Zawody

METHOD FEEDER VA BANQUE

         Ostatni raz na karpiach byłem dobry miesiąc temu. Zazwyczyaj chcąc łowić cyprinusy wybieram inny, nieco “łatwiejszy” zbiornik ze sporą populacją średniego karpia, ale tym razem ze względu na przechodzący front pogodowy nie chciałem ryzykować dalszego wyjazdu i skupiłem się na pobliskim akwenie w okolicy Błonia. Po prostu zwyczajnie nie chciałem wracać mokry. Pomyślałem, że w razie jakiejś nawałnicy szybko będę mógł zwinąć manatki i  spakować się i wrócić. Ryby są tu znacznie większe, ale nie trudno też o przysłowiowe zero. Wiadomo, duże ryby nie są już tak łatwe do złowienia, mają swe przyzwyczajenia i nie jeden raz wisiały na haku. Przechytrzenie tych najcwańszych na method feeder to nie lada wyczyn, ponieważ duże sztuki szukają już raczej większej dawki protein, niż “mizerii” z podajnika do methody.

Pellety na dziś. Kałamarnica japońska i halibut.

Po przyjechaniu nad wodę, okazało się, że ryby pływają niemal pod samą powierzchnią. Dokuczliwa pogoda już rano przywitała mnie deszczem i chłodnym wiatrem. Podczas tego wyjazdu towarzyszył mi Piotrek. O zmaganiach Piotrka z większymi rybami przeczytacie w drugiej części relacji. W tej części skupię się na swoim wędkowaniu. Jeśli chodzi o taktykę, poszedłem Va banque. Postanowiłem zasypać łowisko pelletem i wyselekcjonować duże ryby spośród wszędobylskich leszczyków, których w łowisku pełno.

Halibutowy pellet dla wzmocnienia smaku dopaliłem sosem o smaku muszli.

 

Odrobina kokosowej słodyczy na pewno nie zaszkodzi.

Odmierzyłem 35 metr i na tą odległość posłałem na start wędką do nęcenia aż 12 koszyków wypełnionych pelletem i doklejonych zanętą halibutową. Normalnie, taka ilość byłby znaczną przesadą, ale na tej wodzie nęci się po prostu dużo. Z resztą nie miałem innej koncepcji jak skupić i przyprowadzić w pole nęcenia te największe sztuki. Po takim “ostrzale” wody ryby musiały się wnęcić, co potrwało dobrą chwilę. Jeśli chodzi o podajniki, ze względu na spory dystans użyłem 30 gramowych karmników od Winnera.

Chlapaczki czyściły podajniki aż miło. Na szczęście nie było ich dużo w łowisku.

Pierwsze minuty wyglądały dobrze. Ryby ocierały się o żyłkę a ja spokojnie czekałem na pierwsze mocniejsze przygięcie szczytówki. Nic takiego jednak miejsca nie miało i oprócz małych leszczyków, które od czasu do czasu zawitały w łowisku, dużych ryb zwyczajnie nie było widać. Ale Co się odwlecze to nie uciecze. W końcu na miękki pellet mam dziwne branie, lekkie przygięcie szczytówki, mocniejsza poprawka i zluzowanie żyłki. Spodziewałem się kolejnego leszczyka, ale gwizd hamulca oznajmił mi, że przeciwnik jest dużo, dużo większy. Po około 20 minutowej walce w końcu na macie zameldował się piękny karp. Szybkie ważenie przekroczyło 13 kilogramów. Piękna ryba.

Wędka X-lite method feeeder w akcji. W ofercie producenta z serii X dostępne są także wersje Carp Method Feeder i Classic Method.

Blokowanie szpuli kołowrotka ręką pomaga, kiedy żyłka zbliża się do klipsa.

13200 gram żółtego piękna.

Kolejne minuty przyniosły leszczyki. Na szczęście łowienie “chlapaków” nie było zawrotne i małe bremesiki nie przeszkadzały na tyle, abym musiał kombinować. Zestawy pracowały i czekały na większe ryby. Kolejna duża ryba mało nie zabrała wędki. Tym razem na haku zapięła się ryba wielu odjazdów. Tak “chodzą” tylko amury. Ponad 5 kilogramowy amur po szybkiej sesji wrócił do siebie. Miałem też jeszcze jedno potężne branie typowo amurowe, ale tym razem ryba nawet się nie wcięła. Bywa i tak.

Ostatnie fazy holu.

Amurek za sekundę wróci do siebie.

Mimo, że brania były sporadyczne rozmiary ryb wynagrodziły ranne wstawanie.

Tekst i foto: Marcin Cieślak

Foto: Piotrek Leleniak

Facebook

Get the Facebook Likebox Slider Pro for WordPress