Ja i Mateusz Wojacik nasz kolega z kadry okręgu Mazowieckiego postanowiliśmy pojechać nad Kanał Żerański.
Ponieważ był to pierwszy tak ciepły dzień w tym roku, nie nastawialiśmy się na jakieś konkretne rezultaty . Przecież jeszcze nie dawno na kanale był lód i ryba jeszcze mogła nie wejść z Zalewu. Nad wodę dojechaliśmy po godzinie szóstej. Tam ku naszemu zdziwieniu nad wodą było już kilkunastu wędkarzy, ale bez rezultatów. Zapowiadał się bardzo ciepły dzień więc nie chcieliśmy się zbyt szybko poddawać i postanowiliśmy zostać nad kanałem w Aleksandrowie. Miejsce jakie sobie wybraliśmy to prawy brzeg jadąc do Nieporętu, dwieście metrów od mostu drogowego w stronę zalewu Zegrzyńskiego. Po rozłożeniu sprzętu i wygruntowaniu łowiska, okazało się że w tym miejscu mamy ponad trzy metry. Postanowiłem użyć zestawu ze spławikiem 1g ponieważ kanał płynął! Mateusz użył spławika 0,7g i łowił nieco bliżej na 9,5m ja natomiast na 11,5m. Po przygotowaniu zanęty do wody trafiły kule podane z ręki i kubka zanętowego. Mieszankę jaką skomponowałem tego dnia to:
1kg ziemi torfowej Górka,
1.2 k/g zanęty Stila czarna ochotka,
0.75 kg ziemi torfowej,
0.5kg glinki kanał z 0.25 kg jokersa
Nęcenie
i kubkowanie
Mateusz miał już gotową zanętę z poprzednich wypraw na lód. Były w niej różne mieszanki z zanęt
płociowo-leszczowych Sensasa. Rozpoczęliśmy łowienie tuż po siódmej . Od samego początku na zestawach meldowały się pierwsze małe krąpiki i okonki .
I tak przez pierwsze dwie godziny. Tuż po dziewiątej postanawiam zmienić zestaw na lżejszy ponieważ kanał się „uspokoił „ i woda przestała płynąć . Założyłem zestaw 0,6g a do zanęty spożywczej dolałem atraktora o zapachu karmelu. Podałem „dopaloną” spożywkę. Przez pierwsze pół godziny brania ustały więc wystraszyłem się że wypłoszyłem rybę z łowiska ale nagle nastąpiło delikatne branie i na zestawie zameldował się pierwszy leszczyk. Potem kolejne.
………………………………………………………………………………..
Mateusz nie zaryzykował z „karmelem” więc musiał pozostać przy kanałowej drobnicy. Tego dnia ryby brały bardzo delikatnie i z małą częstotliwością, ale wypad na ryby uważam za udany. Łowienie zakończyliśmy przed pierwszą.
Tekst i foto: Mariusz Puchalski