UCIECZKA PRZED UPAŁEM i ZNAJOMY KARPIK
Ten artykuł był czytany - 5174 razy!
Upalne lato daje się we znaki również wędkarzom. Dalekie wypady zamieniamy na szybkie, kilkugodzinne posiadówki w najbliższej okolicy. Pobudka o 2 w nocy już nikogo nie dziwi. Chodzi o to, żeby spokojnie dojechać nad wodę , rozstawić się i o 4 rano już łowić, bo często o godzinie 8 nie da się już wytrzymać. Tym razem znów wylądowałem z jedną wędeczką nad miejscową glinianką. Kilka godzin wękowania znów pozwoli mi naładować akumulatory.

Na to wędkowanie przygotowałem zestaw moich ulubionych pelletów od Professa, czyli 1,5 milimetrowych z serii zawodniczej Natural i Salt Fishmeal.

Zawsze rozrabiam też odrobinę zanęty. Nawet w sezonie letnim, gdy białoryb świetnie reaguje na pellet. Lubię gdy smuga ściąga ryby w łowisko, a drobna zanęta sprawia, że podajnik jest mniej kaloryczny.

Wędkowanie na głębokiej gliniance, która ma bardzo zróżnicowane dno, zawsze jest pewną niewiadomą. Ja tę wodę znam i wiem, gdzie jest 4 metry, gdzie 2 a gdzie metr. Z pewnością jeśli wody nie znacie powinniście sobie wygruntować łowisko, bo szczególnie gdy są duże wahania temperatur, ryby mogą wychodzić na płyciznę lub chować się w głębokich dołach. Wybrałem wędkowanie na blacie o głębokości 2 metrów. Być może z czasem , gdy słońce wyjdzie wyżej, będzie trzeba szukać ryb głębiej.
Pierwszy karaś srebrzysty tego dnia
Pierwsze branie nastąpiło skoro świt. Przyjemna rześka pogoda, która zwiastowała, że być może pojawi się kilka chmurek na niebie i da radę dłużej połowić. W łowisku pierwsze zameldowały się karasie. Druga ryba była już okazowa:)
Ten japoniec walczył już tak mocno, że myślałem, że holuję karpia
Poza pierwszą godziną, gdzie ryby się dopiero rozkręcały na branie nie musiałem czekać dłużej niż 5-10 minut. W łowisko zameldowały się również leszczyki. Co ciekawe te ryby na tej wodzie bardzo szybko robią się złote, nawet jeśli daleko im jeszcze do wielkości określanej łopatami.

Tego dnia wybierałem raczej małe przynęty. Ryby lepiej i szybciej reagowały na waftersy w małych rozmiarach niż standardowe letnie dyszki czy ósemki. Tym razem moje ulubione Kokony były mniej skuteczne, ale zawsze je mam ze sobą.
Pod koniec wędkowania udało się złowić jedynego tego dnia karpia. Ryba nie była duża, ale o bardzo specyficznym ubarwieniu. Jakieś dwa lata temu złowiłem ją już na tej wodzie, gdy byłą kroczkiem, czyli tuż po zarybieniu. Teraz podrosła, ale jej największym atutem jest wciąż niemal czarne ubarwienie. Warto wypuszczać rybki i patrzeć jak rosną. Ciekawe jak będzie się prezentować, gdy nabierze zacnych rozmiarów.

Na koniec jeszcze niewielki lin i można powiedzieć, że z mojej strony pełnia szczęścia. Dobre to było wędkowanie. Po godzinie 8 należało się już powoli zwijać.
Lin zawsze cieszy.
Cztery godziny wędkowania, dużo ryb, choć tym razem bez okazów, ale akumulatory naładowane. Można wyjeżdżać na wakacje bez wędki:)
Tekst i foto: Tomek Sikorski
