “topielce”,czyli białe robaki w zalewie, które w moim odczuciu są po po prostu świetne. Wszyscy Ci, którzy mają problem z przechowywaniem robaków w lodówce, mrożeniem ich etc., powinni sięgać po takie pasteryzowane cudeńka. Dodam, że waniliowa zalewa ze słoika nadaje się oczywiście do nawilżania zanęty.

Łowimy.

Wędki ustawione niemal pionowo to efekt spływających rzeką zgniłych traw.

Krąpas!

Po pierwszych rzutach szybko okazało się, że w tym dniu łatwo nie będzie. Do żyłki zaczęły przyczepiać się pojedyncze spływające rzeką trawy. Z tego powodu musiałem niemal pionowo postawić feedery, aby jak najmniejsza ilość linki była podatna na działanie rzecznego nurtu. Brania zaczęły się po kilkunastu minutach. Ryby brały rzadziej niż zwykle, ale jakościowo były już całkiem przyzwoite. O tej porze nad Narwią panuje czas grubego krąpia i to właśnie rzeczne “krąpasy” najczęściej meldowały się na końcu wędki. Przyłowem były też dwie certy,kilka płotek i jelec.

Efekt wędkowania.

W ten oto sposób zaliczyłem kolejną wyprawę z klasycznym, rzecznym feederem. Wodom cześć!

Ostatnia fotka i czas wypuszczać moje zdobycze.

Krąpie lepiej wyglądają w wodzie niż na patelni.

Tekst i foto:

Marcin Cieślak

Facebook

Get the Facebook Likebox Slider Pro for WordPress