ZAWODY

PŁOCIOWY POJEDYNEK NA DŁUGIE WĘDKI

Wysokie stany wód okolicznych rzek zmusiły mnie do odłożenia cięższych feederów na stojak. Do wyboru miałem oczywiście którąś z okolicznych komercji, ale ostatnio wyłowiłem się karpi co niemiara. Przyznam szczerze, że dawno nie łowiłem tyczką na zestaw skrócony. Kiedy Piotrek zaproponował pojedynek na długie wędki, nie zastanawiałem się nawet przez chwilę. Był to dobry moment na sprawdzenie wody przed przyjazdem naszego gościa. O kim mowa, dowiecie się wkrótce…

Rzut oka na miejski zbiornik w Pruszkowie.

Nad wodą byliśmy o świcie. Losowo wytypowaliśmy stanowiska, ale tak aby mieć się w zasięgu wzroku i aparatu. Obaj postawiliśmy na długości 11,5 metra. Trzynastka na Potuliku przynosi te same ryby, łowi się wolniej i mniej komfortowo ze względu na biegnący za plecami chodnik. Na rolowanie tyczki między spacerującymi przechodniami nie mieliśmy najmniejszej ochoty. Ostatniego elementu nawet nie wyjmowałem z pokrowca.

Jeśli chodzi o mieszankę postawiłem na czarną płoć od Stynki. Zanęta sprawdzała mi się nie raz,  również na zawodach dawała radę. O towar byłem spokojny. Woda kryje mnóstwo płoci dlatego wiedziałem, że wariant czekoladowej, przynajmniej nuty będzie dla ryb bezpieczny. Piotrek wybrał zupełnie inny wariant jasnej, ziołowej mieszanki. Jaskrawa spożywka byłaby zbyt ryzykowna, więc towar swój zubożył i przyciemnił odrobinę ziemią. Obaj zdecydowaliśmy się na podanie podkładu z dżokersa w ziemi a na to podaliśmy spożywkę z kubka.

Dziś stawiam na czarną płoć zawodniczą od Stynki.

Towar Piotrka na wstępne nęcenie.

Nasze zanęty podaliśmy z kubka

Ranek należał do Piotrka. Ryby zupełnie omijały moje stanowisko. Łowiłem wolno i mało. Piotrek odławiał kilka ryb na moją jedną. Przegrywałem z kretesem. Cały czas jednak wierzyłem, że w końcu łowisko odpali i płocie zameldują się w stołówce. Pierwsza godzina należała jednak do mojego kompana. Dodatkowo odłowił on 300 punktowego karasia a za chwilę jeszcze jednego ciut mniejszego japońca.

Ranny japonek

Po godzinie wyszło w końcu słonko, które znacznie prześwietliło wodę. To był impuls dla ryb. Łowisko Piotrka stanęło na dobre a u mnie zameldowały się chyba wszystkie okoliczne płocie. Spławik zdążył tylko ustawić się na wodzie po czym majestatycznie wjeżdżał pod wodę. Role się odwróciły a ja bardzo szybko odrobiłem stratę. Myślę, że wynik byłby jeszcze lepszy, ale spiąłem przez niefrasobliwość sporego leszcza i to w łowisku. Ci, którzy mieli taki przypadek wiedzą… Łowisko zamarło na dobre 20 minut. Potem jednak płocie wróciły. Piotrek cierpliwie donęcał dżokersem i w końcu sprowadził płotki do siebie. Końcówkę mieliśmy równą. Na finiszu dołowiłem jeszcze małego leszczyka za około 300 pkt. Obaj wyjęliśmy ponad 5 kilogramów płoci a nasz pojedynek zgodnie zakończyliśmy remisowym werdyktem.

Dyżurna płoć

Ryby Piotrka

oraz mój połów

Do następnego…

Tekst i foto: Marcin Cieślak

Foto: Piotr Leleniak

 

Facebook

Get the Facebook Likebox Slider Pro for WordPress