Zawody

NAREW NA STOPA

            Nie trudno zauważyć, że na łamach naszej strony dominuje feeder w każdej postaci. Przeczytacie o treningach z klasykiem i to zarówno tym rzecznym jak i finezyjnym, lekkim pickerze oraz o popularnej methodzie. Drgająca szczytówka po prostu wciągnęła mnie bez reszty. Nie oznacza to jednak, że całkiem zwariowałem i zupełnie odstawiłem wędki spławikowe. W rym roku dosłownie raz miałem okazje łowić tyczką podczas rekreacyjnego wypadu i dwa razy na zawodach. Zawody to jednak zawody, zazwyczaj związane z dłubaniem drobniutkiej ryby. Gwoli ścisłości w obu startach udało się zgarnąć dwójki sektorowe, ale wyniki budowałem głównie na malutkiej płotce. Śmiało mogę stwierdzić, że w tym roku zwyczajnie nie jestem wyłowiony jeśli chodzi o spławik. Chcąc odrobinę zaspokoić ten rodzaj wędkarskiego głodu pomyślałem o tym, że spędzę popołudnie nad dużą nizinną rzeką. Spakowałem tyczkę, glinę, zanętę i wszystko co niezbędne i pojechałem na popołudniową przepływankę.

Zanęty na dziś.

Melasa idealnie komponuje się z rzecznymi zanętami.

Po dojechaniu nad wodę brzegi świeciły pustką. Rzeczne spławikowanie w moim przypadku zazwyczaj polega na odławianiu krąpi i to na te ryby głównie się tu nastawiam. Po prostu w Narwi gdzie łowię jest ich najwięcej i nie ma sensu nastawiać się typowo na inne gatunki. Te i tak pojawią się w podwodnej stołówce i będą stanowiły przyłowy. Jako, że krąpie lubią słodką zanętę postawiłem na zanęty z serii turbo od Professa o grubszej frakcji i bezpiecznym ciemnym kolorze. Przy panującej niżówce uciąg nie jest duży, dlatego zanętę wymieszałem z miksem glin rzecznych i argilli. Dwie paczki argilii, dwie paczki river leam i dwie paczki leszczowej turbo – tak wyglądała moja mieszanka. Miałem ze sobą także klej mineralny, którym dokleiłem część mojej mieszanki oraz melasę do nawilżenia zanęty. Mięsna wkłada podczas pływania lizakami w rzecznym nurcie jest obowiązkowa, dlatego do mojej zanęty trafiło około 300 ml topionego robaka.

10 kul na start.

Topy ze spławikiem 3 i 7 gram.

Na początek ulepiłem 10 dużych kul wielkości grejpfruta i zbombardowałem wodę. Nurt w tym dniu oscylował w granicy 5 gram, dlatego rozłożyłem 3 topy, na które powędrowały zestawy 3, 7 i 12 gramowy na stopa. Od początku ryb szukałem z wolnej przepływanki, ale oprócz jednej smętnej płotki nic nie udało mi się złowić. Dobre 40 minut przepływałem na pusto. W pewnym momencie postanowiłem “uruchomić” stopa. Odkąd pamiętam narwiańskie ryby wolały wolniutki lub szybki dryf przynęty. Tym razem doznałem szoku, bo najwięcej brań było właśnie na stopa. Najpierw małe klenie pobierały przynęty na zmianę z malutkimi rapami. W końcu pojawiły się pierwsze krąpasy. Po czterech odłowionych sztukach mam pewne branie. Spławik błyskawicznie zanurkował pod wodą. Tak biorą tutejsze leszcze. W tych stronach to jednak zupełna rzadkość. Donęcanie znów sprowadziło klenie i kilka krąpasów. Ryb było na prawdę dużo, ale przeważnie brały gatunki, które ze względu na swe małe rozmiary do siatki trafić nie mogły.

mały klonek.

i mały boleń. W tym dniu złowiłem pięć takich małych skubańców.

 

Kolejny klenik i leszcz ze stopa.

12 gramowy spławik Vimby na stopie.

 

Rzut oka na miejsce mojego wędkowania. Jak widać wiaterek nawet listkiem nie targnął.

 

Łowimy.

Mój wynik zrobiłem w trzy pełne godziny. Na pewno te kilkanaście ryb na kolana nie powala, ale uwierzcie, że rzeczne spławikowanie jest specyficzne a rybki muszą być wypływane i wypracowane. Na pewno nie powiedziałem ostatniego słowa i jeszcze nad brzegami rzeki zawitam. Planuje także odwiedzić Wisłę, gdzie ryb jest zdecydowanie więcej. O wszystkim przeczytacie w kolejnych relacjach. Nadchodzi czas rzecznych łowów z zestawem skróconym.

Rybki zaraz wrócą do siebie.

Wodom cześć.

Tekst i foto: Marcin Cieślak

Facebook

Get the Facebook Likebox Slider Pro for WordPress