Czy dobre zawsze musi być drogie? Czytając opinie wędkarzy z różnych forów w sieci, znaczna część ma już upatrzone ulubione marki, których trzyma się kurczowo. Niektórzy wierzą tylko w drogie zachodnie firmy. Zauważyłem, że jest też grono, które preferuje tylko wybrane smaki i jest zamknięta na wszelkie zmiany. Pellety od goldfisha nie są na pewno wyrobami za bajońską sumę, ale czy w pewnych, określonych warunkach mogą być równie skuteczne? W poprzednich latach miałem już okazje testować zanęty tej firmy oraz pellet. Relacje z tych wyjazdów są oczywiście na naszej www. Tym razem chciałem, aby ktoś o mniejszym doświadczeniu dokonał testu. Jeśli do towaru przekona się nowicjusz, który połowi, być może otworzy to oczy hermetycznie zamkniętym na wszelkie zmiany wędkarzom.
O sprawdzenie jakości pelletów poprosiłem Pawła, który jest początkującym feederowcem. Wierzcie lub nie ale Paweł na drgającą szczytówkę łowił dwa razy w życiu. Chcieliśmy zobaczyć czy mniej zaawansowani wędkarze stosując pellety Select System od Goldfisha są w stanie sobie poradzić. Sam usiadłem kilka stanowisk dalej, tak aby mieć Pawła na oku i zobaczyć efekt końcowy jego testu.
Ochotka i halibut na dzisiejsze wędkowanie.
Paweł wybrał dwa rodzaje pelletów o smaku ochotki i halibuta 2mm. Uzupełnieniem miała być zanęta sygnowana do feedera. Jeśli chodzi o przynęty, mój kompan postawił na białe robaki i duży pellet wielkości 12 mm o smaku halibuta. Tą przynętę Paweł podał na włosie. Taktykę ustaliliśmy wspólnie. Podajnik do methody na jednej z wędek miał trafić na 30 metr. Ta wędka uzbrojona w białe robaki miała cały czas pracować i przynosić białoryb, który jakby nie patrzeć zweryfikuje już jakość towaru. Druga wędka posyłana co kilkanaście minut na 50 metr, uzbrojona w nieco cięższy podajnik i gruby kaliber przynętowy miała łowić karpie. Nadeszła chwila prawdy…
Wersja na bliższy dystans.
Po prawej pellet na grubego zwierza.
Pierwsze minuty natychmiast przyniosły ryby. Były to leszczyki w wersji small i co najwyżej medium. Ważne jednak było to, że taktyka zaczęła się sprawdzać. Jeśli chodzi o ilość brań, Paweł na pewno nie mógł narzekać, ale co z jakością ?! Druga wędka tylko od czasu do czasu była trącana przez przepływające ryby. Brań jednak nie było. Mój kompan postanowił skrócić się dziesięć metrów bliżej i podać mieszankę pelletów na 40 metr. Czasem tak bywa, że ryby ze znanych tylko sobie przyczyn pływają w wybranych obszarach akwenu i za nic w świecie nie chcą brać. Ten zabieg był strzałem w dziesiątkę. Pierwszy karpik dość szybko zameldował się na macie, a po jakimś czasie przyzwoity misiek pozował dumnie przed obiektywem. Było też kilka przyłowów w postaci okonia i złotego karasia. Najwięcej było jednak leszczyków.
Małe złotko, ale złotko.
Karpik już na macie.
Ryba dnia
Warto podkreślić, że Paweł nie nęcił wstępnie a mimo to brania pojawiły się od razu. Jeśli chodzi o intensywność aromatu pellety wcale nie odstają od innych bardziej znanych marek. Paweł dopiero rozpoczyna przygodę z methodą a mimo to jak sam stwierdził wyniki wcale nie były takie złe. Oczywiście tekst ten nie ma na celu namawiania Was do rezygnowania z waszych ulubionych zanęt czy pelletów. Warto jednak mieć w zanadrzu jakąś alternatywę. Towar, który doskonale nada się na niedzielne, rodzinne wędkowanie, lub szybki komercyjny wypad z methodą. Wkrótce przeprowadzimy kolejne testy. Ja natomiast przyjrzę się zanętom podczas feederowania na dużej rzece.
Wodom cześć.
Tekst i foto: Marcin Cieślak