Zawody

POCZUĆ CIĘŻAR NA KIJU – METHODA

Od pewnego czasu nosiło mnie żeby poczuć coś lepszego na wędce.  Planowałem jak wiecie liny, ale na te jeszcze troszeczkę muszę poczekać. Postanowiłem więc, że powalczę z methodą. Niestety łowiska komercyjne przeważnie jeszcze zamknięte. Na tych całorocznych w lutym królowały małe leszczyki i nie było słychać aby w okolicy ktoś złowił coś grubszego. Nawet ceny za wędkowanie  na okolicznych łowiskach komercyjnych w granicach 10 zł mówiły wszystko. Jeszcze nie biorą!?

Postanowiłem jednak spróbować,  bo miałem ochotę na spokojne  wejście w sezon z methodą. Zakładałem, że szału nie będzie, to i będzie czas przypomnieć sobie trochę methodowych niuansów, przetestować kilka zanęt, przynęt. Grunt to się dobrze ubrać i ruszyć nad wodę. Wszak był to pierwszy dzień marca, a w nocy wciąż królowały przymrozki.

Założyłem, że wybiorę do testów towar z różnych półek. Do torby trafiły zatem gotowa mieszanka na wypadek gdyby pogoda dawała tak mocno w kość, że nic nie będzie mi się chciało robić;). Ot gotowiec na początek, żeby mieć na co łowić i powoli przygotować resztę towaru. Tu wziąłem połowę opakowania mokrej zanety od Professa o aromacie kozieradki, kokosa i miodu. Ziołowo słodka i  bezpieczna mieszanka. Dalej do rozrobienia już poszedł  śmierdziel o smaku halibut i kryl, a na koniec coś do czego zawsze miałem dystans, czyli specjały typu pikantne salami. Raz się żyje. Jeśli chodzi o przynęty, to zdrowy rozsądek podpowiada aby na początek wybrać kolory i aromaty stonowane.

Na później, na tzw. rzut na taśmę zostawiłem sobie kolorowe, prowokujące raczej letnie frykasy, ale kto wie może gdy ryby nie są głodne, to chociaż świecąca latarnia  sprowokuje je do brania.

Po rozrobieniu zanęty  i namoczeniu pelletu rozpocząłem wędkowanie. Szybko okazało się, że zgodnie z oczekiwaniami łowiłem póki co tylko małe leszczyki. Na łowisku prawie żywego ducha.  Gdybym przyjechał z delikatnym klasykiem mógłbym nałowić pół siatki chlapaków, ale zdecydowanie nie o to chodziło.

Małe leszczyki meldowały się często jednocześnie na obu wędkach

Łowiąc na pellet wiadomo, że tempo jest zdecydowanie mniejsze,  ale celem przecież nie były  srebrne podrostki. Wciąż mamy nadzieję, na coś grubszego.  Po dłuższym czasie okazało się, że wszystkie smaki zanęty podawane do koszyczka nęciły ryby. Czysta zanęta, mix, a nawet samo pikantne salami nie przeszkadzało rybom w pobieraniu pokarmu. Natomiast z tym co na włosie już tak łatwo nie było. Brania pojawiały się tylko na bardzo bezpiecznych przynętach. Ryby zupełnie nie były zainteresowane przysmakami w bardziej wyrazistych kolorach.  Również nie reagowały w ogóle na pop-upy.

Sprzęt: Mój arsenał to dwie wędki dedykowane do methody o akcji progresywnej. Obie o długości 3,6 z założonymi  1 uncjowymi szczytówkami. Żyłka główna 0,25. Koszyk klasyczny 20-30 gr założony przelotowo. To jest mój ulubiony, najprostszy  wariant. Nie przepadam za zastawami samozaciającymi się. Zabierają trochę frajdy i rozleniwiają. Zastosowałem gotowe przypony  o długości 8 cm z włosem lub bagnetem gdy używałem  przynęt miękkich.

Kilka godzin nad wodą dało mi sporo frajdy. Termos z gorącą herbatą uratował tyłek, bo pomimo tego, że było dość słonecznie, to zimno dawało się we znaki. Na szczęście o tej porze roku mam praktycznie zdublowane ciuchy w różnych wariantach więc przymrozki mi nie straszne. W samochodzie zawsze na zmianę czeka kurtka, polar, czapka i rękawiczki.

Adrenalina rozgrzała mnie po jakiś 3 godzinach wędkowania. Po delikatnym braniu, które niczym nie różniło się od tych leszczykowych, w końcu po zacięciu poczułem ciężar na wędce.

Ryba szła spokojnie przy dnie, bez gwałtownych odjazdów. Widać, że jeszcze nie w pełni wybudzona z zimowego letargu, dopiero przy brzegu  niczym amur zorientowała się, że to nie przelewki;) Po kilku minutach trafiła bezpiecznie do podbieraka i na matę.  Ryba ważyła ok 5 kilogramów i po krótkiej sesji wróciła  do wody. Piękny, zdrowy karp pełnołuski.

Ryba zasmakowała w 8mm pellecie Profess słodka kukurydza.

Więcej tego dnia nie zanotowałem brań większych ryb. Cieszyłem się i tak, bo tego dnia nikt więcej karpi na zbiorniku nie złowił. Oprócz tego pobawiłem się z leszczykami, których troszkę udało mi się złowić. To było dobre otwarcie sezonu z methodą.

Tekst i foto:

Tomek Sikorski

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

Facebook

Get the Facebook Likebox Slider Pro for WordPress