To miało być proste wędkowanie. Początek roku przyniósł jednak sporo zmian pogodowych dlatego do samego końca zwlekałem z pomysłem na wyprawę. Przez głowę przeszła mnie myśl o klasyku, gdzieś tam przewinął się nawet pomysł polowania na płotki. Ostatecznie padło na łowisko komercyjne i methodę. Ostatnio przyjemnych jesiotrów połowił tutaj Marcin. Chciałem sprawdzić czy będą one skore do współpracy także podczas mojego treningu.
Na wędkowanie przygotowałem dwa pellety. Orzech tygrysi i Squid.
Zaplanowałem, że rozrobię dwa rodzaje dwumilimetrowego pelletu. Do kuwet trafił więc brązowy orzech tygrysi, czerwony squid a także odrobina method mixu z zanętą. Starałem się wyeliminować leszcze, których w wodzie nie brakuje i które często opanowują łowisko i szybko opróżniają pyszności podawane w łowisko. Swego czasu jesiotry dobrze brały na meusowskie minisy, (Możecie o tym przeczytać klikając tutaj.) dlatego zabrałem je na moje wędkowanie.
Meusowskie Minisy na jesiotry!
Po lewej jesiotr na Minisa. Po prawej: duża ilość pijawek świadczy, że ryby pływają przy samym dnie.
Jeśli chodzi o wędkowanie, postawiłem na dwie linie. Pierwsza znajdowała się na metrze 16-stym a druga dalsza na metrze 35. Na pierwsze brania nie musiałem długo czekać. Były to jednak średnie leszcze, które opanowały dalszy dystans. Blisko leszczy nie było, więc cierpliwie czekałem na bonusy. Po kilkunastu minutach w nęconą krótką linię weszły w końcu jesiotry. Liczne obcierki i bujania szczytówką nie pozostawiały złudzeń. Pierwsza ryba wzięła zaraz po nęceniu. Na kolejne musiałem chwilę poczekać. Wśród jesiotrów zameldował się także ciekawy przyłów w postaci karasia srebrzystego.
Kluczowy moment holu
Jesiotr nieduży, ale silny i waleczny.
Japoniec na mtehodę o tej porze roku to miła niespodzianka.
Styczniowy plan zrealizowany. Teraz czas na wody związkowe i nieco inne ryby. Do następnego!
Tekst i foto: Piotr Leleniak