Soczewka to malowniczy zbiornik położony wśród pięknych leśnych krajobrazów w dolinie rzeki Skrwy. Moczykijowa ekipa wraz z kolegami, z drużyny naszego błońskiego koła postanowiła dokonać małego spinningowego rekonesansu. Jadąc w nowe miejsce, nigdy nie wiadomo czego można się spodziewać i gdzie stoją ryby. Wyprawa miała charakter czysto relaksacyjny. Chcieliśmy na spokojnie troszkę popływać, porzucać, zbadać dno i rybostan zbiornika. Wśród tak pięknych krajobrazów człowiek potrafi się wyłączyć i oddać błogiej naturze. Czekała nas zatem kilkugodzinna sielanka.
Miejsce blisko podwodnej górki.
Pierwsze namiary na echu wskazywały na muliste blaty. Odnaleźliśmy jedną podwodną górkę wychodzącą na półtora metra. Przed wejściem na stoku, dno było usłane dużą ilością roślinności, które w dużej mierze utrudniało łowienie. Na szczycie górki zaczęliśmy notować natomiast pierwsze brania. Duże imitacje przynęt w taki upalny dzień nie mogły zdać egzaminu, dlatego większość z naszego spinningowego teamu postawiła na bocznego troka. Okonie nie brały wyjątkowo łapczywie, ale co ważne pierwsze ryby zaczęły wpadać na nasze wędkarskie konta.
Daniel i Marcin , czyli kompani spinningowej wyprawy.
Phoenixowskie Power Impacty niemal zawsze zdają egzamin w takich przypadkach. Okonia numer jeden złowił Marcin. Druga ryba padła łupem Daniela, potem kolejne. Były to jednak same małe garbuski. Pierwszego okonia na naszej łódce zameldowałem ja. Okoń olbrzymem na pewno nie był, ale w nowym miejscu i w taki dzień cieszył podwójnie. Po szybkiej sesji zdjęciowej garbusek wrócił do domu.
Paweł także szybko namierzył ryby i kolejne okonie zaczęły trafiać przed obiektyw. Większość czasu spędziliśmy jednak na lokalizacji odpowiedniego miejsca. Pływanie po takim zbiorniku to czysta przyjemność, ale łowienie to trudna techniczna zagadka. Z czystym sumieniem muszę przyznać, że ryby w tym dniu nie dopisały. Próby złowienia szczupaka spełzły na niczym, a kilkanaście okoni do super wędkarskich sukcesów nie należy.
Tylko C & R
Kolejne branie nastąpiło na stoku podwodnej górki. Porządne przytrzymanie i kij wygiął się w pałąk. Ku mojemu zaskoczeniu trokowej imitacji postanowił spróbować węgorz! Prawie metrowy okaz był dla nas nie lada wyzwaniem. Nie często przecież łowi się takie ryby, a co najważniejsze podbiera. Utrzymać taką rybę w rękach to rzecz raczej niemożliwa, stąd fotki tylko w podbieraku. Musicie mi to jednak wybaczyć..
Węgorzowa niespodzianka na troka.
Tekst i foto: Piotr Cieślak,Marcin Cieślak, foto: Paweł Cieślak