PÓŹNOJESIENNE LESZCZE Z PŁYTKIEGO ZALEWU.

           W tym sezonie zakochałem się w drgającej szczytówce. Methoda czy klasyczny feeder nie robi mi zbytnio różnicy. Obie techniki są wyjątkowo skuteczne i dają mi dużo satysfakcji. Nie ma nic przyjemniejszego niż widok powoli przyginającej się szczytówki i moment zacięcia, kiedy na końcu wędki czujemy przyjemny, pulsujący ciężar. Poprzednie wyprawy sprowadzały mnie nad dużą, nizinną rzekę, gdzie szukałem ryb w głębszych rynnach. Tym razem z towarzyszącym mi w tym dniu Piotrkiem odwiedziliśmy płytki, pobliski zalew. Chcieliśmy sprawdzić czy późnojesienne leszczyki jeszcze żerują czy “śpią” już w najlepsze.

Leszczowa zanęta i coco belge na dzisiejsze wędkowanie.

 

Nad wodą zjawiliśmy się jeszcze po ciemku. Korzystając z wolnego czasu zanim nastał świt, zaczęliśmy się przygotowywać. Na spokojnie rozłożyliśmy stanowiska i odmierzyliśmy odległości łowienia. Mój wariant oscylował w okolicy 35 metra. Piotrek postanowił łowić około 5 metrów dalej. Mój kompan skorzystał z mrożonek w tym dżokersa i pozostałości zanęt zawodniczych. Całość dopalił szczyptą mrożonego kastera i atraktorem leszczowym.

Glina Competition na dzisiejsze wędkowanie.

 

Ja postawiłem na wersję nieco prostszą. Zanęta leszczowa od Professa została przesiana na sicie i wymieszana z odrobiną coco-belge. Zapomniany dodatek jest przecież świetnym uzupełnieniem zanęt na karpiowate. Po przesianiu, zanętę przyciemniłem ziemią bełchatowską. Podkład do wstępnego nęcenia stanowiła glina Competition od Gliny Natura i 150 ml dżokersa. Mieszankę podkleiłem bentonitem. Na początku na dystans wyrzuciłem około 10-12 koszyków z dżokersem i 4 koszyczki zubożonej zanęty. Resztę zostawiłem na donęcanie.

Idealny rozpraszacz od Gliny Natura.

Koszyk do wstępnego nęcenia nabity przyciemnioną zanętą .

oraz ten do wędkowania nabity gliną z dżokersem.

Początek łowienia mieliśmy trudny. Zarówno u Piotrka i u mnie zameldowały się jazgarze. Potem jednak do stołówki przypłynęły małe płotki a mój towarzysz broni odłowił też pierwszego średniego leszczyka. Widać było, że ryba kręci się w łowisku co sygnalizowały trącenia żyłki, ale z braniami było słabo. Piotrek zaczął delikatnie od jednej, dwóch ochotek. Ja na hak zakładałem kilka ochotek i podpierałem całość pinką. Odpowiednia selekcja pozwoliła mi w końcu dobrać się do leszczy. Od razu wyciągnąłem 3 średnie sztuki. Następnie donęciłem 2 koszyki towaru i kolejne leszczyki trafiły do mojej siatki. W łowisku pojawiły się także krąpie oraz jeden mały jaź. Piotrek miał co najmniej godzinną przerwę w braniach, ale ciągłe donęcanie oraz zwiększenie przynęty było dla leszczy pokusą nie do odparcia. Mimo słabego początku Piotrek dobrał się do bremesów i odławiał je już do końca łowienia. Ostatni leszczyk trafił do siatki podbieraka jak już szykowaliśmy się do końcowej sesji.

Średniaki z płytkiego zalewu.

 

Teraz parę słów o sprzęcie. Do łowienia leszczyków użyłem 3 metrowego pikera z miękką szczytówką  rzędu 0,5 oz. Na  “młynek” nawinąłem  winnerowską “osiemnastkę” dedykowaną do feedera. Cienka żyłka i bliska odległość pozwoliła mi zupełnie zrezygnować z dodatkowych usztywnień w tym również ze “skrętki”. Luźno przesuwający się po żyłce adapater, krętlik i 50 cm przypon, oto cały sekret skutecznego łowienia. Prawda, że prosto?! Dla bardziej ciekawskich dodam, że przypon 0,12 uwiązałem z żyłki Fiume Italiana z haczykiem Owner Chinta numer 12. Cieniutki, ale dość spory druciak na takim dystansie pewnie trzymał leszczyki, nawet te zapięte za skórkę. W tym dniu podczas holu nie spadła żadna ryba, a pewniejszy zapas mocy pozwolił mi nieco mocniej holować średniaki, które próbowały uciekać w pobliskie, gnijące grążele.

 

Wędkarski dzień przyniósł nam sporą ilość leszczy. Zabrakło większych okazów, ale duża ilość brań zupełnie zrekompensowała nam brak bonusów. Po szybkiej, zdjęciowej sesji rybki wróciły do siebie.

 

Wynik Piotrka

oraz moje rybcie.

Tekst: Marcin Cieślak

Foto: Marcin Cieślak, Piotr Leleniak

Facebook

Get the Facebook Likebox Slider Pro for WordPress