Przed nadejściem pierwszych chłodów jesieni postanowiłem jeszcze raz odwiedzić moją, wiślaną opaskę. W tym roku mało na niej łowiłem, dlatego każdy taki wypad traktuje jako cenną lekcję. Po dojechaniu na miejsce spotkała mnie miła niespodzianka. Woda sporo opadła, ale wydawała się być idealna. Wszystkie znane mi kamienie i małe ostrogi w końcu poodsłaniały swe tajemnice. Czytanie rzeki wydawało się być łatwizną. W zasięgu rzutu miałem dwie rynny a nawet mały nurt wsteczny na wypadek gdybym zechciał w nim poszukać ryb. Pozostało tylko rozstawić feedery i łowić w najlepsze.
Rzut oka na malownicze miejsce. Łowienie zacznę 20 metrów od brzegu.
Łowienie miało przebieg dość gwałtowny. W pierwszym braniu, które nastąpiło dosłownie po kilku sekundach po zarzuceniu wyjąłem przyzwoitego krąpia. Drugi na hak trafił mniejszy jego kolega a po trzecim braniu prawie straciłem kij. Leszcz przywalił z tak silnym impetem, że gdyby nie porządny feeder arm pewnie ryba zabrałaby wędkę. Po tym zdarzeniu w łowisku zaroiło się od małych krąpików przeplatanych z niewymiarowymi certami. W poprzednich latach z tego miejsca wyjeżdżały z wody piękne prawie 40 cm certy. Tym razem młodsze siostry nie miały nawet 25 cm a o wymiarowej sztuce już nawet nie wspomnę. Ciekawostką było złowienie ładnego okonia. To już kolejny pasiak, którego udało się wyjąć z tego miejsca. Brania ustawały wraz z coraz wyżej wschodzącym i bardziej dokuczającym słoneczkiem. Wszystkie możliwe ryby wyjąłem chłodnym i pochmurnym rankiem. Potem ryby kaprysiły.
Dyżurny, wiślany krąp.
Małe krąpie są bardzo żarłoczne. Ten skubaniec wziął na 6 białych robaków.
Zanęta jaką tym razem przygotowałem to dwa kilogramy Meusa – Rzeka i feeder. Do mieszanki dodałem płatki leszczowe oraz pieczywko fluo. Następnie całość nawilżyłem rozcieńczoną naturalną melasą. Na moje rzeczne łowy zabrałem dwa kije o długości 3,6m. Zestawy uzbroiłem w koszyki 70 gramowe zakończone metrowymi przyponami z żyłki 0,16 Cralusso i haczykiem Winner FX-5 numer 12.
Tym razem do miski trafiła zanęta z mikropelletem od Meusa.
Najlepszą przynętą okazały się białe robaki w naturalnym kolorze. Jaskrawe mady, żółte lub czerwone przyciągały najmniejszy rozmiar krąpików. Mam nadzieję, że wraz z nadejściem chłodów duże ryby będą brały bardziej regularnie. Pozostaje tylko czekać na pierwsze oznaki jesieni.
Wyniki.
Tekst i foto: Marcin Cieślak