ZAWODY

ŁOWIMY KARPIE NA GOLDFISH PELLET.

          Ostatnimi czasy bardzo dużo frajdy daje mi łowienie karpi na method feeder. Ryby jak wiadomo są waleczne a i zabawa jest „przednia”, szczególnie kiedy czasu mało a człowiek chce się wyłowić i wrócić do domu z bólem w rękach nie tylko od dźwigania wędkarskiego sprzętu. Przyznam szczerze, że przyglądam się też różnym pelletom zarówno zanętowym jak i przynętowym. Z przynętami firmy Goldfish miałem styczność w maju. Wtedy to na bardzo urokliwym łowisku na moje konto wpadło kilkanaście karpików. Jeśli ktoś przegapił wpis, a chciałby wrócić do lektury z tego łowienia może kliknąć TUTAJ.

Pellety Select System na dzisiejsze wędkowanie.

Tym razem areną mojej przygody miał być równie urokliwy i malowniczy zbiornik w okolicy Mszczonowa. Na łowisku zjawiłem się rano. Jako, że miejsce oddalone jest od parkingu, czekał mnie marsz z gratami załadowanymi na wózek dobry kilometr. Po dotarciu nad wodę wybrałem losowe stanowisko. Pilnowałem tylko wiatru, a właściwie jego kierunku. Pewnie każdy z Was ma swoje doświadczenia w tym temacie, ale ja lubię jak fala marszczy wodę i zwyczajnie wieje w moją stronę. Zapewne większe natlenienie i mieszanie wody sprzyja lepszemu żerowaniu, bo niemal zawsze siadając od nawietrznej wyniki mam zdecydowanie lepsze.

W alternatywie dla 12 mm przynęt miałem owocowe 8 mm pellety.

Jeśli chodzi o pellety zanętowe, postawiłem na czarnego halibuta i ochotkę od wspomnianej „złotej rybki”. Jako przynęty miały mi posłużyć 12mm pellety tego samego producenta. Działanie smakołyków sprawdziłem też z kulkami pop up oraz z przynętami innych producentów.

Karpik na „cukierka”.

Tym razem sześć koszyków z pelletem wielkości 2 i 4mm powędrowało dość blisko na 30 metr. Po zanęceniu zacząłem od zbrojenia wędek, licząc, że w trakcie „szykowania” sprzętu, ryby wpłyną w łowisko. Jeśli macie taką możliwość zacznijcie zawsze od nęcenia. Zanim wszystko rozłożycie łowisko będzie już dobrze znęcone. Pierwsze branie nastąpiło dość szybko, po około 15 minutach. Karp okazał się amatorem halibuta większego kalibru. Kolejne karpiki były nieco mniejsze, ale co ważne ryby brały i trzymały się łowiska.

Karpik na 12 mm halibutowy pellet.

W pewnym momencie stołówkę odwiedziły małe leszcze i karasie srebrzyste. Oba gatunki pojawiały się przemiennie. Ryby delektowały się dużym pelletem, a ja przyznam szczerze, że na taki rozmiar pierwszy raz łowiłem inne ryby niż karpie. Jak widać nie zawsze duży pellet oznacza natychmiastową selekcję. Wpłynięcie drobnych ryb w łowisko to czas donęcania. Kolejne 5 koszyków z 4 mm pelletem powędrowało w obszar poprzedniego nęcenia. Po kilkunastu minutach karpie wróciły, a pod wodą widać było małą „przepychankę”, bo karasie również chciały zwyczajnie pojeść. Pozbyłem się natomiast leszczyków, a te w tym dniu zupełnie mnie nie interesowały.

Leszczyk na 12 mm pellet…

a także mały karaś srebrzysty.

oraz cel tej wyprawy.

W tym dniu sprawdziły się mi również popularne dumbelsy i chinksy, oraz kulki. Mój mały test wypadł bardzo pozytywnie. Byłem bardzo zadowolony i pozytywnie zaskoczony. Jak widać nie tylko droższa półka cenowa jest gwarantem dużej ilości brań i ryb. Być może różnica byłaby widoczna podczas zawodów wędkarskich, choć myślę że z pelletem od tytułowego producenta można by sobie bez problemu poradzić. Tak czy siak do łowienia rekreacyjnego pellet świetnie się nadaje i co ważne nie kosztuje wcale dużo. Ryby nie widzą cen, a biorą na to co danego dnia im pasuje. Czasem wystarczy trafić w smak, reszta złowi się sama.

Połamania!

Tekst i foto: Marcin Cieślak

 

Facebook

Get the Facebook Likebox Slider Pro for WordPress