Zawody Moczykijowe 🎲
METHOD FEEDER PO ZIMNEJ NOCY
4 mins read

METHOD FEEDER PO ZIMNEJ NOCY

Ten artykuł był czytany - 2296 razy!

Maj jest miesiącem pełnym pogodowych niespodzianek. Dość często jeszcze trafiają się nocne przymrozki, które czasem mogą dość mocno pokrzyżować nasze plany. Szczególnie, gdy nastawiamy się jednak na wędkowanie methodą i naszym celem nie są drobne rybki, ale te co najmniej średnie. Tak właśnie było tym razem. Zimna noc nie wybiła mi jednak z głowy wędkowania na głębokiej gliniance. Ubrałem się niezbyt majowo i ruszyłem w drogę, a  czy coś złowię, to się okaże?

Taki strój w maju to nieczęsty widok o poranku nad wodą. 

Oczywiście podstawą mojej methodowej kuchni są dwa rodzaje drobnego pelletu od Professa. To czarny słony FISH MEAL i jasny NATURAL. Oba pellety mają średnicę 1,5 mm.  Ten drugi lubię dosmaczyć boosterem, gdy trafiam na łowisko, gdzie ryby zdecydowanie preferują słodkie aromaty.

Pierwsze zrewidowanie moich odważnych planów polegało na tym, że gdy szykowałem się na ryby, to nastawiłem się na wielkie żarcie, ale po zerknięciu na prognozę stwierdziłem, że zacząć trzeba będzie jednak trochę ostrożniej. Prócz drobnego pelletu zabrałem też ze sobą różne zanęty.  Pomyślałem, że zrobię miksy, czapeczki etc. Coś powinno się zacząć dziać.

Wędkuję na głębokiej gliniance, gdzie używam podajników typu boat

Wstępnie zanęciłem trzema podajnikami pelletu i zanęty.  Na pierwsze brania czekałem ok 20 minut. Najpierw zaczęły na żyłce pojawiać się obcierki, co zwiastowało, że na szczęście ryby po zimniej nocy okazują jakieś zainteresowanie i ruchliwość. Po krótkim holu w podbieraku zameldował się ładny japoniec.

Niebo było zachmurzone, ale czasami pojawiało się słońce. Wtedy robiło się trochę cieplej, ale brania ustawały. Pomimo tego, że woda dość głęboka, a ja łowiłem na głębokości 3-3,5 metra, to ryby niezbyt ciekawie reagowały na promienie słońca.  Gdy chmury znów pojawiły się na niebie i nawet spadło kilka kropel deszczu, wtedy woda ożywała.  Odławiam kolejnego, mniejszego karasia.

 Żółty wafters typu kokon na tej wodzie jest chętnie zasysany przez karasie.

Po małym przestoju wybieram ze słoiczka z przynętami inny kolor. Zakładam na bagnet różowego waftersa i bardzo szybo odpalają się inne ryby. Być może to zbieg okoliczności bo stale pracuję wędką i co chwila dorzucam podajnik z pelletem i zanętą. Ryby czasem potrzebują zmiany koloru, ot tak. Niczym okonie odprowadzające gumę.

Ryby wnęcają się ładnie w zbudowane łowisko, a ja nie czekam już na branie dłużej niż 10 minut. Na macie lądują dwa średniej wielkości karpiki, które mnie mocno ucieszyły, bo nie spodziewałem się, że po zimnej nocy jednak się odpalą. Na dużej głębokości ryby prawdopodobniej  zareagowały na zmiany spokojniej.

Ryby rozkręciły się dość mocno, złowiłem jeszcze kilka karasi, a gdy na żyłce zaczęły być widoczne potężne obcierki, to wiadomo było, że zaraz nastąpi branie rozbójnika. Nie każdy lubi je łowić, ale ja tak. To silne i ciekawe rybki.  Ten chudzielec miał ponad 90 cm i dał już popalić,  ciekawe jak będzie walczył za kilka lat, gdy osiągnie słuszniejsze rozmiary. No chyba, że szybciej skończy na patelni.

Glinianki coraz częściej zarybiane są jesiotrami. 

Po 4 godzinach wędkowania miałem jeszcze branie szczupaka, które ostatecznie pozbawiło mnie koszyczka. Warto zwrócić na to uwagę, aby nie łowić na samołówki, czyli podajniki zamontowane na stałe, bo wtedy ryba może mieć problem z uwolnieniem się od ciężkiego koszyka. Osobiście od lat wędkuję tylko przelotowo! Ryby się wprawdzie same nie wcinają, ale jest to bardziej etyczne. Po obcince i zmontowaniu nowego zestawu notuje jeszcze jedno branie. Na koniec wędkowania trafia się przyzwoity linek.

Niebo powoli się przejaśniało, a ja zakończyłem wędkowanie. Byłem zadowolony z efektów. Ryby żerowały całkiem nieźle, pomimo zimnego wiatru, przelotnych opadów.

Tekst i foto: Tomek Sikorski

W razie pytań zapraszam do kontaktu poprzez mój profil na facebooku: Tomek Sikorski Wędkarstwo

Jakbyście chcieli więcej z wędkowania, to zapraszam na kanał Marcina: