Drugiego października wybrałem się z Danielem i Pawłem na spinning powędkować. Paweł wtedy zaczynał w ogóle spin i poznawał jego tajniki. Miejscem naszego wypadu były Drwały nad Wisłą. Miejsce urokliwe o czym przekonali się uczestnicy tegorocznych zawodów rozgrywanych właśnie w tym rejonie. Rozeszliśmy się w znane nam tylko miejscowy i zaczęliśmy obławiać wodę. Po jakimś czasie rozdzwonił się telefon. Dzwonił do mnie Paweł i oświadczył że wyjął i zaprasza na oględziny. Po przybiegnięciu zobaczyłem cztery i pół kilowego szczupaka leżącego przy jego nogach. Ryba była wielka i jak na debiut to prawdziwy „okręt”. Kolejne godziny były dla mnie i Daniela prawdziwym rozczarowaniem. Ryby nas normalnie i elegancko olewały. Był to chyba już siódmy wypad Daniela bez kontaktu z rybą. Ja też nie miałem spinningowych wyników, które mogłyby zachwycić.
Około południa poddaliśmy się . Szybka decyzja – opuszczamy Drwały i jedziemy do pobliskiego Januszewa. Taki typowy strzał w ciemno. Miejsce wybraliśmy losowo. Nikt tam nie łowił bo nad ostrogą przechodziła linia wysokiego napięcia. Wilgoć ogromna , aż dało się słyszeć prąd szalejący w drutach nad naszymi głowami.
Mimo to łowimy. Chłopaki zaczęli batować ale ryb znowu nie ma. Pierwszy kontakt mam jednak ja – pobicie przy samym przelewie. Szczytóweczka gra więc wiem że mam szczupaka. Po krótkim holu pod nogami melduje się około 60 cm szczupak. Chłopaki szybko zaczęli czesać okolice niemal wszystkim czym się dało, ale brań znowu nie widać.
Następne pobicie miałem mniej więcej w połowie ostrogi. Potężne uderzenie i zaczął się hol. Ryba długo nie dawała oderwać się od dna ale potem pokazała się. Był to duży szczupak.
Kilka razy odjeżdżał ale w końcu udało mi się naprowadzić rybę i podebrać za kark. Ryba miała 104 cm i ważyła 9 kilo i 400 gram. Przynętą był perłowy ripper na 10 g główce.
Jest to moja największa ryba jak do tej pory.
Tekst i foto: Marcin Cieślak