Warszawska Wisła, a ściślej tereny powyżej Spójni to miejsce, w którym wędkarze wyczynowi nie raz już topy moczyli. Dojście na stanowiska prowadzi przez betonowy bulwar i jest bardzo wygodne o ile posiadamy system transportowy lub wylosujemy miejscówkę blisko terenu zbiórki. W przeciwnym razie czeka nas kilka kursów z naszym sprzętem na trasie parking – łowisko.
Sam brzeg nie jest już tak przyjazny i w zależności od miejsca oferuję masę naniesionych przez rzekę kamieni, czy resztki rozmytych przez dziesięciolecia główek. Wędkarze więc często rozstawiają swoje stanowiska na przysłowiowym gruzie. Nie ma mowy o wbiciu zwykłej podpórki, bowiem występujący gdzieniegdzie piasek to tylko przykrywka dla spoczywających pod nim kamieni.
Rybostan jest bardzo zróżnicowany, a podczas zawodów łowić można praktycznie wszystkie gatunki spokojnego żeru.. Od uklejek poprzez krąpie, leszcze, aż po wąsate królowe rzeki, czyli brzany. Te ostatnie jednak ze względu na okres ochronny nie były mile widzianym gościem na haku, choć podobno na treningach się trafiały i dawały mocno popalić. Treningi jednak sobie, a rzeka sobie. Zresztą, już w sobotę po południu jak relacjonował Krzysztof Brzozowski, rybę gdzieś wcięło.
Sobotnie załamanie pogody czy brak „doładowania z Karowej”, to pewnie tylko niektóre z powodów słabszej aktywności ryb podczas niedzielnych zawodów. Nie odstraszyło to jednak zawodników, a rześki poranek na bulwarze przywitał spacerowiczów już klasycznie giełdą sprzętu „kosmicznego”.
Na starcie stanęło 28 zawodników, z których większość to wędkarze doświadczeni i utytułowani. Wśród nich ja, rzeczny żółtodziób. To co działo się na moim stanowisku podczas pierwszych tegorocznych zawodów z cyklu Puchar Mazowsze Wędkuje, Zorba określiłby pewnikiem jako „Jaka piękna katastrofa”. Zapraszam do lektury tekstu pisanego z mojej perspektywy. Relację z zawodów widzianych oczyma organizatora i obserwatora, Damiana Furmańczyka znajdziecie na stronie www.mazowszewedkuje.cba.pl
Zgodnie z planem punktualnie o godzinie 7 odbyło się przywitanie zawodników a zaraz potem losowanie i odprawa. Po wyciągnięciu numerka każdy z zawodników oprócz wody, otrzymał szpulkę żyłki przyponowej Robinson Van den Eynde Proffesional.
Po losowaniu okazało się, że będę otwierał zawody, co przy żadnym doświadczeniu w rzecznych połowach nie bardzo mi pasowało. Powiem wprost! Bardzo nie chciałem takiego losowania. Wiadomo na zamkach i otworkach zawsze ciąży piętno musu. Mówi się wśród wyczynowców, że jeśli nie połowiłeś z tych stanowisk toś cienki. Choć w niedzielę nie wszystko było takie proste, to aby uciąć wszelkie spekulacje przyznaje się. Niedzielne zawody to mój drugi raz na rzece z tyczką i daleki jestem od stwierdzenia, że potrafię łowić w tych obcych dla mnie warunkach. Oto moja jedynka.
Widok na wszystkie stanowiska znajdujące się powyżej.
Sylwetki niektórych zawodników.
Piotr Chłopecki, od początku był uważany za jednego z faworytów.
Maciej Chłopecki to świeżo upieczony Mistrz Okręgu w kategorii U 22.
Na starcie nei zabrakło dobrze czującego się na Wiśle, Krzysztofa Brzozowskiego.
Robert Kowalczyk, z triumfującego po raz drugi z rzędu w Mistrzostwach Okręgu Mazowieckiego, Koła nr 29 w Kobyłce.
Piotr Pytkowski kilka dni przed zawodami narobił nam nadziei na piękne wyniki łowiąc ładne leszcze podczas treningu.
U wielu zawodników, na nadziejach się jednak skończyło i trening nie przełożył się na wyniki osiągnięte podczas zawodów.
Pora na kilka słów o tym co znajdowało się w mojej zanęcie. Do wiadra trafiło 8 kilo gliny, 2,5 kilo zanęty spożywczej, 0,75 litra parzonych robaków(biały i pinka), garść siekanych czerwonych, pół puszki kukurydzy, płatki owsiane, konopie gotowane etc.
Mądrzejszy o kilka rad i przemyśleń po narwiańskim treningu część kul dokleiłem dużo mocniej i choć w moim łowisku woda miała lekko ponad metr głębokości, to jednak uciąg był dość mocny. Lizakiem 17 gram wolno pływałem. Na stopa postawiłem 30 gram, ale wynikało to tylko z tego, że nie miałem spławików pomiędzy tymi gramaturami:)
Na łowisku wygruntowałem niewielką górkę, na której miałem nadzieję, będzie się zatrzymywać zanęta, niestety co nie wyszło podczas gruntowania, wyszło podczas łowienia bowiem oprócz wspomnianej zanęty, na górce zatrzymywały się też chyba wszystkie szmaty i chusteczki spływające z nurtem rzeki.
Zawodnicy łowiący powyżej zaczynali kręcić głowami z niedowierzaniem, gdy po kilkudziesięciu minutach od rozpoczęcia zawodów, nikt nie miał ani jednej ryby z przepływanki. Czas mijał, a ja oprócz wspomnianych szmat nic nie łowiłem. Pierwszy raz podczas mojej krótkiej kariery sportowej zajrzało mi w oczy widmo „gaszenia światła”. Nic myślę sobie, zawsze musi być ten pierwszy i nie tacy jak ja to światło mieli przyjemność gasić.
Niektórzy zaczęli delikatnie skubać uklejki, które pozwoliły obronić się przed zerem. Kilku zawodników, w tym późniejszy zwycięzca mojego sektora postawiła na stopa.To się opłaciło. Łowiący obok mnie Andrzej Krzyszycha był wcześniej na treningach i pewnie wiedział co robi. Mój sąsiad z dwójki zaliczył ze stopa piękną świnkę i niezłego leszcza, które okazały się być największą zdobyczą w promieniu kilkunastu stanowisk i Andrzej z wynikiem 3290 punktów bezapelacyjnie wygrał sektor nr 1
Drugie miejsce w sektorze wywalczył Michał Tobiasz ( 1720 pkt), któremu udało się skusić min. ładnego jazia.
Z upływem czasu co raz częściej myślałem o tym, zamiast myśleć ile złowię, będę zastanawiał się czy złowię cokolwiek.
Były momenty, w których sięgałem po „stopa”, ale chyba zbyt krótko czekałem na branie. Po kilku minutach braku zainteresowania czerwonym robakiem na zestawie 30 gr, wracałem do pływania dyskami 6,10 i 17 gram. Uzbroiłem także top w 4 gramową bąbkę do „fruwania”. Nic się niestety nie działo, a ten ostatni zestaw posłużył mi w końcu do złowienia trochę uklejek, żeby nie zejść ze stanowiska z zerem. Uklejówkę z premedytacją zostawiłem w samochodzie, żeby mnie nie korciło.
Nie wiedziałem, że na innych stanowiskach w moim sektorze jest podobna bieda i tylko łowiący obok mnie może pochwalić się czymkolwiek. Inni dłubali ukleje, albo siedzieli z niczym. Być może gdybym wiedział, że łowiąc trochę uklejek można mocno awansować w klasyfikacji, to bym się skusił. Tego jednak nie wiedziałem i nie to było moim celem. Chciałem łowić ładne ryby i dokształcać się w rzecznym łowieniu na tyczkę.
W sektorze nr 2 było więcej dobrych wyników, a prawdziwy popis dawała Agnieszka Kowalczyk, która po raz kolejny pokazała, że świetnie czuje się w rzecznych zmaganiach.
Łupem Agnieszki padały min ładne klenie, a łączny wynik byłej Mistrzyni Okręgu to równe 5000 punktów
Drugie miejsce w tym sektorze wywalczył Piotr Chłopecki (4080 pkt) a trzeci był Zbigniew Płoński ( 3740 pkt).
O mały włos i ja zapisał bym dobrą kartę w historii tych zawodów. Na kilkanaście minut przez końcem postanowiłem, że powrócę do stopa z tym, że zamiast czerwonego robaka, zrobię zestaw patriotyczny. Ot tak na cześć Euro 2012 założyłem przemiennie białego z czerwoną pinką. Wstawiłem i zacząłem powoli zwijać już nie używane graty, patrząc kątem oka na spławik. W pewnym momencie widzę jak antenka znika pod wodą , zacinam, amortyzator 1,8 mm ładnie wyjeżdża, a na wędce poczułem pulsujący ciężar jakże inny od ciężaru bezwolnej szmaty:) Niestety zupełny brak doświadczenia w zmaganiach z dużymi rybami w nurcie i piętno tego, że do końca zawodów zostało około 3 minut sprawiło, że zmarnowałem swoją szansę. Za szybko chciałem dojść do topu i ryba urwała przypon 0,12 mm.Krótko trwało więc moje szczęście.
Być może cieńszy, bardziej elastyczny amortyzator wybaczył by mi te błędy. Parafrazując jednego z współczesnych idoli młodzieży – Nie ma lipy, trzeba trenować:), bo bez tego tracimy często pojedyncze szanse, które mogą zupełnie zmienić nasze położenie. Zdążyłem jeszcze tylko założyć nowy przypon i wstawić zestaw i to już był naprawdę koniec zawodów.
Po zakończeniu rywalizacji przyszła pora na odpoczynek, rozmowy o tym co poszło , a co nie i uroczyste wręczenie pucharów i nagród najlepszym. Było co wręczać ! 10 pierwszych osób mogło jak na zawodach komercyjnych podejść i wybrać dla siebie coś spośród przygotowanych przez organizatora i sponsorów nagród. Były między innymi świetne rolki i wędziska Milo, wiaderka z zestawami zanęt Zbigniewa Milewskiego, zestawy amortyzatorów Maver, Sensas i Vespe, kosze do podbieraków Sensasa i inne wędkarskie gadżety.
Poniżej pierwsza 3 zawodów na tle banerów firm , które wsparły Puchar Mazowsze Wędkuję 2012
Cała, bądź prawie cała ekipa biorąca udział w zawodach.
Wśród osób, które uplasowały się poza pierwszą dziesiątką rozlosowano 3 nagrody pocieszenia. Tym razem udało się i niżej podpisanemu i zestaw amortyzatorów powędrował ze mną do Grodziska:)
imprezę mocno wsparli:
Matchpro – Krzysztof Kalużny
Sklep Wedkarski Esox
Robinson
Pełne Wyniki zawodów:
Na zakończenie jeszcze raz dziękuję Damianowi Furmańczykowi za zaproszenie i bardzo fajną imprezę. Atmosfera pomimo tego, że ryby nie z każdym chciały współpracować była wyśmienita.
Czekam już na kolejną odsłonę, która odbędzie się w Halinowie. Zapowiada się niezłe Big Game i mam nadzieję, że wszyscy, którzy nie mieli okazji połowić na Wiśle odbiją sobie na komercji.
tekst i foto : Tomasz „sircula” Sikorski
foto : Damian Furmańczyk, Monika Ruszczyk
P.S. Zdjęcie dnia.:)
Popularny na Mazowszu, Piotrek ”Pyton” Pytkowski właśnie w taki sposób próbował się ukryć się przed wszechobecnymi na zawodach paparazzi:D
… i to już naprawdę wszystko:)