ZAWODY

JAK ŁOWIĆ FEEDEREM PODCZAS RZECZNEGO PRZYBORU?

Wysoki poziom wody w rzekach sprawia trudności wielu wędkarzom. Zauważyłem, że wraz z rosnącą wodą na brzegu mazowieckiej Wisły spada liczba wędkarzy. W niektórych obleganych zazwyczaj miejscach jest wtedy wręcz pusto. Problem wśród braci wędkarskiej polega na tym, że zwyczajnie nie wiedzą oni, gdzie teraz należy szukać ryb. Część z nich przenosi się na starorzecza, inni czekają aż poziom wody się wyrówna. Ja jednak nawet w takich momentach nie odpuszczam rzecznego nurtu. Tyle, że ryb szukam w trochę innych, bardziej spokojniejszych partiach.

Wiślany przybór. W tle zalane trawy i łachy. Woda jest bardzo wysoka.

Podczas olbrzymich przyborów poszukiwania zaczynam w odnogach rzek, które przy normalnym stanie wody nie są choćby w minimalnym stopniu atrakcyjne. Jedno z takich miejsc znalazłem przypadkiem. Podczas jednej z eskapad widzieliśmy jak powolny rzeczny odcinek przemierza ….. łoś. Widok był dość komiczny. Zwierzę miało wody po kostki, góra po kolana i przeszło na drugą stronę rzecznej „nitki” ledwo mocząc kopyta. Właśnie takie miejscówki podczas alarmowej wody są najlepsze. Nurt w odnodze zazwyczaj nie gna jak oszalały. Nawet podczas największych przyborów, łowi się stosunkowo lekko i przyjemnie.

Rozwidlenie rzeki. To tutaj spacerował kiedyś łoś.

Mazowiecka Wisła jest bardzo zanieczyszczona i brudna. Kiedy idzie przybór należy dołożyć do tego trawy, patyki, liście i inne nanosy odrywane przez dno rzeki. Woda robi się mętna niczym kawa z mlekiem, Wędkowanie w spokojniejszej odnodze rzeki pozwoli uniknąć lub chociaż ograniczyć tego typu wątpliwe atrakcje. Na moich miejscówkach nie da się całkowicie wykluczyć płynącego „syfu” dlatego bardzo często pracuje kijem, regularnie czyszcząc żyłkę ręcznie. Zestawy stoją czasem góra 8-10 minut. To bardzo intensywne i wymagające wędkowanie.

Krąpi zawsze jest najwięcej.

Słodką aromatyczną zanętę podklejam melasą.

Mączka kakowo-czekoladowa – fantastyczny dodatek szczególnie na płoć.

Płotka z rzeki zawsze cieszy.

Gruby leszcz na pęczek białych robaków. Bardzo przyjemna ryba.

Uwierzcie mi jednak na słowo, że warto. Jako ciekawostkę dodam, że kluczowym czynnikiem jest łapanie trawy i wspomnianych nieczystości przez zestawy. Jeśli brudy czepiają się tylko żyłki i jest ich nie za dużo, to w takim miejscu zostaję, nęcę i łowię. Jeśli jednak zanieczyszczeń jest na tyle dużo, że brudy oblepiają haczyk, omijam takie miejsca natychmiast. Co prawda ryby mają i tak kilka minut na znalezienie przynęty, ale szybko oblepiające hak rzeczne zanieczyszczenia minimalizują w mojej ocenie szansę na spotkanie z rybą. Nawet mętna, brunatna woda nie wyklucza brań o ile przynęta będzie miała możliwość prezentacji. Przynętą jaką stosuję jest zazwyczaj czerwony robak, pęczek białych lub kukurydza. W takich warunkach z wiadomych względów unikam ochotek i innych delikatnych przynęt.

Podczas rzecznych stanów alarmowych i gwałtownych przyborów szukajcie odnóg, rozwidleń, które przy normlanych stanach nie są atrakcyjne. To tam teraz przenoszą się ryby.

Podczas wypuszczania zdobyczy najlepiej widać jak bardzo mętna i brudna potrafi być Wisła

Tekst i foto: Marcin Cieślak

 

Facebook

Get the Facebook Likebox Slider Pro for WordPress