W poprzednim odcinku naszych rzecznych przygód opisałem łowienie towarzyszącego mi Piotrka. Ten połowił sporą ilość wiślanych ryb z małej ostrogi, stosując ultra delikatne zestawy. Przypomnę Piotrek łowił na bardzo lekkie zestawy z 30 gramowymi koszyczkami, na zaklipsowanej żyłce w pobliżu zaczepów naniesionych przez nurt. Wiadomo, gdzie Patyki tam wyniki. Jeśli ktoś jeszcze nie czytał a chciałby dowiedzieć się więcej o tym wędkowaniu wystarczy kliknąć TUTAJ.
Brak pogody nie przeszkadza w żeglowaniu.
Moje wędkowanie było zupełnie inne. W odróżnieniu od mojego kompana usiadłem mniej więcej na środku opaski między dwoma małymi główkami. W pobliżu miałem głęboką rynnę, w którą posyłałem swoje zestawy. Nurt był na tyle silny, że koszyczki lżejsze niż 50 gram momentalnie dobijały do brzegu. Oczywiście zrezygnowałem z rurek antysplątaniowych na rzecz luźno przesuwającego się po żyłce adaptera, do którego przypinałem koszyk. Drugi zestaw miał mi służyć do jeszcze wolniejszego obławiania rzecznej rynny. Tutaj założyłem ciężki 70 gramowy podajnik, zastosowałem większy haczyk i mocniej dociskałem zanętę. Chciałem mieć dwie wersje na tą wodę, aby szybko zweryfikować co w danym dniu odpowiada rybom. Miałem też na oku łowiącego poniżej Piotrka, który jak wiadomo łowił bardzo lekko. W razie jakby mój kompan mocno mi odskakiwał mogłem w dowolnym momencie zmienić koszyki na takie poniżej 40 gram.
Rzut oka na moją miejscówkę.
Do mojego kotła powędrowała zanęta od firmy CARPIO dedykowana do feedera. Zanęta pachniała dość mocno stonowaną waniliową nutą. Całą mieszankę wzmocniłem atraktorem waniliowym, oraz dodałem topione białe robaki. Równo 450 ml. Do wiader trafił także ryż fluo, który dostałem w prezencie od właściciela zaprzyjaźnionego sklepu wędkarskiego. Przyznam szczerze, że pierwszy raz stosowałem ten dodatek i jestem miło zaskoczony. Z powodzeniem zastępuję pieczywko a na dodatek przez to, że ryż jest cięższy nie wybija tak do góry jak pieczywko czy bułeczka fluo.
Waniliowa zanęta od Carpio.
Z ryżem w wersji fluo spotkałem się po raz pierwszy.
Na początku mojego wędkowania ryby bardzo wolno ustawiały się w łowisku. Oczywiście kilka ciężkich kul wielkości pomarańczy wcześniej wrzuciłem w rzeczny nurt, na wysokości miejsca mojego wędkowania tak aby łowić zestawami w rozmyciu. Pierwsze brania były bardzo delikatne a na haku meldowały się krąpie. Krąpi w tym roku nałowiłem się już do syta więc wcale mnie ten stan rzeczy nie ucieszył. Z biegiem czasu w łowisku zaroiło się od cert. Certy były naprawdę przyzwoite i podobnie jak u Piotrka wszystkie ryby tego gatunku przekroczyły już dawno 30 cm. Bardzo wdzięczne i waleczne rybki.
Wiślana księżniczka.
Świnia w pełnej krasie.
Potem spiąłem leszcza. Zastosowanie zbyt cienkiego haka od razu się zemściło. Natychmiast wprowadziłem korektę. Przypon został wydłużony a haczyk rozmiarowo powiększyłem. Zauważyłem, że mój cięższy zestaw podobał się tylko krąpiom. Lżejszy natomiast pasował leszczom i certom. Podczas wędkowania trafiła się też jedna świnka. Korekty poskutkowały bo pod rząd udało mi się złowić cztery leszcze. Trzy z nich były co najwyżej średnie, ale jeden był już fajnym wiślanym przyłowem. Donęcanie kulami z ręki skutkowało tym, że ryby trzymały się łowiska. Około południa wszystko jednak stanęło. Zarówno u mnie jak i u Piotrka przynęty podskubywały już tylko krąpie.
Takie leszcze mogę łowić ciągle.
Nieco mniejszy braciszek.
Mimo wszystko wypad należy uznać za udany. Cały kosz ryb to nagroda za ranne wstawanie. Ostatnie foto i czas wypuszczać mój połów. Na pewno w to miejsce jeszcze wrócimy. Wodom cześć.
Tylko C & R
Tekst i foto: Marcin Cieślak
Foto: Piotrek Leleniak