Zawody

ZIMNY PICKER

     Zima to dla wielu okres wędkarskiej posuchy. Tak już się przyjęło, że część wędkarzy zaczyna sezon kwietniową a nawet majową wiosną a kończy wraz z nastaniem pierwszych przymrozków. Ja jednak należę do grupy, dla której sezon kończy się 31 grudnia a zaczyna 1 stycznia. Zimne miesiące to na pewno czas kiedy nad wodą jest luźniej i spokojniej. Powodem jest oczywiście aura, która nieprzygotowanych potrafi momentalnie zahartować. Trudne to łowienie, ale przy odpowiednim ubiorze i zaopatrzeniu w termos gorącej herbaty da się spędzić te kilka godzin nad wodą w dostatecznym komforcie.

Starorzecze jeszcze broni się przed lodem.

Zimą najczęściej wybieram kanały lub głębsze miejsca, gdzie zimują ryby, ale tym razem ciekawość wzięła górę. Chciałem sprawdzić, czy ryby przypadkiem nie zgromadziły się w średnio głębokim starorzeczu, co ważne na stałe połączonym z rzeką.

Dziś stawiam na Stynkę i mrożonki.

Na moją wyprawę zabrałem mrożonki, pozostałe po zawodach. Dżokersa i białe robaki, które były w glinie rozmroziłem dzień wcześniej. Pozostało tylko rozrobić zanętę. Tym razem postawiłem na serię zawodniczą od Stynki. Zanęta jest drobno mielona i sprawdzała mi się już nie raz w lodowatych miesiącach, więc liczyłem, że teraz będzie podobnie. Jako, że zupełnie nie wiedziałem czy moim łupem padną płotki czy leszczyki, postanowiłem rozrobić pół paczki leszcza i pól płoci. Ten uniwersalny miks wymieszałem z ziemią w stosunku jeden do sześciu. Był to wariant na wstępne nęcenie. Użyłem oczywiście koszyka zanętowego a wałeczki mieszanki posłałem na 20 metr. Gruntowanie wskazało, że na takim dystansie jest po prostu najgłębiej. Do łowienia zostawiłem czystą zanętę i część gliny, którą w razie potrzeb mogłem modyfikować.

Wałeczki na wstępne nęcenie.

Koszyk za chwilę trafi do wody.

Taka porcja mięsa obowiązkowo raz na jakiś czas musi trafić w łowisko inaczej płotki przepadną.

Jeśli chodzi o sprzęt, uzbroiłem dwa pickery w zestawy na żyłce. Ranne przymrozki i panujący chłód budził moje obawy, że plecionka będzie przymarzać do przelotek. Zestawy zbudowałem następująco. Pierwszy tradycyjnie uzbrojony tylko w adapter i skrętkę a drugi na feeder linku Używałem różnych koszyków, ale optymalnie łowiło mi się na podajniki 10 gramowe. Podczas rekreacyjnego wędkowania stosowanie piętnastek było zbędne.

Koszyczki na dziś.

Brania pojawiły się bardzo szybko. Na początku ukleje opanowały łowisko i przez moment bałem się, że ten wypad skończy się fiaskiem. Na szczęście po jakimś czasie ukleje odpuściły a do siatki zaczęły trafiać płotki. Ryby nie były duże, ale o tej porze roku, kiedy za pasem zima nie ma co wybrzydzać. Trafiły się też dwa bonusowe okonie. Przyłowem były również małe jazie, które potwierdziły, że w takie miejsca okresowo zaglądają typowo rzeczne ryby.

Jest pierwsza ryba..

Niestety to mały jaź.

W oczekiwaniu na branie.

Rybki nieduże, ale w taki ziąb cieszą podwójnie.

Przygodę zakończyłem koło południa. Akumulatory naładowane. Wodom cześć.

Tekst i foto: Marcin Cieślak

Facebook

Get the Facebook Likebox Slider Pro for WordPress