FEEDER “POD LODEM”

Wariaci! Trudno inaczej czasem nazwać tych wszystkich, dla których nie ma złej pogody na ryby. Tym bardziej gdy się zamówiło wcześniej jokersa i ochotkę, a wieść niesie, że nie ma gdzie łowić, bo wszystko w lodzie. Ślepia wlepiamy w strony z prognozami pogody z nadzieją, że któraś zaświeci nam światełko w tunelu. Gdzieś powieje, gdzieś popada i kawałek “żywej” wody do łowienia się znajdzie. Powinniśmy szukać w galeriach prezentów, a my gdzie? Nad wodą!!! 

Pomimo wszędobylskiego lodu,  poranna pobudka o 4-tej, szybka kawa, dwie parówki i już ruszam na położony kilkanaście kilometrów od mojego domu zalew. Po przyjeździe jest jeszcze ciemno i niezbyt optymistycznie, bo łowisko oświecone delikatnie latarniami, objawia się całe skute lodem. Po krótkim marszu wzdłuż brzegu jednak zapala się promyk nadziei, bo jest! Tam gdzie zawsze taflę wody najmocniej porusza wiatr,  jest odmarznięte! Od brzegu tak mniej więcej do 30 metra i również w bok wystarczająco by zarzucić feedera:)

 Jak widać od  30 metra nie ma już gdzie zarzucić.

Zalew obfituje w dużą ilość średniego leszcza i niewielkiej płoci. Znajomość łowiska pozwala mi więc na lekkie ryzyko. Wprawdzie ogólnie przyjmuje się zasadę, że w takich warunkach nęci się ubogo, bez spożywki, tylko glina i robaki, ale ja uważam, że gdy ryb jest sporo i muszą pojeść przed zimą,to spokojnie można “dowalić” spożywki.

 

 

Zanęta Profess Method Feeder Konopie i ochotka wydała mi się idealna na takie wędkowanie. Nie chcąc bawić się w różne warianty odsypałem sobie jedynie trochę gliny na wypadek gdybym zupełnie się pomylił. Wtedy przesunę się kawałek i zacznę od zera, tylko z samą gliną.

Przystępując do łowienia postanawiam rozwinąć tylko jedną wędkę rezygnując również z karpiówki do  “grubego”,wstępnego nęcenia. Zanęciłem łowisko 7 koszyczkami normalnej wielkości. Im mniej sprzętu tym lepiej. Jest przenikliwie zimno, pada śnieg z deszczem, deszcz i mocno wieje. To nie jest pogoda na rozkładanie arsenału nad wodą.

Bogata w robaki i zanętę spożywczą mieszanka sprawdzi się w takich warunkach, gdy ryb jest sporo

Odległość  zaklipsowałem tak, aby łowić “pod lodem”, czyli praktycznie na styku zamarzniętej i odmarzniętej wody. Śmiałem się lekko gdy po odmierzeniu odległości, pierwsze lekko niecelne rzuty z zanętą lądowały na lodzie, a koszyki wracały do mnie lekko spłaszczone. Fizyki nie oszukasz:)

Na początku specjalnie optymistycznie się nie zapowiadało. Na pierwsze branie czekam prawiekwadrans. To długo, bo przecież jestem sam, żadnej konkurencji. Na szczęście w łowisku zameldowała się pierwsza grudniowa płotka, a ja mogę rozwinąć siatkę, bo już wiem, że coś połowie:)

Potem było już tylko lepiej. Pojawiła się kolejna płoteczka i leszczyki, które jednak pobierały pokarm ultra delikatnie, a na lajtowej szczytówce branie było ledwo zauważalne. W moim poprzednim artykule zwracałem uwagę, aby reagować jak najszybciej na zmiany i jeśli w głowie mamy sposób, który choćby w teorii miałby pomóc poprawić wędkowanie, to nie czaimy się, tylko wprowadzamy korekty. Tak też zrobiłem.  Z 60 cm przyponu z hakiem nr 18  przerzuciłem się na przypony metrowe.

Leszczyk spod tafli spokojnie za chwilę wyląduje w podbieraku.

  

W praktyce okazało się, że  wydłużenie przyponu  poprawiło widoczność brań, a dwie ryby, które połknęły przynętę nie czując żadnego oporu odpływały i zabierały wędkę niczym karpie na methodę w środku lata. Mała zmiana, a cieszy. Tak jak sobie założyłem mieszanka zanęty z gliną okazała się skuteczną, pomimo tego, że duży procent powierzchni zalewu pokrywał lód.

Rozmiar nie miał znaczenia, każda ryba cieszyła.

Rybki choć nie brały jak w amoku, to cały czas były w łowisku i pobierały przynętę. Jest to kolejny dowód na to, że tam gdzie ryb spodziewamy się dużo nie ma co cudować, bo może to przynieść odwrotny efekt. Jeśli nie podamy odpowiedniuo dużo jedzonka, to ryby znikną nam z łowiska szybciej niż myślimy. Podobnie z resztą jest na rybnych zimą odcinkach Kanału Żerańskiego, gdzie żeby połowić, trzeba obficie podsypać. Wtedy jest szansa nie tylko na płocie i leszcze, ale także nawet na zimowego lina, czy karpia.

Ten leszczyk zabierał wędkę niczym komercyjny karp w pełni sezonu.

W łowisku dominowały leszczyki, trafiłem też kilka płoci oraz dwa niewymiarowe jazie. Początkowo troszkę leszczy spiąłem, bo zbyt delikatnie ustawiłem hamulec i rybki nie były docięte. Liczyłem, że w łowisku zamelduje się większą ilość płotek “za zegarek”, ale cóż niestety takie można było tego dnia policzyć na palcach jednej ręki.

To było rewelacyjne wędkowanie w trudnych warunkach i kolejny, ważny trening przed nowym sezonem.  Biorąc pod uwagę 1 urodziny mojego najmłodszego syna i zbliżające się święta, kolejny weekend spędzę już z rodziną;)

Taki połów z  zamarzniętego zalewu cieszy.

Rybki wszystkie w dobrej kondycji wróciły do wody. Wędkowanie kolejny raz potwierdziło, że warto pomimo przeciwności aury wybrać się nad wodę. Było przenikliwie zimno, padał śnieg z deszczem i deszcz oraz wiało jak cholera, ale ryby wynagrodziły wszystko!

Wodom Cześć!!!

Tekst i foto

Tomek Sikorski

 

 

 

Facebook

Get the Facebook Likebox Slider Pro for WordPress