WIŚLANY FEEDER W PIEŃKOWIE

           Kolejna feederowa wyprawa nad rzeczną wodę, przypadła na początek września. Wieść niosła, że leszcze w okolicy zupełnie jednak przestały żerować i tylko pojedyncze sztuki ze znanych miejscówek, poławiane były tylko w nocy. Przyznam szczerze, że jedyne czego nie lubię to “ganiać ryby” po rzece. A takie jeżdżenie i gonitwa za rybą bo gdzieś akurat bierze to nie moja bajka. W mojej okolicy łowienie rzecznych leszczy to rzecz niezwykle trudna i nawet znani mi “mistrzowie” nie mają na nie sposobów. Ryby zarówno te z Narwi jak i Wisły naprawdę rządzą się swoimi prawami. Jako, że nie należę do nocnych marków i zwyczajnie nie przepadam za nocnym łowieniem, godzę się na to co uda się złowić od świtu.

Rzut oka na wiślaną opaskę.

Zaraz zacznie świtać.

Tym razem rzeczne starcie postanowiliśmy przeprowadzić na jednym z wiślanych odcinków na wysokości Pieńkowa. Towarzyszem broni był Piotrek, który uwielbia rzeczny feeder. Kiedyś z biegnącej wzdłuż rynny opaski łowiłem fajne ryby z tyczki. Feeder w tym miejscu był dla mnie jednak dużą niewiadomą. Woda w Wiśle spadła dobry metr i odsłoniła pobliskie łachy. Znaczny uciąg dawał nadzieję na większe ryby, ale mały jak na tę wodą grunt, bo ten dochodził tylko do 1,5 metra, budził obawy czy w ogóle coś zatrzepocze w naszych siatkach.

 

Zanęty na dzisiejsze wędkowanie.

 

Piotrek postawił na zanętę od Stynki.

Ranek był jednak bardzo obiecujący. Większe krąpie zaczęły przyginać szczytówki. Na plasterek wątróbki mocno kij przygiął także mały wąsaty rozbójnik. To były jednak złego dobre początki. Im słonko było wyżej, tym krąpie stawały się mniejsze. Łowiska nasze opanowały też duże ławice cert, ( wszystkie wielkości 22-28 cm), które momentami wręcz uprzykrzały  łowienie. Przyłowem był też malutki szczupak, który skusił się na białe. W tym roku mam jednak szczęście do ryb drapieżnych podczas zasiadek na białą rybę, dlatego nawet mocno nie byłem zdziwiony gdy zamiast fajnego krąpia lub leszcza moim oczom ukazał się mały Esox.

Wędki już zarzucone.

Wiślany krąpik.

Mała certa. W tym dniu było ich naprawdę sporo.

 

Małe certy opanowały łowisko.

Razem z Piotrkiem mimo dokładnego przygotowania cały czas wprowadzaliśmy korekty. Ryby nie docinały się, lub spadały podczas holu, czasem zapięte tylko za końcówkę pyszczka wypinały się w koszu podbieraka. Manewry z haczykami, koszykami, długościami przyponu oraz z samą mieszanką w końcu pozwoliły wpasować się w ryby. Grubszych ryb zabrakło ale dobre tempo pozwoliło nam regularnie wyciągać rzeczne krąpie i płocie.
W czasie kiedy sąsiedzi nie mieli nawet brania wyniki nasze były naprawdę przyzwoite. Na koniec dodam garść informacji technicznych. Łowiliśmy na adapterach bez rurek antysplątaniowych zestawami z koszykami od 20 do 70 gram. Ja zastosowałem zanętę Professa, którą dopaliłem melasą. Dałem też 500 ml topionego białego robaka i  100 ml pinki. Piotrek postawił na zanętę Stynki, z mięsną wkładką w postaci 500 ml mrożonego białego robaka. Rozrobiliśmy po około 8- 10 litrów mieszanki.

Mały sumek okazał się amatorem wątróbki.

Mój wynik.

Wynik Piotrka

 Do następnego.

Tekst i foto: Marcin Cieślak

Foto: Piotrek Leleniak

Facebook

Get the Facebook Likebox Slider Pro for WordPress