W tym roku Podlodowe Mistrzostwa Koła przypadły dopiero na początek marca. Opóźniająca się zima w końcu zawitała nad błońską wodę i mocno przymroziła. Co ważne lodowa tafla osiągnęła „magiczne” 15 centymetrów grubości więc dwie tury mogliśmy rozegrać bez obaw. Pogoda w tym dniu była chyba zamówiona, bo słoneczko świeciło od rana i szybko zrobiło się ciepło. Wiatr też jakby zlitował się i odpuścił, co pozwoliło rozegrać obie tury w naprawdę przyzwoitych warunkach. Jak uciążliwy potrafi być wiatr wiedzą Ci, którzy łowią tutaj często, lub startują w zawodach. Tym razem było inaczej. Ustalono, że łowimy w dwóch dwugodzinnych turach. Pierwszą zaczynamy na flagowej „Nowej”, a drugą kończymy na „Czarnej”.
Rzut oka za zatokę.
Zaraz zaczynamy…….
Trenujący dzień wcześniej wędkarze donosili o marnych wynikach na Nowej Babskiej. Zazwyczaj łowiono jazgarza albo nic. Na Czarnej ponoć skubała drobna płoteczka, ale z tego co pamiętam to woda ta od zawsze darzyła płotką. Przyszedł czas na pierwszą turę. Zmylony nieco tym przebiegiem sytuacji, od razu postanowiłem szukać drobnej ryby. Liczyłem na jakiekolwiek punkty. Wiedziałem, że na Czarnej lepiej sobie poradzę, bo kilkukrotnie przyszło mi tam łowić. Na „Babskiej” chciałem po prostu zapunktować. Wiedziałem gdzie mogę spodziewać się rybiego drobiazgu i już od początku pierwszej tury dobrałem się do jazgarzy. To jednak było za mało. Kilkanaście sztuk dało mi niestety dopiero 12 miejsce ! Nie dowierzałem, ale „Babska” obdarzyła rano bonusami. Przykładem niech będzie wynik Pawła Sobolewskiego. Zawodnik ten miał tylko 3 brania.
Ten karp wziął na małą mormyszkę. Niestety ryba została wyjęta dosłownie sekundy po czasie.
Jak się potem okazało Paweł podobnie jak ja, nie czuje się dobrze na tej wodzie więc postawił na szukanie bonusów. A te o dziwo dopisały. Pominę już spiętego olbrzymiego szczupaka i wyjętego dosłownie sekundy po końcowym sygnale karpia. Paweł pokazał jednak, że flagowy, błoński zbiornik zamieszkują też przyzwoite okonie.
Ten okoń ważył ponad 300 gram.
Co by nie pisać w pierwszej turze dominowały duże ryby. Sam też miałem sporego szczupaka, który tuż pod przeręblem odwrócił się na ogonie i obciął mormyszkę. Dziwne bo zazwyczaj błońskie bonusy mnie omijają?! Ryba i tak nie byłaby punktowana, ale przynęty szkoda. Inni radzili sobie nieźle. Stanisław Chamczyk zaliczył leszczyka, a Marek Stachurski mógł pochwalić się przyzwoitym krąpiem. O ile ten pierwszy spiął jeszcze dwa spore leszcze, Marek poprawił wynik ładnym okoniem i wygrał pewnie pierwszą odsłonę. Niemal każdy zawodnik przynosił do wagi bonusową płoć lub okonia. Nawet Maciek Kowalski „zabonusował” jazgarzem – uwaga za 100 pkt !
Zdobycz Marka Stachurskiego.
Stanisław Chamczyk prezentuje leszcza dającego trzeci stopień podium po pierwszej turze.
Jacek Piekut szukał okoni.
O ile taktyka na grubego zwierza okazała się dobra na „Babską”, na Czarnej należało skupić się na dłubaniu rybiej młodzieży. A tej momentami było zatrzęsienie. Sztuką było jednak przebicie się przez stada malutkich 8 – 10 cm okonków i jazików. Te drugie zazwyczaj miały długość w granicach 15 – 20 cm i potrafiły przejmować zanęcone dziury nie dopuszczając innych ryb. Na szczęście od samego początku zapunktowałem dwoma miarowymi okoniami. Potem dołowiłem trochę płotek i na koniec około 20 cm okonia. Mój wynik drugiej tury to 400 gram co dało mi wysokie 4 miejsce. Szansy swojej nie wykorzystał Stanisław Chamczyk, który nie zdołał złowić nic wymiarowego. Paweł Sobolewski i Marek Stachurski nie złowili bonusów, a na ich konta wpadło zaledwie po kilka płotek. Tym samym zawodnicy Ci zaprzepaścili swoje szanse na tytuł. Najskuteczniej w drugiej odsłonie łowił Kuba Pamięta, który znalazł płotki i podparł wynik kilkoma okoniami. Ponad 650 punktów to wynik naprawdę przyzwoity.
Najlepsi.
Po zliczeniu wszystkich pozycji okazało się, że Mistrzem Koła został Bartek Krzyżak a drugi laur przypadł Mateuszowi Łapaczowi. Brąz trafił w ręce Darka Jasińskiego. Cała trójka łowiła w miarę równo w obu turach i to oni zasłużenie stanęli na pudle. Po dekoracji przyszedł czas na pyszną grochówkę. Po całym dniu spędzonym na lodzie gorąca zupka, palce lizać! Za tydzień znowu łowimy. Tym razem towarzysko. Do następnego.
Uczestnicy.
Tekst i foto: Marcin Cieślak