ZWYCIĘSTWO W ZAWODACH W PEŁNYM SŁOŃCU
Ten artykuł był czytany - 536 razy!
Ostatni weekend wakacji postanowiłem spędzić nad wodą. Pretekstem do tego były zawody wędkarskie o Puchar Starosty Pruszkowskiego, organizowane przez moje Koło PZW nr 18 w Pruszkowie. Zalew Komorów po rewitalizacji to zupełnie inne łowisko niż dawniej. Teraz aby być w czołówce należy bardzo szybko ustawić drobniutką rybę i łowić ją skutecznie batem. Podczas poprzednich zawodów na tym zbiorniku udało się zająć trzecie, najniższe miejsce na podium. Tym razem jak to się miało okazać woda postawiła jednak nowe wyzwania.
Część łowiska w tym roku porosły grążele. Oczami wyobraźni widzę, że za kilka sezonów, będziemy tu łowić ładne liny:)
Tymczasem zanim doszło do zawodów, to dzień wcześniej mierzyłem się z reanimowaniem bardzo słabej jakości jokersa i ochotki. O ile jokersa udało się jakoś rozproszyć czerwoną glinką i potem rozprowadzić w towarze, to ochotka poszła na śmietnik. Niestety upały nie sprzyjają wysyłkom tego rodzaju żywego towaru. Tak wyglądał jokers przed reanimacją.

Nie lubię mieć kiepskiego towaru, szczególnie na zawody, ale udało się jak wspomniałem go rozproszyć, zapach po przepłukaniu był ok, więc nie ma co marudzić. Na szczęście reszta towaru jak zwykle była prima sort:) Bazę stanowiła ziemia bełchatowska z odrobiną gliny wiążącej, ze względu na prądy podwodne, klasyczne dla wędkowania w takich zbiornikach.

Jeśli chodzi o zanętę to tym razem do wędkowania użyłem mieszanek zawodniczych Profess Turbo Leszcz i Płoć. Pół na pół. Te drobne ziołowe zanęty są idealne do zrealizowania misji, czyli szybkiego łowienia drobnych rybek. Odpowiednio doprawione nie pozbawiają nas również możliwości dołowienia bonusa, tak ważnego na zawodach, gdzie łowi się przeważnie ryby o wadze 15 gramów.
Syropowanie zanęty.
Nawilżoną już, raz przesianą przez sito mieszankę syropuję jeszcze waniliowym boosterem aby dodać aromatu i jeszcze trochę zgasić jej pracę. To ważne bo w łowisku mamy również masę 2 gramowej stynki, która przechwytuje przynętę i mocno psuje nerwy zawodnikom. Łowisko jest płytkie więc zanęta nie musi aż tak pracować.

Pod bata podałem 5 takich kul. Dość ubogich w jokersa, ale dużo robaczków zostawiłem sobie na donęcanie. Pod tyczkę natomiast podałem z kubka 3 kulki zdecydowanie bardziej napakowane robakiem i doklejone bentonitem. Tyczkę miałem zamiar sprawdzić najwcześniej po 40 minutach lub godzinie. Donęcać tyczkę zamierzałem ziemią z jokiem i ewentualnie strzelając konopiami. Tam miałem nadzieję, na jakiegoś bonusowego leszczyka. Dużych jeszcze nie ma, ale ryba o masie 400-500 gramów w wyrównanej stawce może robić różnicę.

Jak założyłem tak zrobiłem. Szybko okazało się, że to będą zupełnie inne zawody, niż te wiosenne i w upalny dzień ryby nie będą brać jak wściekłe. Wiosną w pierwszej godzinie miałem 90 rybek, a tym razem ledwie połowa tego. Po godzinie postawiłem już na tyczkę, która dawała możliwość stabilniejszego podania przynęty i większą możliwość prowokacji ryb. Udało się dołowić również zakładany bonus w postaci leszczyka za ok 400 pkt i po 4 godzinach do wagi zgłosiłem w sumie 3640 pkt.
3640 pkt na 1 miejsce w zawodach!
Cieszy fakt, że Piotrek Leleniak nasz teamowy moczykij, również znalazł się na pudle, zajął 2 miejsce ze stratą do mnie jedynie 150 gramów. Piotrek dołowił bonus w postaci niewielkiego szczupaka. Taki moczykijowy dublecik zaliczyliśmy.

Gratulacje również dla Andrzeja Kubala, który z wynikiem 2950 gramów stanął na 3 stopniu podium. Poniżej pierwsza trójka z wicestarostą pruszkowskim Leszkiem Zarzyckim i prezesem Koła PZW nr 18 w Pruszkowie, Wojtkiem Kamińskim.

Oczywiście jeśli masz pytania, zapraszam do kontaktu.
Tekst i foto: Tomek Sikorski
Foto Dominik Wyszyński i Piotrek Leleniak
