Zawody Moczykijowe 🎲
MÓJ SPOSÓB NA MIEJSKI ZBIORNIK – ZAWODY
7 mins read

MÓJ SPOSÓB NA MIEJSKI ZBIORNIK – ZAWODY

Ten artykuł był czytany - 1870 razy!

Przyznam szczerze, że w pierwszym roku po powrocie do kołowej osiemnastki bardzo mi zależało, aby dobrze wypaść w imprezach mistrzowskich.  Zawody rozgrywane są na flagowym zbiorniku Pruszkowa czyli tak zwanym Potuliku.  Łowisko kiedyś słynęło z dużej ilości płotki, które podczas imprez spławikowych należało odławiać szybkościowo, najczęściej batem. Później jednak rybostan zmienił się, wędkowanie stało się bardziej finezyjne, a oprócz płotki w wodzie zaczęto łowić fajne leszcze, wzdręgi lub sportowe krąpie. Co za tym idzie dominującymi orężami stały się tyczki lub matchówki. Przybyło również imprez feederowych, w których chętnie chciałem się sprawdzić.

Zbiornik miejski w Pruszkowie – arena zmagań mistrzowskich

Feederowe Mistrzostwa Koła.

Ryby drugiej feederowej tury
Ryby z feederowej II tury

Pierwsza szansa aby powalczyć z pruszkowskimi wędkarzami nadarzyła się podczas feederowych mistrzostw koła, które przypadły  na początku maja.  Przyznam szczerze, że do końca nie byłem pewny strategii. Wiosna w teorii to czas płoci, ale  przed zawodami wodę zarybioną karpiem. Musiałem więc zaryzykować i wybrać opcję, grubo lub skupić się na odławianiu drobnicy.  W pierwszej odsłonie los rzucił mnie na koniec sektora od tak zwanego cypla.  Zanęciłem dwie linie na 15 i 28 metrze. Obie ubogo z przewagą ciężkiej ziemi torfowej i mrożonego robactwa. Zanęta miała mi posłużyć tylko jako alternatywa gdyby łowisko opanowały drobne okonie, których w pruszkowskiej wodzie nie brakuje. Całą turę przełowiłem praktycznie na 28 metrze. Blisko ryb nie było, a jeśli coś wchodziło do stołówki były to małe jazgarze. Dalsza linia dawała w miarę regularne płotki. Siedzący obok Piotrek Leleniak postawił na grubsze nęcenie i dystans.  Taktyka była słuszna ponieważ dość szybko łupem sąsiada padły dwa ponad kilogramowe leszcze i kilka krąpi.  Po pierwszej turze w moim sektorze to Piotrek zgarnął jedynkę a ja byłem drugi. Kolejna odsłona zapowiadała się bardzo interesująco.

Do nęcenia wstępnego użyłem ciężkiej ziemi torfowej z mrożonym dżokersem i szczyptą pinki

Druga tura to całkiem inne łowienie. Wylosowałem sektor od Utraty  w środkowej strefie.  Słonko paliło już wyraźnie więc czułem, że tym razem Piotrek ze swoją taktyką “na grubo” może wypaść słabiej.  Jeśli chodzi o odległość postawiłem na 30 metr i nęcenie ziemią z dżokersem wymieszaną z zanętą w jednej mieszance.  Na start posłałem 8 wałeczków.  Bardzo szybko w stołówce zameldowały się ryby. Co prawda pierwsze dwa brania przestrzeliłem, ale później było już tylko lepiej. Moją wagę szybko budowały krąpie i płotki a cały wynik podparłem dodatkowo bonusowym leszczem powyżej kilograma. Tym razem to ja byłem pierwszy a Piotrek drugi i sumarycznie z lepszą wagą zostałem feederowym Mistrzem Koła. Trzeci plac wywalczył pięknymi wzdręgami Kazimierz Leleniak.

Najlepsza trójka!

Spławikowe Mistrzostwa Koła

Spławikowe Mistrzostwa rozgrywaliśmy jesienią w październiku. Podzieleni na trzy siedmioosobowe sektory stanęliśmy w szranki na potulickiej wodzie. Tym razem losowanie było dla mnie łaskawe ponieważ dwa razy wylosowałem sektor A czyli tak zwany cypel. Zadowolony byłem na pewno z jednego. Nie będę musiał taszczyć wszystkiego na wózku do którejś z odległej strefy.   W kotle wymieszałem Turbo płoć od Professa z dodatkiem konopi prażonej i mączki czekoladowej. Wiedziałem, że jeśli przesadzę z dżokersem, łowisko mogą bardzo szybko opanować małe okonie i jazgarze.

Jeśli chodzi o mieszankę glin i ziem – do kotła wrzuciłem ziemie torfową, glinę czarną rozpraszającą i glinę czarną wiążącą. Gliny wymieszałem ze sobą w proporcji 1 :1 :1. Z około 13 litrów mieszanki, osiem podałem na start z dżokersem a resztę zostawiłem do kubka. Mieszankę do kubka nieco mocniej dokleiłem bentonitem.  Odsypałem również litr mieszanki do przyciemnienia zanęty oraz do ewentualnych modyfikacji np. podania kubkiem luźnej gliny z robactwem.

Zanętę płociową Turbo od Professa wzbogaciłem mączką czekoladową

Dżokersa rozproszyłem czarnym rozpraszaczem. Do kubka przygotowałem kuleczki doklejone bentonitem

Pierwsze minuty były bardzo pomyślne. Dość szybko zacząłem uciekać rywalom ponieważ  płocie weszły w łowisko od razu. Ryby utrzymałem przyciemnioną spożywką. Widziałem, że boki i pozostali w strefie łowią gorzej i że pierwsza tura najprawdopodobniej będzie moja. Ostatnie pół godziny było co prawda słabsze ponieważ z łowiska odławiałem już tylko jazgarze, ale przewaga z początku tury pozwoliła utrzymać prowadzenie. Byłem zadowolony z jedynki szczególnie, że przede mną była druga tura i teoretycznie jeszcze lepsze miejsce. Teoria to jednak jedno a praktyka drugie. Druga odsłona zrobiła się mokra, wietrzna i ponura. Ryby zupełnie odpuściły żerowanie a łupem większości wędkarzy padały pojedyncze płotki, okonie lub jazgarze. Do głosu przyszły także mikro okonie, które opanowały kilka stanowisk na tyle skutecznie, że wędkarze tracili nadzieję dosłownie w oczach. Przez pierwsze dwie godziny w trwającej trzy godziny turze miałem w siatce około 15 jazgarzy i wymiarowego okonia. Patrząc, że sąsiedzi łowią więcej zajmowałem końcowe miejsce w sektorze. Systematyczne donęcanie kubkiem przyniosło w końcu lepsze ryby. Pierwsza do siatki trafiła płoć a za nią spory leszczyk.  Potem odławiałem już tylko płotki, które były bardzo techniczne. Ryby odskakiwały a źle założona ochotka powodowała unieruchomienie antenki lub branie jazgarza.  To była tura niuansów. W końcowym rozrachunku znów zgarnąłem  jedynkę  więc wiedziałem, że będę na pudle. Niestety dla mnie, podobnie dwie jedynki wyłowił z wody Krzysiek Opłocki i z lepszą wagą zdobył Mistrza. Ja mimo małego niedosytu musiałem zadowolić się vice-mistrzem. Drugiego vice mistrza wyłowił z wody Edward Opłocki.

Część uczestników.

Za rok czeka mnie trudne zadanie. Utrzymanie feederowej korony oraz atak na mistrzowski, spławikowy tytuł.  Z tego miejsca gratuluję wszystkim uczestnikom, wygranym i tym, którzy walczyli z przeciwnościami. Łatwo nie było. Do następnego!

Tekst i foto: Marcin Cieślak