Pierwszy tegoroczny, spławikowy trening przypadł na początek kwietnia. Pobliski zalew słynący z przyzwoitych ryb i to wszelkiej maści miał być swego rodzaju poligonem, gdzie wraz z kompanami mieliśmy się wyłowić. Tak to już jest, że późniejsze starty w zawodach nie zawsze gwarantują duże ilości ryb. Trening miał nas nasycić. Chcieliśmy sprawdzić także różne warianty mieszanek, również te bonusowe.
Piotrek zubożył zanętę ziemią i gliną.
Według tej myśli postawiliśmy na trzy różne rodzaje mieszanek. Piotrek postawił na nową, słodkawą zanętę, której przygląda się pierwszy sezon. Do zanęty oczywiście robactwo. Piotrek nie zapomniał też o dodaniu epiceine i zubożeniu zanęty gliną. Do kotła powędrowało także 8 litrów zmieszanej ziemi i gliny pod dżokersa.
Płociowa zanęta Carpio – moje menu na dzisiejszy trening.
Dobrej jakości dżokers daje więcej możliwości jeśli chodzi o brania ryb.
Mieszanka ziemi i glinki specjal od Gliny Natura.
Ziemia z dżokersem, zubożona spożywka oraz wersja rezerwowa z grubszą pinką.
Maciek postawił na leszczową klasykę i to na szukaniu tych ryb postanowił się skupić od samego początku. Całość uzupełniał dżokers w glinie i ziemi. Ja leszcze odpuściłem. Chciałem aby na początku sezonu moje łowienie pozwoliło mi się porządnie napracować z rolowaniem tyczki w te i z powrotem zamiast wyczekiwać bez ruchu na grube ryby. W tym dniu do kotła powędrowała zanęta płociowa o silnym aromacie konopi, epiceine i szczypta pinki. Zanętę zubożyłem mieszanką gliny i ziemi. Ponieważ na zalewie występuje uciąg, podkład pod dżokersa stanowiło 6 kilogramów ziemi zabetonowanej bentonitem.
Miejsca dobraliśmy losowo.
Ranek nie należał do najlepszych. Ryby wchodziły w zanętę falami a na dodatek wiatr z minuty na minutę wzmagał się coraz mocniej. Pierwsze ryby stanowiły okonie i jazgarze oraz pojedyncze płotki. Piotrek dość szybko udowodnił, że wie jak szukać bonusów na tej wodzie. Do jego siatki trafiły dwa leszczyki i łady karaś srebrzysty. Maciek rano borykał się z bocznym wiatrem i jego konto najwolniej było zasilane przez ryby, ale do francuskiej mieszanki w końcu też przypłynęły leszczyki. W mojej podwodnej stołówce z minuty na minutę przybywało płoci. Oczywiście nie wszystkie były okazami, ale brania notowałem niemal co wstaw. Spiąłem także większą rybę, która odpłynęła w stronę środka zbiornika. Płociom na szczęście spinka w łowisku nie przeszkadzała. Ryb w swoim stanowisku miałem na tyle dużo, że w pewnym momencie po zacięciu w płotkę uderzył szczupak, który puścił rybę dopiero przy siatce od podbieraka.
łowienie…..
W oczekiwaniu na pierwszego leszcza.
Maciek walczy z uciążliwym wiatrem.
Do łowienia używaliśmy różnych zestawów. Kompani łowili na spławiki od 0,5 do 0,7 grama. Ja swoje płotki łowiłem zestawami do 0,4 gram. Silny i porywisty wiatr uniemożliwił mi zaparkowanie zestawu na tyle mocno abym mógł dobrać się do grubszych ryb. Płocie natomiast brały z delikatniej prowokacji lub opadu na lekko dryfujący delikatny zestaw.
Pierwszy bonus…
Karaś srebrzysty. Typowy, wiosenny przyłów.
Bonusowy leszczyk Maćka.
Jedna z moich płoci.
Nasze wyniki były zadowalające. Najwięcej ryb złowił Piotrek, który wynik podparł kilkoma bonusami. Mój płociowy rezultat dał mi w tym dniu drugą lokatę. Wiedziałem jednak, że bez bonusa nie zdołam dogonić Piotrka. Maćkowi poszło najsłabiej, ale mimo rannych kłopotów z wiatrem też całkiem nieźle sobie poradził, wyławiając z wody kilka leszczyków.
Nasze wyniki..
To był bardzo przyjemny i przydatny trening. Do następnego.
Rybki oczywiście wróciły do siebie.
Tekst i foto: Marcin Cieślak
Foto: Piotrek Leleniak