Zawody

WIATR, CARPIO I JAPOŃCE.

                   O łowieniu karasi na popularną methodę pisaliśmy już wielokrotnie. Mam te szczęście, że niedaleko mojego miejsca zamieszkania istnieje łowisko w którym pływają “japońce”. Korzystając z każdej wolnej chwili melduje się tutaj, aby łowić te piękne srebrne rybki. Oczywiście na łamach naszej strony znajdziecie pełno wpisów o tych ślicznych rybach. O karasiach łowionych na drgającą szczytówkę możecie przeczytać klikając np. tutaj. W dniu mojego wędkowania nad  wodą zjawiłem się późnym popołudniem. Ze względu na silne podmuchy wiatru postawiłem użyć ciężkiego 40 gramowego podajnika. Nie byłoby w tym przesady gdyby na końcu mojej wędki zawisł podajnik nawet 50 gramowy. Podmuchy bowiem były naprawdę duże, a momentami wręcz huraganowe.

Tym razem postawiłem na grubsze pellety od firmy Carpio.

 

Mój arsenał na “drgające wędkowanie”: Pellet o smaku Morwy i Ochotki oraz gotowa zanęta waniliowa.

Tym razem postawiłem na pellety od firmy Carpio. Aby wyselekcjonować większe sztuki zrezygnowałem z używania drobnego 2 mm pelletu, a do miski trafiły przynęty o średnicy dwukrotnie większej. Smaki jakie tego popołudnia miały dominować w moim łowisku to morwa i ochotka, a także mająca służyć do szybszego zwabienia ryb, gotowa zanęta do methody o zapachu wanilii. Karasie lubią słodkości i owoce dlatego liczyłem, że mieszanka będzie skuteczna. Pellet ochotkowy miał być zabezpieczeniem na wypadek, gdyby ryby w tym dniu wybrzydzały. Tak to już jest, że nawet w takim zbiorniku, obfitującym w średnie ryby nie zawsze łowi się dużo. Ba, wspominałem już kiedyś w relacjach z zawodów rozgrywanych na tej wodzie, że zdarza się tutaj zerować. Nie jest to więc łowisko łatwe, proste i przyjemne.

Do łowienia karasi użyłem szczytówki o oznaczeniu 1oz.

Ten japoniec wybrał białe robaki i pellet o smaku Morwy.

Przynęty jakie w tym dniu powędrowały na haki to pellety o smaku dzikiej jeżyny, scopexu który często mi się tu sprawdza, a także morwy. Wszystkie montowałem na gumce, zupełnie rezygnując z włosa. W moim arsenale znalazła się także pinka i białe robaki. Robactwo nie raz już ratowało mi skórę i to nie tylko na tym łowisku. Dawno już przekonałem się o tym, że paczka białych nic nie kosztuje a zawsze warto mieć ją ze sobą nad wodą. Ryby w tym dniu brały bardzo delikatnie, a skuteczne zacięcie utrudniał porywisty wiatr. Na szczęście kilka przygięć było na tyle mocnych, że karasie można było bezpiecznie wciąć i holować. Kilka pięknych japońców znalazło się więc na macie.

Dla takich ryb warto zostać prawie do zmierzchu.

Kosz pełen pięknych karasi srebrzystych. Cudowne ryby.

Panujące warunki nie były łatwe, dlatego końcowy rezultat muszę uznać za dość dobry. Wszystkie ryby po szybkiej sesji oczywiście odzyskały wolność.

Tylko C&R. Do zobaczenia następnym razem.

Tekst i foto: Marcin Cieślak

Foto: Piotr Cieślak

Facebook

Get the Facebook Likebox Slider Pro for WordPress