Zawody

POŁUDNIOWE SMOKI !

                      Ostatnio wspominaliśmy wam, że polubiły nas duże ryby. Medalowe szczupaki pozostaną w naszej pamięci na długo i na pewno jeszcze do nich wrócimy jesienią. Tym razem postanowiliśmy zapolować na nieco inny gatunek. Sandacze !
Nad wodą zjawiliśmy się gdy słońce było już w zenicie. Lejący się z nieba żar nie napawał nas optymizmem. Ten rok jest jednak wyjątkowy, a rzeka rządzi się swoimi prawami. Dlatego nawet ponad trzydziestostopniowy żar wcale nie oznacza bezrybia.
Aby dobrać się do mętnookich potrzebowaliśmy łódki . Bardzo niski stan wody uniemożliwiał nam pływanie na silniku, dlatego czekała nas przeprawa na wiosłach. Muszę przyznać że wiosłowanie w takim ukropie do najprzyjemniejszych nie należy.. Ale czego nie robi się dla ryb.
Popularnych “zanderów” postanowiliśmy szukać na głębszej kamienistej rafie. Bardziej chłodne, natlenione partie wody powinny teraz gromadzić drobnicę, a co za tym idzie ryby drapieżne.

Okoń z pierwszego rzutu.

Festiwal brań zapoczątkował tradycyjnie Grzesiek. Pierwszy rzut i zieloniutki „pasiak” pozuje do zdjęcia. Potem następuje chwilowa cisza.. Niespełna piętnaście minut podbijania naszych przynęt i znów Grzesiek ma rybę. Tym razem jest pierwszy sandacz. A właściwie sandaczyk. Wszyscy notujemy brania, ale są to często tylko pstryknięcia. W taki upał ryby nie biorą zdecydowanie.

Mały sandaczyk. Za chwilę odzyska wolność.

Dwie godziny „batowania” i w końcu mam porządne branie. To na pewno przyzwoity sandacz. Nurt pomaga rybie w walce, ale pewne zacięcie sprawia, że przewaga leży po mojej stronie. Jeszcze chwila i na powierzchni pokazuje się śliczny smok. Właśnie na nie tutaj przyjechaliśmy !

Branie…

 

Phoenixowski Shiner znów pokazuje moc.

Tak prezentuje się mętnooki siedemdziesiątak.

Uwierzcie mi, że taka ryba potrafi nieźle „grać na hamulcu”. Świadczy to tylko o świetnej kondycji narwiańskich sandaczy.

 

Pamiętajcie tylko zasada złów i wypuść.

Emocje nie zdążyły porządnie opaść kiedy znowu notuje porządnego kopa na wędce. Tym razem ryba jest zdecydowanie większa a gwałtowny odjazd kończy się zwycięstwem ryby. Chwilę później Piotrek ma następnego rzecznego potwora. Podobne rozmiary ryby sprawiają że walka na dobre się nie zaczęła a już dobiegła końca. Ależ tu mieszkają giganty!
Następne pstryki tylko grają nam na nerwach. W końcu Grzesiek wyjmuje drugiego okonia, a następnie zacina coś dużego. Ryba walczy niesamowicie i funduje nam odjazd za drugą rafę.

Dwie szczęśliwe siódemki ( 77 cm)

Z obawy o przetarcie plecionki postanawiamy za nią płynąć. Jeszcze kilka nurów pod łódkę i piękny mętnooki ląduje w podbieraku.

 


Ależ dzień. Wczoraj szczupaki, dziś sandacze, aż boje się pomyśleć co będzie jutro..
Połamania..

Tekst: Paweł Cieślak, Piotr Cieślak, Marcin Cieślak. Foto: Paweł Cieślak, Piotr Cieślak.

Facebook

Get the Facebook Likebox Slider Pro for WordPress