TESTUJEMY ZANĘTY POWIERZCHNIOWE ALBURNO ROJO I MATCH ALBORELLA.

     Co najmniej trzy lata nie trzymałem w ręku krótkich wędek. Z miłą chęcią chciałem przypomnieć sobie jak manewruje się uklejówkami, ponieważ szybkościowe łowienie lubię. Ostatnie zawody były bardzo ubogie w ryby, o czym niemal wszyscy startujący się przekonali. Do tego huraganowe podmuchy niemal wyrywały kije z rąk. Chcąc wziąć odwet,   za to mało szczęśliwe wędkowanie postanowiłem sięgnąć po krótkie baty i sprawdzić czy ukleje poczuły już wiosnę. Dodatkowo nadarzyła się okazja, aby przyjrzeć się nowym zanętom powierzchniowym, wypuszczonym na rynek przez firmę Yuki.

   

Rodzina powierzchniowych zanęt składa się z trzech flagowych receptur. Alburno Rojo, Match Alborella i Alborella 4000. Ja postanowiłem przyjrzeć się dwóm pierwszym. Dodam tylko, że w serii zanęt znajdziemy też zanęty leszczowe Garbrem i płociową Gardon Maximo. Po otwarciu opakowań miła niespodzianka zapachowa. Rojo, jak sama nazwa wskazuje ma blado czerwoną barwę i drobną frakcję przypominającą pyłek. Zanęta pachnie słodką, delikatną nutą przypominającą czekoladę z orzechami! Tą spożywkę postanowiłem dopalić suchą glinką Surface Rouge. Drugiej mieszanki nie wzbogacałem niczym. Zanęta w kolorze orzecha, miała trzymać się bliżej powierzchni, gdyby woda cały czas falowała, a ryby podniosły się wyżej. Zanęta pachnie wyraźnie wyczuwalnym mleczno-słodkim zapachem, przypominającym nieco migdały i tak jak omawiana poprzedniczka ma bardzo drobną frakcję. To jednak było do przewidzenia, gdyż cecha ta jest charakterystyczna dla wszystkich zanęt powierzchniowych.

  

Alburno Rojo – Czerwona ukleja

Namoczona na papkę Alburno Rojo.

Miejscem mojego wędkowania była glinianka “Kwaszarnia”, która obfituje w niemal każdy gatunek ryb. Niestety stan wody po roztopach podniósł się o dobry metr, dlatego już na brzegu czuć było podmokłe podłoże i z góry było wiadome, że będę zmuszony łowić znacznie bliżej niż przypuszczałem. Gruntowanie pod pięciometrowym batem wskazało głębokość ponad 3 metry !

  

Wiedząc, że taka głębia nagrzewa się później, ograniczałem ilości zanętowe. W obawie o przekarmienie “śledzi” mocno uważałem z podawaniem papki. Ryby z Kwaszarni nie są jeszcze do końca obudzone i wiele brań musiałem prowokować. Do tego podczas uklejowania, kierunek swój zmienił wiatr. Mając wicher w plecy wiedziałem, że na tej wodzie utrzymanie i regularne odławiania uklejek będzie niemożliwe. Ukleje zeszły głębiej i brały tylko na ochotkę, ale cały czas kręciły się blisko. Na szczęście opadająca i dociążona gliną “papka” dolatywała niemal do dna. Niżej, na prawie dwumetrowym gruncie, ze stołówki postanowiły skorzystać płocie. Kilka czerwonookich potrafiło także podnieść się  pod powierzchnię i wziąć niczym ich srebrne koleżanki wysoko w toni.

  

Ukleje i płocie brały na równych gruntach.

Ryby rozkręcały się z minuty na minutę z małymi przestojami. Na początku to ukleje brały jak oszalałe. Potem w stołówce dominowały  roache. Muszę przyznać, że w tym dniu łowiłem rybi miks. Bywały momenty, że to płotki brały pod powierzchnią, a bliżej dna na pinkę lub larwę ochotki kusiła się gruba ukleja. Wyglądało to trochę jak gatunkowa rywalizacja o to, która rybka pierwsza przechwyci podawany przeze mnie kęs. Co najmniej 80 % mojego połowu stanowiły płocie. Resztę połowu okrasiły chimeryczne ukleje. W amoku szybkościowego łowienia trafiłem też kilka krąpi.

Smużąca papka podczas wabienia uklejek

 

Kilka słów o sprzęcie. Do łowienia przygotowałem cztery wędki uklejowe: 3,5, 4, 4,5 i 5m. Najwięcej ryb złowiłem na 4,5 metrową uklejówkę uzbrojoną w żyłkę 0,10 z przyponem 0,08 i spławikiem 0,4 grama typu ołówek. Krótki 8 centymetrowy przypon wieńczył haczyk z długim trzonkiem. Haczyk obowiązkowo uzbrojony w koralik na łopatce zapobiegający, zsuwaniu się robactwa na żyłkę. Użyłem czarnych koralików, które w mojej ocenie dodatkowo działają na srebrne rybki niczym celownik. Na pewno sprawdziłyby się także małe stopery z wklejoną do środka łopatką haczyka, lub umieszczona na łopatce kropla z kleju typu Distal.

  

 Uklejowy spławik 0,4 grama warto dokładnie wyważyć mikrośrutem. Ja użyłem “pyłków” od Cralusso.

Muszę przyznać, że obie testowane zanęty są bardzo dobre jakościowo. W takich warunkach pozytywnym zaskoczeniem było zwabienie płoci i podniesienie ich pod powierzchnię wody! Widać, że smak i zapach zanęt nie działa wybiórczo na jeden gatunek i dzięki różnym kompozycjom może okazać się zabójczy w danych warunkach. Ich działanie sprawdzę jeszcze podczas cieplejszych miesięcy, o czym na pewno przeczytacie na łamach strony.

Do następnego.

Tekst i foto: Marcin Cieślak

Facebook

Get the Facebook Likebox Slider Pro for WordPress