ZAWODY

ATRAKTORY W METHODZIE

Niemal każdy wędkarz ma wyrobione zdanie o atraktorach. Niektóre aromaty rybom pasują, inne budzą często brak przekonania, a nawet niepokój. Mimo, iż wędkarstwo dąży do prostoty, a co za tym idzie do stosowania coraz mniejszej ilości wonnych cudeniek, nie mniej zapotrzebowanie na pachnące dopalacze nadal jest. Atraktory to pojęcie, które kojarzy mi się z wędkarstwem spławikowym. Co ciekawe termin ten, coraz częściej dotyka spinningu. A jak wygląda sytuacja jeśli chodzi o popularną ostatnio methodę?

Wybór obecnych na rynku Turbo Boosterów może przyprawić o zawrót głowy.

Na początku temat przyjmowałem ze sporym niedowierzaniem. Pellety zanętowe pachną przecież tak mocno i intensywnie! Czy istnieje zasadność używania dopalaczy? Dziś wiem, że tak. Obecnie na rynku „methodowa” gama pachnących atraktorów jest bardzo szeroka. Oprócz często używanych dipów i boosterów na sklepowych półkach pojawiły się także Liquidy. Przyszedł czas na bliższe poznanie. Co kryje się pod tajemniczą nazwą ? Turbo Liquid to mikstura oparta na melasie z rozpuszczonymi w niej atraktorami zapachowymi. Konsystencja jest gęsta i lepka. Turbo Luiqid na pewno nada się do stosowania podczas eskapad spławikowych i dopalania zanęt oraz każdego rodzaju przynęt. Ja sprawdziłem działanie „syropu” łowiąc method feederem.

Halibutowy pellet dopalony Turbo Liquidem o smaku truskawki.

  

Moje łowisko odwiedza coraz więcej sporych karpi, które nie zawsze reagują na popularny pellet halibutowy lub „owoce”. Postanowiłem przełamać wszystkie kanony i namoczyłem  przynętę micro chunks prezentowaną poniżej  „turbówką”. Zastosowałem smak kałamarnicy z pomarańczą!

 

Micro chunks w syropie o smaku kałamarnica z pomarańczą.

  

Efekt był piorunujący. W niecałe pięć minut po zarzuceniu szczytówka przyjemnie podrygiwała w rytm federowej rumby. Karasie i karpie oszalały za przynętami maczanymi w syropie. Przyznam, że skuteczność dopalacza potwierdziłem w pogodę upalną oraz podczas, przyjemnego chłodu. Aura nie miała więc znaczenia na efekt końcowy moich połowów. Oczywiście były też dni, kiedy rybom pasowały inne liquidowe syropy. Przy doskonałym żerowaniu maczanie w gęstej zalewie mijało się z celem, bo ryby równie dobrze reagowały na „czystą” przynętę. Tak naprawdę różnicę widać było właśnie w okresach, kiedy ryby wybrzydzały.

Pierwszy karaś.

A jak na tle liquidów wypadają popularne boostery? O skuteczności „kredek”, bo taki kształt mają te dopalacze, przekonałem się podczas jednego z wędkarskich pikników, który spędziłem z przyjaciółmi. Jedna wędka typu feeder i raczej biesiadny klimat nie dawał nadziei na dobre połowy. A jednak…

Końcowy rezultat piknikowych łowów.

Przynęty nabierały jakości po dodaniu kilku kropli Turbo Boostera. Łowiąc naprawdę wakacyjnie, wyniki mówią chyba same za siebie. Razem z towarzyszącym mi Tomkiem połowiliśmy przyzwoitych karasi. Pokusą nie do odparcia były hakowe pellety i robaki maczane w kokosowej słodyczy i ultra scopexie. Od tego momentu Boostery jeżdżą ze mną wszędzie, nawet kiedy wędkuję na spławik. Oczywiście nie upieram się tylko przy tych dwóch, wymienionych smakach. Genialny w odpowiednich wędkarskich okresach okazał się także monster halibut.

Oczywiście wybór jaki staje dziś przed wędkarzem jest na tyle duży, że nie jednego „methodziarza” przyprawiłby o zawrót głowy. Dla tych którzy stoją przed wyborem ulubionego cudeńka z czystym sumieniem mogę polecić hot krill i dziką jeżynę. Te zestawienie jest naprawdę bardzo skuteczne. Pamiętać jednak należy, że uniwersalnych rozwiązań nie ma. Sami na danym łowisku musimy dojść do tego, co i kiedy pasuje rybom. Karpie z mojego łowiska wczesną wiosną wybierały zapachy zwierzęce. Teraz lubią delektować się owocową, pomarańczową nutą. Bywają też dni kiedy nie chcą nic innego, oprócz wanilii lub jeżyny.

Warto więc eksperymentować.

Takim karpiem na macie nie pogardzi żaden „methodziarz”.

Połamania.

Tekst i foto: Marcin Cieślak

Foto: Piotr Cieślak

 

Facebook

Get the Facebook Likebox Slider Pro for WordPress