PIERWSZA BITWA, CZYLI WIOSENNA INAUGURACJA ZAWODÓW SPŁAWIKOWYCH

Inauguracyjne zawody spławikowe przypadły na końcówkę marca. Tym razem kapitanat sportowy błońskiej dziewiątki zdecydował, że flagowa woda jeszcze “odpocznie” i nieco się ogrzeje zanim przeprowadzimy tam jakiś wędkarski konkurs. Wczesną wiosną mogłyby po prostu dominować tam przypadkowe ryby lub pojawić się niezbyt lubiane zera. Biorąc te czynniki pod uwagę, padło na inną arenę – gliniankę Czarną. Woda ta pełna cypli, posiada zarówno strefę głębokiej wody oraz płytsze zatoki i blaty. Dużą niewiadomą było gdzie tym razem będą wolały przebywać ryby. Kilku zawodników już dzień wcześniej przeprowadziło treningi, po czym jednogłośnie powiedzieli, że ryb jest dużo, tyle że rozmiarowo pozostawiają wiele do życzenia. Na treningach dominowały płotki rzędu 5 – 10 pkt oraz nic nie ważące słonecznice łapczywie przechwytujące przynęty opadające do dna.

Następnego dnia na starcie przywitano 20 głodnych startu zawodników. Ustalono, że łowimy w 3 strefach, z tym, że pierwszy sektor będzie 6-osobowy. Reszta stref składała się równo z 7 wędkarzy w każdej z nich. Dużym zaskoczeniem była pogoda. Rano temperatura wahała się w okolicach dwóch może trzech stopni, do tego przenikliwy i lodowaty wiatr szybko ubrał zawodników w prawie zimowe stroje. Z biegiem czasu słonko jednak przypomniało o sobie i grzało na tyle mocno, że niektórzy zawodnicy kończyli rywalizację w krótkim rękawku. Jak wiemy ryby nie lubią aż takich pogodowych skoków, ale nas wędkarzy cieszył teraz każdy promyk z witaminą D.

    

Jacek Piekut wylosował głęboką wodę. Piotrek Bartczak wyłowił z wody prawie kilogram płotek. Artur Pamięta czeka na branie.

Po sygnałach pozwalających nęcić i łowić, w niektórych stanowiskach zgodnie z przewidywaniami od razu pojawiły się rybki. Były to małe płotki oraz wspomniane wyżej wszędobylskie słonecznice, które nawet jeśli nie brały uderzały z impetem w antenki spławików, utrudniając widoczność brań. Wieść niosła, że płotki dość szybko zaczęły trafiać do siatki Pawła Sobolewskiego. Podobna sytuacja była u Darka Jasińskiego, który pogrubił nieco rybę i na dodatek szybko przyłowił bonusowego leszcza w granicy 250-300 pkt. Z resztą tych dwóch wspomnianych Panów polubiły także niepunktowane szczupaki. Walka z takimi rybami na lekkim płotkowym zestawie była bardzo widowiskowa.

   

Bonus Darka Jasińskiego i szczupakowy  przyłów.

  

Paweł Sobolewski wyłowił z wody 2085 punktów.

  

Walka o najlepsze dwójki była równie zacięta. Moje 1415 gram oraz 1420 punktów Łukasza Zamieckiego.

Cztery godziny zmagań wyłoniły zwycięzców. Swoje strefy wygrali Paweł Sobolewski, Darek Jasiński i Sebastian Góźdź. Ten ostatni wyprzedził mojego redakcyjnego kolegę Tomka Sikorskiego o  30 punktów. Tomek oprócz małych płotek dołożył do wagi trzy małe zielone linki. W sektorze pierwszym dwójkę zgarnął Łukasz Zamiecki, który pod koniec zawodów wyjął z wody przyzwoitego, jak na panujące warunki, karasia srebrzystego. W trzeciej strefie dwójka przypadła mojej osobie. Na mój wynik złożył się jeden złoty karaś za około 100 pkt. Resztę połowu stanowiły małe płotki. Szczegółowe wyniki możecie zobaczyć w tabelach poniżej.

  

Sebastian Góźdź pokonał Tomka Sikorskiego o 30 gram.

Wyniki:

Po ważeniu przyszedł czas na pyszną kiełbaskę z ogniska, oraz wręczenie pamiątkowych pucharów i dyplomów. Kolejny start zaliczany do GPX koła w połowie kwietnia. Relacja z tej imprezy zapewne pojawi się na łamach naszej strony.

MOCZYKIJE ŁOWILI:

Tomek – Na palcach  jednej ręki mogę policzyć moje wędkowania na tym akwenie. Choć zdobyłem w swoim debiucie na tej wodzie,  tytuł Mistrza Koła, to ostatni start (2 lata temu) na Czarnej nie wyszedł zbyt dobrze.  Wszystko jednak notuję i   wyciągnąłem wnioski.  Wprowadziłem tym razem zmiany w podejściu do startu. Wszystko perfekcyjnie przygotowałem, a wędkowanie oparłem o dość bogatą mieszankę. Wiedząc, że małym płotkom, które będę łowił zanęta nie przeszkadza, a wręcz przeciwnie.  Jak na początek sezonu łowiło mi się dobrze, choć tak jak wszystkim w wyjechaniu zestawu na 11 metr przeszkadzały wszędobylskie słonecznice, które przechwytywały ochotkę. Z tego względu przygotowałem skróta i to nim dłubałem mini płotki z 5 metrów. Tak łowiłem 3/4 czasu. Doławiając do mini płotek małego linka. Pół godziny przed końcem zawodów na hak powędrował pęczek ochotek i znów wyjechałem zestawem w poszukiwaniu bonusa na 11 metr. Branie i kolejny zielony, mały linek zatrzepotał w podbieraku. Potem kilka płotek i kolejny linek. Po końcowym sygnale czułem niedosyt, że nie spróbowałem wrócić do tyczki pół godziny wcześniej, bo ryba ewidentnie weszła w nęcone miejsce. Ważenie potwierdziło to jedynie, bo okazało się, że jedynkę sektorową przegrałem z Sebastianem o 30 gram!

Marcin- Od początku zawodów postawiłem na pełną długość tyczki. Z uwagi na występujące w wodzie bonusy, odpuściłem szukanie ich pod nogami. Wiedziałem, że jeśli w tym dniu któregoś uda się skusić to tylko na bezpiecznej odległości. Rozłożyłem 3 topy uzbrojone w spławiki 1,25 gram i dwa razy 0,6 gram. Ten pierwszy miał dać mi stabilizację przy większych podmuchach wiatru. Pozostałe służyły do szybkiego odławiania drobnicy. W kotle wymieszałem zanętę o smaku ochotki i konopi. Do 100 ml zanęty dodałem 200 ml ziemi. Resztę bo około 8 litrów stanowiła czysta ziemia z dżokersem. Około 150 gram dżokersa powędrowało w 10 kulach na wstępne nęcenie. Pozostała część trafiła  do dwóch litrów ziemi, jako bogata mieszanka z robactwem na donęcanie z tak zwanego kubka. Ten towar skleiłem bentonitem i podawałem rybom średnio co 20 minut w łowisko. W mojej płytkiej strefie zanęta trafiła tylko na początku nęcenia, resztę donęcałem już tylko kubkiem w postaci wspomnianej ziemi i dżokersa. Donęcanie regularnie trzymało rybki w łowisku i przyśpieszało gasnące z biegiem czasu brania. Technicznie z  łowienia jestem zadowolony. Zabrakło jednak większej rybki i musiałem pogodzić się z dwójką sektorową. 

Tekst : Marcin Cieślak

Foto: Cezary Wieczorek

Facebook

Get the Facebook Likebox Slider Pro for WordPress