ZAWODY

METODA NA PRZEŁAMANIE

Łowienie na metodę kojarzy się przede wszystkim z łowieniem karpi. Na tym łowisku karpie wymagają czekania i nieustannej cierpliwości. Wspomnę, że w łowisku które odwiedziłem dominują ryby kilkukilogramowe. Nie ma tu karpi typu f1, małych rozbójników wielkości wigilijnej. Najmniejsze okazy ważą około 4 kilo, a nierzadko na macie ląduje okaz dwucyfrowy, dlatego łowienie jest tu mocno specyficzne. Każdą dużą rybę należy po prostu znęcić i wyczekać. Przyznam szczerze, że bardzo nie lubię takiego wędkowania. Wolę pracę i aktywność. Szybkie przerzuty, ciągła praca wędkami i użycie dużej ilości zanęty nie sprzyja stacjonarnemu łowieniu dużych sztuk. Pozwala jednak nałowić się do syta średniego białorybu. Chcąc łowić i okazy i średniaki należy znaleźć jakiś kompromis.

Stanowisko już gotowe.

Taktyka była więc prosta. Jedną wędką będę operował na około 30 metrze i odławiał średnie ryby a drugą zarzucę 10 metrów dalej z selektywną przynętą pod większego zwierza. Łowisko zanęciłem koszykiem do metody oddając około 10 rzutów na linię pierwszą i tyle samo na drugą. W skład zanęty wchodziła spożywka w miksie z pelletem o smaku halibuta. Do łowienia przeznaczyłem czysty pellet o smaku halibuta i gumy balonowej, która na tym łowisku już mi się sprawdzała.

Guma balonowa w wersji ready. Pellet przed łowieniem odrobinę zwilżyłem.

Ten pellet posłuży mi do nęcenia wstępnego.

Jeśli chodzi o budowę zestawów do odławiania leszczowego białorybu wybrałem podajnik 20 gramowy, który uzbroiłem w łącznik szybkiej wymiany. W czasie wędkowania operowałem przyponami z gumką i włosem kiedy ryby miały słabsze momenty. Drugi zestaw wyposażyłem w podajnik 30 gram uzbrojony na stałe z przyponem włosowym.

Towar na wstępne nęcenie. Zanęta halibutowa wymieszana z 2 mm pelletem halibutowym.

Leszcze zameldowały się niemal natychmiast po zarzuceniu na pierwszą linię. Zestaw nie tkwił w wodzie nawet kilku minut. Przeważały ryby w granicy od 200 do 1200 gram. Cieszyło mnie jednak to, że brania były regularne a ja mogłem poćwiczyć hole i sprawdzić nowe przynęty lub te na które jeszcze nie łowiłem. Malo tego na włos wędrowały także „rodzynki”, do których zwyczajnie nie miałem przekonania. Okazało się, że niektóre przynęty łowią leszcze i zwyczajnie były przeze mnie niedoceniane.

Soft w wersji scopex dał mi już wiele pięknych ryb. To akurat pewniak.

Kilka fotek z leszczowego poligonu.

 

Leszcze, leszcze i jeszcze raz leszcze..

W tym dniu złowiłem ich bardzo dużo.

Drugim kijem pracowałem rzadziej. Tutaj stosowałem czysty pellet balonowy a na włos zakładałem kulki pop up. W ciągu łowienia miałem dwa brania. Najpierw pan karp skosztował w cytrynowej kulce „lemon schock” . Rybę zaliczam połowicznie ponieważ pechowo straciłem ją kiedy była już w podbieraku. Waleczny gagatek wypiął się i niczym łosoś odbił się od obręczy kosza, ochlapał mnie wodą i tyle go widziałem. Druga ryba wybrała pływającą kulkę King Spices.

 

Pływające kulki King Spices mają u mnie premierę. Nigdy wcześniej na nie, nie łowiłem.

Jeśli miałbym opisać aromat tej przynęty to pachnie ona owocowo z wyczuwalną nutą gorzkiej i ostrej przyprawy, której sprecyzować nie potrafię. Tym razem przeciwnika udało się sprawnie wyholować na brzeg. Amur olbrzymem nie był, ale najmłodsze lata też miał już za sobą. Po szybkiej fotce uwolniłem rybę. To był dobry dzień, który otworzył mi oczy na kilka nowych i starych przynęt, w które nie wierzyłem lub  używałem rzadko. To było łowienie na przełamanie. Dopisały leszcze, trafił się też bonus.

Wodom cześć.

Tekst i foto: Marcin Cieślak

 

Facebook

Get the Facebook Likebox Slider Pro for WordPress