ZAWODY

WAKACJE W CZECHACH cz. 2

Po czterech dniach intensywnego łowienia na tyczkę, przyszła pora na zmianę scenerii i trochę odpoczynku. Przenieśliśmy się jakieś 500 m w górę rzeki, niby tak niewiele, a otoczenie zupełnie się zmieniło.

1

Od ulicy (wspomnianej w pierwszej części) do rzeki, dzieliło nas jakieś 80 m spacerku przez las. Nasze nowe miejsce było usytuowane w krzakach. Jeszcze dwa lata temu krzaków było znacznie mniej, dlatego teraz by możliwe było łowienie tam tyczką, trzeba było stanowisko odpowiednio przygotować. To miejsce było bardziej zaciszne niż pierwsze łowisko. Drzewa obrastające teraz zarówno nasz jak i drugi brzeg tworzyły cień i dawały rybom bezpieczniejsze miejsce do żerowania. Oprócz zmiany krajobrazu widocznego gołym okiem, zmieniła się również głębokość łowiska… Tutaj głębokość to około 2 m, a więc około 1,5 m płycej niż na pierwszym miejscu połowów. Ocienione i zaciszne stanowisko dawało szansę na spotkanie z fajnymi rybami, nie wiedzieliśmy tylko czy chętnie będą chciały żerować w miejscu dużo płytszym.
DZIEŃ 1
Czterodniowe łowienie na tyczkę trąciło trochę monotonią, dlatego postanowiliśmy przy zmianie miejsca, trochę odpocząć i zmienić też metodę połowu. Paweł przygotował dwie karpiówki i zarzucił je bliżej drugiego brzegu, w to miejsce posłaliśmy kulki karpiowe, by zwabić ryby. Najpierw wystrzeliliśmy sporo kulek o różnych smakach, nie wiedzieliśmy co bardziej podpasuje większym karpiom. Do łowienia używaliśmy sporych kulek o smaku kukurydzy. Mniejsze kulki wabiły leszcze, a nie o to przecież chodziło.

2

Ryby nie od razu poznały się na naszych kulkach, może były zdezorientowane różnorodnością smaków. Ale po pewnym czasie nastąpiło branie, na kulkę kukurydzianą. Nigdy nie holowałam karpia wędką karpiową więc to zadanie należało do mnie. Dość powolnie, ale sprawnie mi to poszło i karp 3,5 kg wylądował w podbieraku.

3

Siedzenie nad karpiówkami zaczęło nam się trochę nużyć, więc Paweł uzbroił bata 7m i zaczęliśmy poszukiwania ryb bliżej brzegu. Ku naszemu wielkiemu zdziwieniu szybko na haczyku zameldował się….. karp.

4   Hol trwał wieki i Paweł musiał uznać wyższość walecznego karpika. Może zakończylibyśmy ten hol sukcesem gdybyśmy dysponowali 4m sztycą do podbieraka. Niestety ta nam się uszkodziła w pierwszych dniach łowienia.
Mieliśmy jeszcze jedno branie na kulkę kukurydzianą. Zachęcona pierwszym karpiem od razu złapałam za wędkę. Szybko poczułam ze ten karp jest większy, dlatego z niepotrzebną ostrożnością podeszłam do holu. Karp chyba też się znudził moim powolnym holem, zdążył zwiedzić pobliskie krzaki i się spiął. I po tym spokojniejszym dniu mogliśmy wrócić do łowienia na tyczkę.


DZIEŃ 2
W nowy miejscu należało dokładnie zbadać dno. I tym razem okazało się ono płaskie, bez żadnych niespodzianek w postaci nierówności czy zaczepów. Paweł przygotował podobnie jak wcześniej mieszankę karpiową, zostawiając sobie więcej zanęty na donęcanie, bo tym razem przewidywaliśmy że łowienie zajmie około 6 godzin. Zubożył ją gliną, podobnie jak wcześniej rozpraszającą, ten uciąg nie wymuszał stosowania typowych glin rzecznych. Oczywiście należało też pamiętać o kukurydzy w zanęcie.
Szybko pojawiły się ryby, a co nas ucieszyło, dawno niewidziane płocie. Najwyraźniej odpowiadał im profil łowiska, czyli cień od drzewi mniejsza głębokość.

………………………………………………………………………………………………………………………………………………………………….

5

Po systematycznym odławianiu krąpi i leszczy, w łowisko weszły karpie. Pierwszy poszedł z przyponem, drugi się Pawłowi spiął. Nie miał szczęścia tego dnia, dlatego na chwilę usiadłam przy tyczce. I od razu nastąpiło branie, szybko poczułam że to nie leszcz, ale ryba bardziej waleczna. Wcześniej obserwowałam uważnie Pawła, dlatego wiedziałam że muszę postępować spokojnie, aby nie stracić tej ryby.

6

Hol był naprawdę długi i męczący, co nie trudno sobie wyobrazić przy moich parametrach siłowych… Krótki podbierak wcale nie ułatwiał sprawy. Nigdy jeszcze żadna ryba mnie tak nie zmęczyła.

7

8

Ale satysfakcja była ogromna, szczególnie że karp bardzo ładny. Po zważeniu okazało się że ma 2,5 kg. To mój tyczkowy rekord. Należy podkreślić że nie dysponowaliśmy wędką karpiową, a jedynie kijem rzecznym z pełną gumą. Może łowiąc karpiówką hol byłby szybszy i pewniejszy, ale za to o ile mniej emocjonujący.

9

DZIEŃ 3
Przyszedł czas na ostatni dzień z tyczką, ale oczywiście nie ostatni na rybach. Zanęta sposób i sposób podanie nie różniły się od dnia poprzedniego, bo po co zmieniać coś co przyniosło fajne ryby i zabawę. Trochę aura w Czechach się odmieniła bo pojawiły się przelotne opady i lekko spadła temperatura, ale to nie przeszkadzało rybom, a tym bardziej nam. Łowiliśmy z podobnymi sukcesami co dnia poprzedniego, pojawiły się leszcze…

10

I ładne płocie…

11

Karpie choć pojawiły się w łowisku – jeden z nich pozostawił na haczyku łuskę – to nie chciały współpracować. A podsumowanie ostatniego dnia z tyczką przedstawiało się następująco:
– leszcze i krąpie 8500 g
– w tym 4 płotki
– w tym dwa krąpie po koło 470 g
– ryby poniżej 200 g wracały od razu do wody bez ważenia.

12

Oczywiście każdego dnia łowienia wszystkie ryby wracały w dobrej kondycji do wody.
DZIEŃ 4
Dzień ostatni to już jedynie poranna zasiadka z karpiówkami. Wytrwałość Pawła została nagrodzona, gdyż udało mu się w ostatnim momencie złowić największego karpia tej wyprawy. Miał on 4,5 kg. I prezentował się następująco…

13

14

W kilku słowach podsumowując wyjazd nie można być niezadowolonym z osiągniętych rezultatów. Nastawialiśmy się na dużą ilość ryb i się nie zawiedliśmy. Fajnie połowić krąpi które średnio mają około 300g, leszczy których wielkość waha się od 1200g do 1500g, oraz spotkać piękne i waleczne rzeczne karpie. Wszystkich zachęcam do odwiedzenia naszych południowych sąsiadów ryb tam dostatek, ale i po wędkowaniu nie można się nudzić, w końcu Czechy słyną przede wszystkim z piwa…

15

KILKA INFORMACJI DLA OSÓB PLANUJĄCYCH WĘDKOWANIE W CZECHACH:
1. Jeżeli planujemy podróżowanie po Czechach samochodem to należy zacząć od zaopatrzenia się w winietę. Są one dostępne na stacjach benzynowych w Polsce, przy granicy, oraz na stacjach w całych Czechach. Przykładowe ceny to 250 CZK – 10-dniowa, 350 CZK – miesięczna.
2. Aby łowić ryby należy zaopatrzyć się w rybarsky listek czyli kartę wędkarską. Ten dokument dostaniemy od ręki w urzędzie miasta za 100 CZK. Warto mieć przy sobie polską kartę wędkarską.
3. Z kartą udajemy się do czeskiego związku aby opłacić pozwolenie. Jeżeli nie wiemy gdzie znajduje się związek, w urzędzie miasta uzyskamy potrzebne informacje. Pozwolenie to koszt odpowiednio 600 CZK – dzienne, 1500 CZK – 10-dniowe, 4000 CZK – miesięczne, 6000 CZK – roczne.
4. Po opłaceniu okresu który nas interesuje dostaniemy povolenku k lovu ryb, czyli pozwolenie i rejestr ryb ze znaczkiem, będzie tam napisane na jaki okres i obszar łowienia opłaciliśmy pozwolenie.
5. Dostaniemy również dokładną mapę naszego rewiru.
6. Przydatnym dodatkiem jest soupis rewiru, czyli książeczka z nazwami ryb ich nominalnymi rozmiarami i wagami np. cejn velky (abramis brama) 45cm-0,83kg 50cm-1,16kg itd .W książeczce opisane są również rewiry z podanymi danymi gps.
7. Czesi to bardzo mili ludzie więc załatwienie tych formalności to żaden problem, wystarczy tylko odrobina empatii. Również rozmowa z czeskim wędkarzem to przyjemność. Nie ma tam parcia na „mięso” (jakie można spotkać na polskich łowiskach) wiec z przyjemnością dzielą się informacjami.
8. Czeskie sklepy wędkarskie są zaopatrzone we wszystkie potrzebne artykuły. Dużo jest produktów firmy Lorpio i Gut-mix, jednak są one trochę droższe niż u nas. Nie znajdziemy raczej ochotki, ale ta jest zbędna, łowimy tam na grubo.

Tekst i foto: Agnieszka Kotlarska

 

Facebook

Get the Facebook Likebox Slider Pro for WordPress