ZAWODY

GRUDNIOWY PICKER NA GLINIANCE KWASZARNIA

Początek grudnia przyniósł duże chłody i temperaturę bliską zera. Przyznam szczerze, że odrobinę bałem się, że oprócz zapowiadanego przenikliwego wiatru dodatkowo zacznie padać, dlatego postawiłem na pobliską gliniankę związkową. Dalsze wyjazdy zaplanuję gdy pogoda odrobinę chociaż się ustabilizuje.

Dziś stawiam na mieszankę glin i ziem od Marlin.

Głęboka glinianka „Kwaszarnia” to flagowy zbiornik grodziskiej wody. Jako, że w akwenie pływa mieszany rybostan i jest sporo płoci liczyłem na liczne brania czerwonookich i trafienie przy okazji jakiś przyłowów w postaci leszcza, karasia albo karpika. Usiadłem w bardzo głębokim miejscu ale nie przesadzałem z dystansem. Chciałem łowić szybko. Właściwy grunt miał mi zapewnić ryby, a krótka odległość sprawne hole. Niestety plan to jedno a realizacja drugie. Szczegóły wyjaśnię za moment.

Nęcenie wstępne za pomocą koszyczka.

Do kotła wsypałem 200 gram zanęty feederowej od Carpio, którą wymieszałem z Coco belge, i konopiami prażonymi. Zanętę wymieszałem z ziemią i gliną w stosunku 2 do jednego na korzyść ziemi. Pozostałą część glin uzupełniłem robactwem. Do 2 kilogramów ziemi dodałem kilogram gliny wiążącej. Półtora litra mieszanki powędrowało do zanęty. Do reszty trafiło 200 ml dżokersa i szczypta mrożonej pinki. Jako, że nie wiedziałem czy w łowisku będą ryby, postanowiłem nie nęcić „szklanką” a przyjąć bezpieczniejszy wariant. Łowisko zanęciłem tylko kilkoma koszyczkami zanęty z gliną i zacząłem łowienie.

Zanęta dedykowana do koszyczka i Coco Belge idealny na tą porę.

Ryby w łowisku od samego początku były bardzo niemrawe. Delikatne pstryki, skubnięcia i obcierki uświadamiały mnie, że płotki są ale nie chcą pobierać pokarmu. Na nic zdawały się kombinacje z towarem, dokładanie i odejmowanie robactwa. Przez pierwsze 30 minut w mojej siatce nie pływało nic. Miałem łowić sprawnie i szybko a rozpoczęła się walka o jakąkolwiek rybę. Po półgodzinie gwałtowne branie i w końcu się doczekałem. Pierwsza płotka trafiła do siatki, potem kolejna. Powoli i mozolnie budowałem wynik. Po kilku braniach następowała cisza i dopiero po kilku koszyczkach wpadających do wody znowu zaczynało się coś dziać. Tak w sumie wyglądał ten wędkarski dzień.

 

Ochotka i konopie gotowane.

W oczekiwaniu na pierwsze branie.

Jedyne i mocno wypracowane bonusy.

Ryby potrzebowały więcej mięsnego podkładu w spożywce żeby żerować i pobierać pokarm, ale robiły to bardzo ostrożnie. Najlepszą przynętą były dwie larwy ochotki. Na pinkę i białe robaki nie miałem nawet brania. Pojedyncza larwa ochotki była przez ryby niezauważalna. Pęczek ochotek powodował skubnięcia i brania, których zaciąć się nie dało. Być może błędem było obranie zbyt głębokiego miejsca. Grunt na 15 metrze wynosił tu około 6 metrów! Możliwe, że lepszy wynik osiągnąłbym przy użyciu ciężkiego nęcenia wstępnego z dużą ilością robactwa. Przemyślenia sprawdzę przy następnej okazji. Nadszedł czas zimnego pikerowania, więc będzie jeszcze okazja.

Mój wynik nazwałbym wymęczonym.

Tekst i foto: Marcin Cieślak

 

Facebook

Get the Facebook Likebox Slider Pro for WordPress