Zawody

WAKACYJNY PICKER

Leniwe i mocno upalne lato daje wszystkim mocno w kość. Po ostatniej powodzi nad rzekami, plagi komarów kąsają w najlepsze, więc i wędkarze przechodzą z tym związane męki. Jako, że ostatnio zaliczyłem pierwszą w tym roku nockę nad rzeką, tym razem chciałem połowić gdzieś blisko. W taką pogodę metoda finezyjnego, lekkiego pickera powinna pozwolić mi się wyłowić dużo bardziej od ciężkiej, rzecznej gruntówki.

Podczas wędkowania łowisko odwiedziła taka, skrzydlata rodzinka.

Ponad miesiąc nie odwiedzałem pobliskiego zalewu a wieść niosła, że leszczyki są już po tarle i biorą w najlepsze. Na szczęście w zamrażalniku miałem resztki mrożonego dżokersa i robaków. Nad wodą zjawiłem się o świcie. Z myślą o leszczach, tym razem zabrałem ze sobą sporą ilość “mięsa” i dwa rodzaje zanęt od firmy Profess. Pierwszą zanętę o smaku tutti frutti dopaliłem aż 250 ml białych, mrożonych robaków. Drugą wersję robin red z czosnkiem zostawiłem jako wariant, który będę podawał razem z dżokersem i ziemią. Tej miałem około 6 litrów z dużą ilością wspomnianego, mrożonego dżokersa ( około 400 gram). Do tego dołożyłem jeszcze żywego dżokersa w ilości około 150 gram. Towar był więc bardzo mięsny  i treściwy.

Zanęty na dziś.

 

Odrobina żywego dżokersa zaraz po rozproszeniu trafi do ziemi.

Odległość jaką odmierzyłem wynosiła równo 30 metrów. Na nęcenie wstępne posłałem na dystans równo 12 koszyczków zanętowych z ziemią i moimi mrożonkami. Na to powędrowała owocowa zanęta z mrożonym białym w ilości 2 pełnych koszyków. Można powiedzieć, że na czarny “dywan” pełen dżokersa podałem pomarańczową, czystą spożywkę z dużą ilością białego robaka. Czułem, że ta opcja może się bremesom spodobać. Po wstępnym nęceniu dałem około 15 minut łowisku “odpocząć”.  Czasem dobrze jest poczekać odrobinę,  po takim bombardowaniu wody, aby ryby wróciły i poczuły się pewnie przy obficie zastawionym stole.

 

Koszyk zanętowy. Po prawej ciekawy patent jaki stosuję, czyli koszyk uzbrojony w trzy wąsy zrobione z przyponów wolframowych. Tak zainstalowany koszyk lata bardzo precyzyjnie i nie plącze się.

Tutti frutti o intensywnej, pomarańczowej barwie.

Łowienie rozpocząłem przed 6 rano. Na pierwsze branie nie musiałem długo czekać. Oczywiście zanim pojawiły się leszcze w łowisko weszły płotki i krąpie, których w zbiorniku nie brakuje. Leszcze zjawiły się punktualnie po dwóch kwadransach i punktualnie po kilku wyjętych sztukach przepadały. Nad wodą nie wiało jednak nudą, bo kiedy leszcze nie brały pojawiały się krąpie. Donęcanie koszykami zanętowymi przytrzymywało ryby na dłużej. Wracały też leszcze. Ryby oscylowały w granicach 250 – 700 gram.

Koszyczek do łowienia wypełniony robakami, zaczopowany zanętą robin red i czosnek

Jest pierwszy hol.

Ryba już w podbieraku.

Typowa rozmiarówka z zalewu.

Jak widać niektóre rybki brały za tak zwany “koniuszek”.

 

Kolejny bremesik.

Na koniec warto wspomnieć odrobinę o sprzęcie. Wędzisko uzbroiłem w najdelikatniejszą 0,25 uncjową szczytówkę węglową. Lekki 5 gramowy koszyczek przypięty do adaptera biegał luźno po żyłce. Zastosowałem też  łącznik Quick Snap, do którego trafił 70 cm przypon zawiązany na żyłce 0,13 mm zakończonej ownerowską 14-stką. Zestaw był prosty i co ważne skuteczny.

Mój wynik.

Tak wyglądało moje wakacyjne pikerowanie. Teraz czas wrócić myślami do rzeki i dużych ryb. Ale o tym  wkrótce.

Tekst i foto: Marcin Cieślak

Facebook

Get the Facebook Likebox Slider Pro for WordPress