ZAWODY

MNIEJ NIŻ ZERO, CZYLI MISTRZOSTWA KOŁA NR 9 A.D 2015

                     Lider jednej, rockowej kapeli śpiewał :”Myślisz może że więcej coś znaczysz bo masz rozum, dwie ręce i chęć….” Tym razem ani rozum, ani chęci, ani nawet dodatkowa para rąk, nie miałaby najmniejszego znaczenia w walce z okropną pogodą i rybami. Te ostatnie w dniu mistrzostw postanowiły najzwyczajniej w świecie się zbuntować, bo żerowanie można było śmiało określić jako zerowe. Dodając do tego „mniejszą niż zero” temperaturę i mamy lek dla najbardziej zagorzałych zapaleńców chorych na nieuleczalną chorobę zwaną wędkarstwem.

Wyłonienie Mistrza Koła błońskiej „dziewiątki” przypadło w tym roku bardzo późno, bo dopiero w połowie października. Mimo nieplanowanej zimowej pogody , aż 38 zawodników stanęło w wędkarskie szranki. Pod stwierdzeniem „zimowej pogody” mam na myśli warunki, których nikt się chyba nie spodziewał.  Szron, przymrozek i przenikliwy wschodni wiatr, z którym przyszło nam się mierzyć był nie lada wyzwaniem, nawet dla „starych wyjadaczy” dobrze znających błońskie wody . W końcu to nadal jeszcze kalendarzowa jesień ! Niestety takie warunki sprawiły, że  nasze zawody z formuły „kto złowi większą masę ryb” przerodziły się w formułę „kto złowi cokolwiek”. Śmiało mogę powiedzieć, że nie wszyscy sobie z tym poradzili, w tym niżej podpisany. O szczegółach przeczytacie za moment.

Oszroniona „Czarna” woda w dniu zawodów.

Mistrza miały wyłonić dwie tury po dwie i pół godziny każda, rozegrane w dwóch sektorach Babska i Czarna. Ranny los rzucił mnie na Czarną, gdzie rozpoczynałem rywalizację. Łowił tu między innymi obecny lider klasyfikacji GPX Sebastian Góźdź. W sektorze tym znaleźli się również m.in Rafał Klimczak, czy Paweł Sobolewski. Paweł to gość w czerwonym „czepku urodzony” bo jak się potem okaże stanie w tym dniu na pudle.

  

Już po pierwszym sygnale wiedzieliśmy, że łatwo nie będzie. Każda złowiona ryba była na wagę złota. Od początku świetnie radził sobie Kuba Pamięta, który z tyczki dobrał się do małych płotek. Siedzący dwa stanowiska dalej Sebastian Góźdź postanowił wziąć sobie solidny rewanż za niezbyt udane poprzednie zawody i pokazać, że prowadzenie w klasyfikacji nie jest dziełem przypadku.

W siatce tego sympatycznego zawodnika szybko zagościł bonusowy karaś. Sebastian odłowił też kilka płotek i przyjemnego jazia. Te przyłowy sprawiły, że zawodnik ten pewnie wygrał swój sektor w pierwszej turze.

  

Bonusowy , mroźny jazik.

Taki karaś dał Sebastianowi jedynkę sektorową.

Drugi był Kuba Pamięta, łowiąc 1200 gram mikro płoci, a trzeci Jarosław Komorowski trafiając z odległościówki m.in zielonego lina.

Wynik Kuby Pamięty z pierwszej tury.

Jarosław Komorowski za chwilę złowi lina…

Ja zaryzykowałem z pełną długością tyczki co było grzechem na tym zbiorniku. Nie znając praktycznie w ogóle „Czarnej” wody, zapłaciłem „frycowe” ponieważ później dowiedziałem się że w moim „oczku” ryby łowi się dużo bliżej brzegu. Chwilami próbowałem szukać ryb ze „skróta” , ale tych w moim stanowisku było po prostu jak na lekarstwo. Tak fatalnego startu nie pamiętam w całej swojej wędkarskiej karierze. Pozostałym nie szło dużo lepiej. Większość łowiła po kilka ryb, niektórzy jedną lub wcale. Widać było, że ryby w tym dniu i w takich warunkach były po prostu zbyt trudne do złowienia.

  

W oczekiwaniu, choćby na jedno branie..

W sektorze na „Babskiej” pierwsza tura wyglądała podobnie. Większość zawodników odławiała po kilka ryb. Tutaj też pojawiły się pierwsze zera, ponieważ w niektórych stanowiskach, wyłuskanie czegokolwiek z wody, było po prostu niemożliwe. Przykład Marka Kwaka, który w zeszłym roku „czarował” umiejętnościami na naszych wodach świadczy o mega trudzie z jakim przyszło mierzyć się wszystkim startującym. Marek zaliczył zerową turę, a jak się potem okazało druga też nie była lepsza. O drugiej turze napiszę jednak za moment. W strefie tej świetnie, jak na panujące warunki, poradził sobie Marcin Makarewicz, który pewnie wykorzystał „grążelowe” stanowisko. Marcin z wynikiem ponad 1000 pkt. zajął pierwsze miejsce w swoim sektorze w I turze.

Poniżej zwycięzca I tury Marcin Makarewicz i opatulony Mateusz Łapacz.

  

Bartłomiej Natkański i jego przyłów.

Tomasz Sikorski, obrońca tytułu Mistrza z 2014 roku  podczas poszukiwań mikro ryb.

Losowanie stanowisk na drugą turę, odbyło się sprawnie. Dwie godziny czasu dawały komfort z przeniesieniem swojego wędkarskiego ekwipunku. Był też czas, aby skosztować pysznego rozgrzewającego żurku. Już dawno nie pamiętam, aby gorący posiłek smakował mi tak bardzo. Tym, razem los rzucił mnie na płytką część prostki. Niecałe pół metra wody przy tak „mroźnej” aurze zaprzepaściły moje szanse na walkę, o choćby lokatę w połowie stawki. Przez dwie i pół godziny nie udało mi się złowić nic! To samo spotkało resztę zawodników siedzących aż do „kapsli”. Wyjątkiem był Paweł Sobolewski, który przy mnie wyłowił dwie mikro ryby. Był to jaź wielkości palca i taki sam leszczyk. Przy pladze zer taki wynik dał szczęśliwemu łowcy 2 miejsce w sektorze !

Ryba na drugie miejsce w zawodach ! 

Ci, którzy punktowali wyławiali z wody po jednym okoniu, lub małej mikro płotce. Należy jednak pamiętać, że tak „marne” żerowanie ryb było efektem gwałtownego spadku temperatury i fatalnej pogody. Potwierdzają to wyniki rozgrywanych w tym samym czasie zawodów o  GPP, gdzie zwycięzca jednego z sektorów uzyskał wynik 95 gram ! Widać wszędzie w tym dniu ryba brała słabo.

Jeden z okoni Mateusza Bobowskiego.

Nie dużo lepiej wyglądała sytuacja na „Czarnej”. Tutaj ryby powoli nabierały chęci do współpracy, ale nadal większość stanowisk przypominało bezrybne studnie. To co udało się złowić, rozmiarami nie powalało na kolana. Zaczął się więc wyścig dłubania płociowej i leszczykowej młodzieży. Najlepiej w takich warunkach czuł się Piotr Bielecki, który z wynikiem 845 punktów wygrał pewnie drugą turę w swojej strefie. Drugi był Marek Stachurski łowiąc z wody 630 gram  mikro płotki, a trzeci Stanisław Chamczyk, któremu udało się wyjąć z wody 560 gram białorybu.

Mina Marka Stachurskiego mówi chyba wszystko.

Faworyci z pierwszych tur z jedynkami na koncie nie dali zwyczajnie rady. Sebastian wyzerował , a Marcin zajął średnie ósme miejsce, co przekreśliło jego szanse na tytuł.

Podliczenie wyników nie mogło budzić wątpliwości. Mistrzem Koła został Kuba Pamięta z 6 punktami na koncie. Drugie miejsce przypadło Pawłowi Sobolewskiemu a trzeci był Tomek Urbański. Obaj panowie uzyskali po 7 punktów. Wielkie brawa za wytrwałość i cierpliwość. Podziękowania należą się wszystkim zawodnikom za koleżeńską i mimo zimna wspaniałą atmosferę.

    

Od lewej : Tomasz Urbański i Paweł Sobolewski

oraz obecny Mistrz Koła nr 9 – Jakub Pamięta.

Gratulacje należą się też najmłodszym. Wytrwać tyle godzin w taki ziąb nie było sprawą łatwą. A już na pewno nie przyjemną. Wśród najmłodszych drugie miejsce wywalczyła Zuzia Użlis, a tytuł najmłodszego Mistrza Koła wpadł w ręce Kacpra Wróblewskiego. Jeszcze raz gratulujemy !

W przyszłym roku zaproponowano zmianę formuły rozgrywania tych zawodów. Możliwe że mistrza wyłaniały będą dwie tury rozgrywane w dwóch różnych terminach. Miejmy nadzieje, że już nie  w taką okropną pogodę. Ale o tym dowiemy się za rok.

mk920151110

Najlepsza szóstka mistrzostw.

Połamania !

Tekst i foto: Marcin Cieślak, foto: Paweł Cieślak

Poniżej do pobrania klasyfikacja generalna po pięciu startach. Kolorem fioletowym zaznaczyliśmy „najsłabszy” start, który można odpisać. Podana waga ryb jest sumą wag najlepszych startów.

 

Facebook

Get the Facebook Likebox Slider Pro for WordPress