PUCHAR VMC CUP 2017 – RELACJA Z IMPREZY.

       Zalew Zadębie to trudna i wymagająca woda. Do nierówności łowisk zalewowych wszyscy zwykli się już chyba przyzwyczaić. Tym razem było podobnie ale należy przyznać szczerze, że w większości stanowisk meldowały się ryby. To właśnie flagowy skierniewicki zbiornik był areną zmagań spławikowych zawodów o Puchar VMC CUP. Organizatorem zawodów była firma Normark Polska. Gościliśmy oficjeli firmy Joanne Bigowicz-Piątkowską i Mirka Adamskiego. Nad przebiegiem imprezy czuwali sędziowie klasy krajowej Dariusz Masłowski i Wojciech Palmowski. Organizacją zawodów zajął się dobrze wszystkim znany Mariusz Sułek, który tym razem start odpuścił, ale taka już rola gospodarza imprezy. Warto wspomnieć o Sławomirze Rysiu i Jacku Pietrzaku, którzy zajęli się logistyką. Pomocy technicznej udzielili także Jarosław Antonowicz, Robert Batok i Adam Szeliga.

Joanna Bigowicz-Piątkowska w asyście Mariusza Sułka za chwilę powie kilka słów o tegorocznym Pucharze VMC CUP.

Na odprawie ustalono, że łowimy w czterech sektorach, dwóch czternastoosobowych i dwóch trzynastoosobowych w jednej czterogodzinnej turze. Po odprawie każdy mógł spokojnie dojechać na stanowisko i przygotować się do zawodów. Dwie godziny dawały komfort, nawet dla tych którzy dawno się nie widzieli i chcieli uciąć towarzyską rozmowę przed łowieniem. Tak to już bywa gdy nad wodą spotykają się ludzie, którzy dawno się nie widzieli.

Przygotowania idą w najlepsze… Starczyło nawet czasu na zrobienie kilku zdjęć do relacji 🙂

Losowanie wypadło teoretycznie dla mnie szczęśliwie. Trafiłem do płytkiego basenu gdzie podobno na niektórych imprezach robiono w tym miejscu wyniki kilkunastokilogramowe. Radość skończyła się zaraz po gruntowaniu kiedy to na trzynastym metrze mojej wędki grunt wynosił niecały metr. Przy tak czystej wodzie i płytkim łowisku wiedziałem, że o ryby będzie bardzo trudno i było. Moje kilkanaście płotek były bardzo starannie wypracowane. Po kilku rybkach obowiązkowo wjeżdżałem z kuleczką spożywki wielkości orzecha włoskiego. Do dżokersa niestety przypływały też małe okonie. Moja czwórka z sektora do wymarzonych wyników nie należy, ale patrząc na miejsce w którym łowiłem i wyniki sąsiadów powinienem być raczej zadowolony. Mój sektor wygrał Artur Niewiadomski wyjmując z wody ponad 2600 punktów. Wielkie brawa. O dużym pechu może mówić Kacper Wielechowski którego dwa potężne leszcze, z resztą złowione na piętnaście minut przed końcem nie dały temu młodziutkiemu zawodnikowi zwycięstwa w swojej strefie. Może następnym razem… Dwójka była jednak w pełni zasłużona. Jeszcze raz wielkie gratulacje składam na ręce obu Panów!

Takie leszcze każdy zawodnik weźmie w ciemno…

Muszę przyznać, że bardzo mylący okazał dzień poprzedni, kiedy to trenowaliśmy na Zalewie. Nie znając zupełnie wody i łowiąc na niej pierwszy raz usiedliśmy z Tomkiem  losowo przy topolach. Podobnie uczyniło też kilku kolegów. Wynik z treningu to kilkanaście wypracowanych płotek, dwa leszczyki i masa małego okonia, który reagował na wszystkie możliwe warianty, nawet na donęcanie samą zanętą spożywczą, lub czystą gliną bez robactwa!  Dzień zawodów to jednak zupełnie inna bajka i duże wyniki wagowe w sektorach na drugim skraju zalewu. Nikt z trenujących nie mógł jednak tego przewidzieć szczególnie, że z wędek odległościowych łowiono głównie jazgarze i drobną płotkę lub okonia. Tomek z match’a miał same jazgarze. Podobnie było u trenujących w tym dniu kompanów. Wszyscy walczyli z wiatrem i małymi okoniami. Na tej podstawie “ukręciliśmy” ubogi towar do dłubania ostrożnych  płotek.  Dla Tomka okazało się to zabójcze gdyż w dniu zawodów wylosował bardzo rybny sektor, gdzie trzeba było zanęcić na bogato pod leszcza. Tomek przez dwie godziny dłubał skutecznie płotki i był w czubie sektora. Niestety gdy wszystkim w bogaty towar w połowie zawodów weszły leszcze, mój redakcyjny kolega nie miał czym ich u siebie przytrzymać. Takie już jest te wędkarstwo…

Tomek Sikorski w akcji.

Mi przyszło łowić w płytkim basenie. Wylosowałem stanowisko numer 12 🙂

Ten leszczyk dał Markowi Stachurskiemu trójkę w swojej strefie.

Paweł Kowalski podczas odławiania płotek.

Adam Laskowski złowił też kilka leszczyków.

Paweł Błażejewski podczas ostatnich przygotowań.

Kamil Olewnik wylosował stanowisko numer 53.

W środkowych sektorach stanowiskowe ryby łowiono głównie z matchówek, a do siatki zawodników zaczęły wpadać płotki oraz szybko budujące wagę średnie i duże leszcze. Niektórzy do końca ryzykowali z tyczką co również było taktyką opłacalną. Po dwóch godzinach dłubania drobnej płotki, leszcza za leszczem zaczął łowić Damian Furmańczyk. Jak się potem okazało Damian wygrał zawody, zgłaszając do wagi blisko 10 kilogramów ryb. Fantastyczny wynik. Jeszcze raz wielkie brawa! Drugie miejsce w sektorze przypadło Tomaszowi Maciakowi, który osiągnął barierę prawie 6000 punktów. Drugi środkowy sektor wygrał łowiący matchem Paweł Wlazło, który złowił kilka leszczyków, jazgarzy i płotek. Wynik nieco ponad 2200 gram był już jednak wystarczający, aby wygrać swoją strefę. Drugi w tym sektorze był siedzący obok Pawła Artur Foltyn, który wyłowił z wody 1990 gram. Z tego miejsca jeszcze raz gratuluję!

  

Zwycięzca zawodów Damian Furmańczyk odbiera nagrody z rąk Mariusza Sułka.

  

Paweł Wlazło i Artur Foltyn – zwycięzcy z sektora B

W ostatnim sektorze ponad 9000 punktów wyłowił z wody Łukasz Krawczyk łowiąc leszcze głównie matchem. Ten sympatyczny zawodnik wyprzedził goniącego go Marcina Kowalskiego reprezentującego barwy SARSa o nieco ponad 500 punktów. Walka była zacięta. Marcin jak sam przyznał po zawodach ryby miał pod tyczką i tylko brak szczęścia nie pozwolił w tym dniu cieszyć się z jedynki. Obu Panom jeszcze raz gratuluję, bo wyniki są godne pozazdroszczenia.

  

Łukasz Krawczyk i Marcin Kowalski podczas dekoracji.

  

Artur Niewiadomski i Kacper Wielechowski podczas wręczania nagród.

  

Sławomir Ryś z pamiątkową nagrodą za pomoc w organizacji zawodów oraz Tomasz Maciak, dwójka z sektora C

Po zawodach przyszedł czas na wyśmienitą zupę a’la Strgonow oraz domowy kompot. Oczywiście nie zabrakło nagród rzeczowych i upominkowych. Nagrodzony został każdy uczestnik zawodów, a najlepsi mogli dodatkowo cieszyć się z pięknych pucharów. Fantastyczna atmosfera, piękna pogoda, ryby oraz doborowe towarzystwo. Czego chcieć więcej….

Nikt w tym dniu do domu głodny nie wrócił.

Jeszcze raz dziękuję wszystkim, że mogłem się z wami mierzyć w tak zacnych zawodach. Do zobaczenia na następnym pucharze VMC CUP.

 

Najlepsza dwunastka 🙂

Uczestnicy zawodów.

Wyniki sektorowe:

 

Zwycięzca Damian Furmańczyk po zawodach powiedział:

Do zawodów w Skierniewicach przygotowałem się intuicyjnie. Nie przyjechałem na trening i nie miałem dobrego rozeznania w kwestii rybostanu, ani intensywności żerowania ryb. Postawiłem na sprawdzone mieszanki i zestawy, z których korzystam np. na Kanale Żerańskim. Zdecydowałem się łowić dwiema metodami – tyczką na 13 metrze oraz odległościówką. Match miał być dla mnie jednak opcją ratunkową, ponieważ nie czuję się w tej technice zbyt mocny. Do nęcenia na tyczkę przygotowałem mieszankę glin argile, double leam i ziemi torfowej oraz zanętę płociową autorstwa Mariusza Sułka, która doskonale sprawdza się zarówno na płocie jak i na leszcze. Na starcie wrzuciłem 4 litry czystej gliny z jokersem i 4 litry mieszanki zanęty z gliną w relacji 1 do 1. Razem do wody poleciało 8 litrów towaru z dosłownie 50ml jokersa. Oddzielnie z kubka podałem litr klejonej gliny z 200ml jokersa. Pod odległościówkę poleciały z kolei 4 litry ciężkiej, jasnej gliny z leszczową zanętą Nullensa w stosunku 4 do 1. O tej technice nie ma jednak sensu się rozpisywać, ponieważ na matcha łowiłem łącznie przez 5 minut i złowiłem tylko jednego jazgarza. Pod tyczką ryby zameldowały mi się bardzo szybko, ale intensywność brań pozostawiała wiele do życzenia. Na początku odławiałem niewielkie płocie (do 50 gram) i systematycznie zbierałem punkty. Po dwóch godzinach mój wynik nie był zbyt imponujący. W siatce miałem zaledwie 25 płotek. Nie donęcałem jednak łowiska. Szanowałem pojedyncze ryby, ponieważ wiedziałem, że tego dnia wynik na poziomie 2000 punktów może dać wysokie miejsce w sektorze. Na szczęście w trzeciej godzinie w moim łowisku pojawiły się leszcze, które zostały w nim już do samego końca. Po każdym odłowionym leszczu posyłałem w łowisko malutką kulkę gliny ze śladową ilością jokersa i co jakiś czas wspierałem ją kulką czystej zanęty. Ryby “kupiły” mój sposób nęcenia. Łącznie do końca zawodów złowiłem 15 leszczy i dwie piękne płocie, z których większą koledzy ocenili na 600-700 punktów. Wszystkie ryby złowiłem na zestaw ze spławikiem 0,4 grama z bardzo wysoko ustawionym obciążeniem głównym – około 50 cm nad przyponem. Zestaw długo się ustawiał, ale idealnie pokazywał niezwykle delikatne brania, zarówno klasyczne, jak i wystawiane. Czasami było to tylko delikatne przynurzenie antenki, które należało przeczekać do pełnego wjazdu. Całość uzupełniał haczyk numer 20, na który zakładałem jedną ochotkę. Przy dwóch lub trzech ochotkach zdecydowanie dłużej czekałem na branie, a ryby wcale nie były większe.

Tekst i foto: Marcin Cieślak

Foto: Mariusz Sułek

Facebook

Get the Facebook Likebox Slider Pro for WordPress