TESTUJEMY FOTEL WINNER METHOD FEEDER

Punkt widzenia jak zwykle zależy od miejsca siedzenia. To powiedzenie sprawdza się nie tylko w polityce, ale także w wędkarstwie i innych sferach życia. Karpiarze powiedzą dodatkowo pewnie “jak sobie pościelesz, tak się wyśpisz” ale my tu o wędkarstwie na szybko, a nie o spaniu)  Jeśli wybierałem się nad wodę z klasycznym feederem lub methodą,  zabierałem ze sobą  nowy model siedziska firmy Winner. Rok testów zaowocował masą wrażeń i obserwacji o których poniżej. 

  

W moim arsenale siedzisk nie brak różnego sprzętu. Mam dwa kombajny, które wykorzystuję do wędkowania podczas zawodów spławikowych i gruntowych.  Nie chce mi się jednak zawsze taszczyć wszystkiego, a i logistyka związana z wyjazdami w kilka osób przy mniejszej ilości sprzętu, jest łatwiejsza. W zanadrzu mam więc również fotel Winner Method Feeder

  

Zacznijmy od możliwości transportowych. Fotel bardzo przyjemnie składa się na płasko, dzięki czemu może spokojnie robić za podłogę w bagażniku, na którą postawimy kolejne torby i wiadra.

Po wyjęciu w kilku zgrabnych ruchach zakładamy wszystko na ramię i mając nadal wolne ręce spokojnie weźmiemy ewentualne wiadra czy torby. Odpinany pasek na ramię pozwala swobodnie założyć fotel na ramię i przez ramię. Jak nam wygodnie. Jeśli ktoś nie używa, może odpiąć.

Jak wielu moich kolegów z czasem przestałem zbierać  tonę sprzętu, a zacząłem odchudzać arsenał, który zabieram bezpośrednio nad wodę. Szczególnie gdy nie są to zawody i nie muszę być uzbrojony jak na wojnę. Wybieram tyle sprzętu aby się nie przedźwigać.

  

Po dotarciu na łowisko bardzo szybko rozłożymy nasz fotel. Konstrukcja im prostsza, tym w tym przypadku lepsza i mniej awaryjna. Kilka ruchów wystarczy, aby rozstawić nasz fotel w miejscu wędkowania.

  

Aby siedzisko było stabilne należy dokręcić śruby, które zabezpieczają fotel przed złożeniem się. Aby później złożyć  to wszystko oczywiście należy również te śruby odkręcić. Pamiętajcie nic na siłę. Tu wszystko składa się płynnie bez używania siły. Jeśli więc czegoś nie możemy złożyć, to znaczy, że wciąż jest zabezpieczone;)

  

Przed używaniem dokręcamy starannie śruby.

Wszystkie nogi,  są regulowane teleskopowo, więc żadna nierówność nam nie straszna. Długość teleskopowych nóg zupełnie wystarcza do wygodnego wędkowania. Jak w każdym wypadku należy pamiętać, że to nie są szczudła i wysunięte na maksa nogi trzymające się zatrzasku na powierzchni 5 mm nie będą stabilne.

Wędkowałem na siedzisku Winner Method Feeder przez cały sezon zaliczając kilkadziesiąt wypadów z feederem i methodą. Jestem gościem dość słusznych rozmiarów, a moja waga ok. 100 kilogramów nie pozostawia złudzeń, że konstrukcja jest raczej stabilna.

  

Warto zwrócić uwagę również na materiały użyte do produkcji siedziska marki Winner. Są solidne. Elementy metalowe pokryte są odpowiednio lakierem antykorozyjnym. Po sezonie nigdzie nie widać śladów rdzy. Samo obszycie fotela nigdzie nie puściło na szwach. Jedynie ślady lekkiego przybrudzenia świadczą o wielu wypadach na rybki.

Nogi jak wspomniałem powyżej są teleskopowe, a ich drugą podstawową zaletą jest rozmiar FI 25. Dzięki  temu możecie  bez żadnych przejściówek wykorzystać feeder army, masę półek, uchwytów,  parasoli i czego dusza zabraknie. Rynek w tej chwili pęka w szwach od dodatków, którymi możecie rozbudować swoje siedzisko.

          Wygodna pozycja podczas relaksu z wędką to podstawa. Warto mieć również wszystko pod ręką.

Na koniec warto zwrócić uwagę na wygodę i wygląd. W dzisiejszych czasach sprzęt nie tylko ma dobrze służyć, ale także wyglądać. Nie mówcie mi, że jest inaczej.  Siedzisko Winner Method Feeder jest w mojej ocenie jednym z najlepiej wyglądających foteli  na rynku. Szaro-czarno-czerwona firmowa szata i  fajne karbowane “rzeźbienia’ w miejscu gdzie spoczywają nasze plecy  nadają mu nowoczesności.  Przeszycia zadbają również o przepływ powietrza, jakże ważny podczas upałów.

  

Dla naszej wygody powstała także ciekawa miękka poduszka. Bardzo wygodne podparcie dla głowy pozwala nam cieszyć się komfortem. Można powiedzieć, że aż za bardzo, bo gdy ryba nie bierze, to o drzemkę nie trudno:)

  

Podsumowanie: Rok testów tego siedziska wypadł pozytywnie. Prosty sprzęt bez bajerów, który pozwala łowić praktycznie w każdych okolicznościach. Bardzo nowoczesny wygląd i niezła solidność tego Winner’a, pozwala mi go polecić innym wędkarzom. Tak jak powyżej napisałem, ważę 100 kilogramów.  Choć nie jest to powód do dumy, a jedynie do realizowania postanowień noworocznych,  to jednak warto podkreślić ten fakt, jako świadczący o solidności i wytrzymałości sprzętu.

Tekst i foto :Tomek Sikorski

Facebook

Get the Facebook Likebox Slider Pro for WordPress