Drugie zawody zaliczane do Grand Prix Koła nr 9 w Błoniu już za nami. Historia lubi się powtarzać i tym razem po pięknym tygodniu spędzonym niestety w pracy… nastąpił koszmarny pogodowo weekend. O wynikach z treningów odbytych w środku tygodnia można było zapomnieć. Łowiono wtedy od 3 do 5 kilogramów i jeśli ktoś nie wziął załamania pogody pod uwagę – podczas zawodów mocno się rozczarował.

Płytka prosta w taką pogodę nie wydaje się być dobrym łowiskiem.
Na starcie stanęło mimo wszystko aż 32 zawodników, co przy zapowiadanych całodniowych opadach i silnym wietrze należy uznać za sukces. Znane moczykijowe porzekadło wszak mówi, że „nie ma złej pogody na ryby, a są jedynie źle ubrani wędkarze” . Powtarzamy to często, ale nad wodą sprawdza się jak żadne inne.
Po pierwszej imprezie rozgrywanej na gliniance „Czarna” karawana zawodów wróciła na flagową wodę błońskiego koła, czyli „Babską”. Podzielono nas na trzy sektory. Dwa pierwsze standardowo rozlokowano w części zatoki przy topolach i na prostej, a najliczniejszy bo 12 -to osobowy skład zasiadł na burcie. Gdzie będzie tego dnia ryba brała i czy w ogóle będzie? To przy niestabilnej pogodzie zawsze jest zagadką.

Początek sektora A to część zatoki
Właśnie w tej zatoce wylosowałem swoje stanowisko i przyszło mi walczyć bezpośrednio z Markiem Kwakiem, zdobywcą Grand Prix Koła w 2014 roku, czyli w tym samym, w którym ja sięgałem po Mistrzostwo. Obaj mamy więc spore ambicje i obaj pierwszych, marcowych zawodów nie zaliczyliśmy do udanych. Chęć rehabilitacji była w nas ogromna.
Aby zachować szansę w walce o Grand Prix Koła 2016 po wpadce na Czarnej tym razem należało zająć dobre miejsce. Kolejna 'gondola” zdecydowanie eliminowała nas z walki o tytuł, bo odpisać można sobie tylko jeden najsłabszy start. Wiedzieliśmy, że lekko nie będzie, bo do naszego sektora zaliczają się miejscówki przy tzw. „kapelonach” czyli grążelach, gdzie kręcą się karasie, liny, karpie i drobnica. Wylosował tam nie byle kto bo Bartek Krzyżak, dwukrotny medalista Mistrzostw Świata Kadetów. Kolejny młody błoński wilk, Kuba Pamięta, notujący ostatnio wiele dobrych startów zamykał nasz sektor kilka stanowisk dalej.
W sektorze B na dobre połowy mieli apetyty przeważnie Ci , którzy wylosowali stanowiska blisko pomostów. Tamtejsze bankówki należy oczywiście wykorzystać, ale w taką pogodę, ciężko którekolwiek miejsce nazwać pewniakiem. Tu do walki przystąpiło wielu dobrych zawodników. Rzadko kto jednak miał szczęśliwą minę, bo powodów do wędkarskiej radości po prostu nie było.
Sebastian Góźdź i Paweł Sobolewski, zwycięzca sektora podczas ostatniego Grand Prix Okręgu
Marek Stachurski i zwycięzca pierwszych zawodów tego sezonu Marcin Sobczak.
Najmniej szczęścia mieli zdecydowanie Ci wędkarze, którzy tym razem wylosowali swoje stanowiska na burcie. Po pierwsze wysoki i gliniasty brzeg w taką pogodę wymagał wielkiej uwagi bo każdy fałszywy ruch mógł zakończyć się w wodzie. „Babska” mocno obniżyła swój poziom wody po ubiegłorocznych suszach, więc może nie jest to aż tak niebezpieczne, ale na pewno nie jest komfortowe. Po drugie to najbardziej nieobliczalna część tego łowiska. Z miejscami lepszymi, ale także z takimi, w których złowienie czegokolwiek to nie lada sztuka bez względu na poziom sportowy zawodnika.
Norbert Nabierzyński i nasz redakcyjny kolega, Marcin Cieślak walczą do końca.

Paweł Łukasik łowił „Sandacze”;)
Jak widać na załączonym obrazku wędkarze na burcie mieli ciężki orzech do zgryzienia. Pojawiały się też ponoć prawdziwe bonusy, ale wygrywały walkę z nastawionymi na dłubanie czegokolwiek wędkarzami. Na ultra cienkich przyponach karpie, które prawdopodobnie zagościły u niektórych zawodników w zanęcie, nie dawały wędkarzowi żadnej szansy. Najlepiej na burcie poradził sobie Rafał Klimczak, który z wody wyłowił prawie kilogram ryb, co w tych warunkach dało mu pewne pudło. Nie wiedział jeszcze tylko, który jego stopień.
Nieźle na burcie łowili również Darek Jasiński i Piotrek Bartczak, któremu udało się złowić przyzwoitego podleszczaka okraszonego drobniejszą rybą. Większość zawodników musiała jednak od początku bronić się przed zerem i poszukiwać bardzo drobnych rybek pod nogami lub stawiać wszystko na jedną kartę i czekać na bonusa.
Jeszcze niższe wyniki uzyskali zawodnicy łowiący teoretycznie w najrybnieszym sektorze B. Na prostej z wynikiem 650 punktów wygrał Łukasz Zamiecki wyprzedzając o 110 gram Marcina Sobczaka. Trzeci w tym sektorze był Sebastian Góźdź, który uzyskał 530 gram.
Ostatnim ważonym sektorem była strefa oznaczona literką A . Zgodnie z przewidywaniami wraz z Markiem Kwakiem stoczyliśmy bardzo wyrównaną walkę okraszoną pewną dozą dramaturgii. Początkowo miałem przewagę, gdyż punktowałem, jeśli można to nazwać regularnie od początku. Marek dłużej był bez ryby, jednak jak już coś złowił, to był to konkret. Mamuśki za 200 punktów tego dnia były prawie na wagę złota.

Marek na swoim koncie miał kilka takich pięknych płoci
Kiedy wydawało się, że czerwonookie płocie dadzą mojemu sąsiadowi zwycięstwo, niespełna pięć minut przed końcem zawodów w akcie desperacji na trzyletnim przyponie 0,06 wkładam do podbieraka leszczyka za ok.350 pkt i nadzieje na zwycięstwo odżywają. Ten bonus łącznie z tym co udało mi się złowić od początku ma szansę przeważyć płocie sąsiada.

Ten leszczyk przechyla szale zwycięstwa na moją korzyść.
Po ważeniu wszystko stało się jasne. Z wynikiem 1240 punktów wygrywam sektor i całe zawody. Dosłownie o 70 gram wyprzedzam zatem Marka Kwaka. Jestem zadowolony, bo mocno się napracowałem. Szukałem ryby, pilnowałem donęcania i każda rybka w siatce została wypracowana. Nie popełniłem też błędów technicznych i taktycznych i miałem wrażenie, że zrobiłem co mogłem w tych warunkach. Trzecie miejsce w sektorze zajmuje Bartek Krzyżak, który do wagi zgłosił pięknego karasia złotego.
Pełne wyniki sektorowe.
Zwycięzcy zawodów
Pierwsza szóstka
Prawie wszyscy uczestnicy:)
Dziękuję za super imprezę, która pomimo niesprzyjającej pogody jak zwykle rozgrywana była w świetnej, wesołej atmosferze fair play!
Wkrótce zamieścimy tabelę z podliczonymi wynikami po 2 startach.
Tekst i foto : Tomek Sikorski
foto; Agnieszka Użlis (Dziękujemy:)