Zawody

KLUCZOWA GRA W KOLORY- METHODA

Ostatnie podrygi moich methodowych szczytówek miały miejsce jak dotąd podczas kameralnych zawodów na małym komercyjnym zbiorniku. Ryb w akwenie jest dużo, ale i presja wędkarska taka, że przypominają się czasami memy z chińskimi łowiskami. Dlatego też postanowiliśmy zrobić zrzutkę i wynająć jeden ze zbiorników. Tak  zorganizowaliśmy drugie w tym sezonie zawody klubowe! 

Dla mnie takie koleżeńskie zawody, to przede wszystkim trening przed przyszłym sezonem, podczas kórego chcę zaliczyć kilka startów na popularnych zawodniczych łowiskach. Trzeba więc ustawić się technicznie, przynętowo i nabrać dobrych nawyków. Oczywiście zawody, to jednak zawody, a gdy jest rywalizacja, to pojawia się adrenalina. Zmagania podzieliliśmy na 2 części. Nie z powodu przelosowania, ale jeśli ryb będzie dużo, to nie chcieliśmy męczyć ich przez całe 6 godzin trwania imprezy. Więc po 3 godzinach następowała przerwa na ważenie, rozprostowanie kości oraz łyk czegoś ciepłego. Zanim jednak o rybach i rywalizacji warto kilka słów o towarze.

Do podajnika przygotowałem dwa warianty. Czarny pellet halibutowy firmy Profess, który sprawdził mi się podczas poprzednich zawodów, oraz miks zanęty słodkiej Profess  o aromacie wanilia, karmel scopex z pelletem halibutowym i pelletem i o aromacie morwy, tak aby kolorków było więcej.

Klasyczne aromaty w mojej ocenie są bezpieczną podstawą nęcenia późną jesienią. 

Z lewej dość bogaty miks, a z prawej halibutowa klasyka

Kluczowe o tej porze roku jest moim zdaniem przynęta. Jej rodzaj, praca, a przede wszystkim kolor. Aromat w mojej ocenie może być czasem drugorzędny. Wnioskuje to po poprzednich zawodach, gdy w łowisku miałem masę ryb, które napinały mi żyłkę, tworząc wyraźne wskazania tzw. obcierki ale nie chciały brać. Długo mi zajęło dojście do odpowiedniej przynęty.  Arsenał więc powinien być dość duży!

Po długim sprawdzaniu okazało się, że rybom w tym łowisku pasują w tym momencie przynęty koloru białego. Piszę koloru, bo okazało się, że te waftersy były skuteczne bez względu na to, który aromat zastosowałem. Tymczasem zmiana koloru skutkowała zanikiem brań, bądź zmniejszeniem ich tempa. Aromaty są skrajnie inne, z lewej mamy do czynienia z klasycznym śmierdzielem halibutowo- czosnkowym, a z drugiej słodki kokos ze scopexem?  Przypadek? nie sądzę. Kolor ma znaczenie.

Pierwszą rybę zaliczam po pół godzinie. Tyle czasu zajęło rybom wejście w łowisko, co oznajmiły najpierw obcierki. Tym razem jednak zaczynam od kolorów i aromatów sprawdzonych podczas poprzednich zawodów, o których wspominam powyżej.

Choć zaczynam łowić jako jeden z ostatnich, to stale strzelanie z procy na 25 metr sprawia, że ryby utrzymuję w łowisku i doganiam czołówkę. Podaję co chwila 1-2 ziarnka pellety 8 mm.  Pierwszą turę kończę z wynikiem ponad  28 kilogramów. Co daje jak 2 rezultat zawodów, ale strata  3 kilogramów przez kolejnymi 3 godzinami wędkowania, to żadna strata:)

W drugiej turze brania niestety siadają, a ryby zaczynają kręcić nosem na moje pewniaki na bagnecie. Najpierw zaczynam kombinować z kolorami przynęt, potem z typami. Bagnet zamieniam na push stop i staram się skusić ryby na jakiś twardy pellet o klasycznym zapachu. W ostateczności próbuję nawet na pęczek białych bezpośrednio na haku, ale i na włosie.  Fakt, zaliczam jedną rybę, ale potem już robakami nic się nie interesuje, a ryby cały czas w łowisku są. O czym świadczą obcierki.  Ostatecznie udaje mi się obronić 2 pozycję w zawodach łowiąc w drugiej turze 6 ryb o wadze  11 kilogramów. Który kolor był tym razem skuteczny? tego nie udało mi się już dowiedzieć.

Jedyny amurek podczas tych zawodów trafił własnie do mojej siatki.

Piotrek, któremu ryby nie grymasiły poprawił jeszcze wynik z 1 tury łowiąc łącznie ponad 67  kilogramów. Moje niemal 40 wystarczyły na drugie miejsce, a 3 stopień podium z wagą ponad  22 kilogramów  wywalczył  kolega z redakcji, Marcin.

Najlepsza trójka i pozostali uczestnicy zawodów. Świetny klimat!

PODSUMOWANIE: Co mnie najbardziej fascynuje obecnie w methodzie? To GRA W KOLORY. Widoczna obecność ryb w łowisku, a niemożność skuszenia ich do brania jest z jednej strony denerwująca, ale z drugiej fascynująca. Znalezienie odpowiedniego koloru i widok odjeżdżającej dynamicznie szczytówki, to rzecz  już wspaniała. Ryby na każdym akwenie mają swoje upodobania i na pewne  przynęty biorą chętniej, a na inne nie. Są pory roku, że kolor nie ma aż takiego znaczenia, ale teraz późną jesienią  ta gra szczegółów to rzecz w mojej ocenie kluczowa.

W przyszłym sezonie będę chciał mocniej przyłożyć się do zawodniczej metody i tam spróbować swoich sił. Zobaczymy , czy uda mi się podczas zawodów znaleźć kolor:)

Tekst i Foto : Tomek Sikorski

na facebooku znajdziecie mnie jako: Tomek Sikorski Wędkarstwo

 

 

 

 

 

 

 

 

 

Facebook

Get the Facebook Likebox Slider Pro for WordPress