Zawody

O KARASIOWEJ METHODZIE SŁÓW KILKA

     Karasie to bez wątpienia ryby kojarzące się z wiosną. U mnie sezon karasiowy rozpoczyna się w kwietniu i trwa często do późnej jesieni. Łowisko, w którym łowię to zbiornik przepływowy. Maksymalna głębokość wody przy przyborze po roztopach, sięga ponad półtora metra. Latem stan ten waha się w granicy metra. Populacja karasia jest duża i mimo, iż lata świetności ma już za sobą pozwala bardziej i mniej doświadczonym łowcom potrenować gruntowe łowienie tych ciekawych ryb.

Moje przygotowania.

Miks pelletów i odrobina zanęty – zestaw karasiowy

Do łowienia karasi przygotowuję zawsze dwa rodzaje pelletów. Pierwszy słodki 2 mm pellet łamię owocowym smakiem. Rybne i krylowe rarytasy  zostawiam dla karpi. Karasie z mojego łowiska lubią scopex i miód, zmiksowany z truskawką lub jeżyną. Aby podkreślić aromat mieszanki, mój zanętowy pellet rozrabiam wodą z rozcieńczonym w niej syropem truskawkowym. Przynętą numer jeden są hakowe pellety wielkości 6 i 8 mm. Bardzo dobrze sprawdzał mi się także pellet o smaku waniliowego kremu i kokosowej słodyczy. Było to jednak w miesiącach nieco cieplejszych. Jak widać Karasie to nie tylko amatorzy kozieradki. Czasem skuteczna była zwyczajna wanilia, lub popularna przynęta dyfuzyjna o słodkim smaku.

Ultra scopex – jeden z karasiowych killerów.

Sprzęt i Łowienie.

Do łowienia karasi używam dwóch wędek typu  feeder o ciężarze rzutowym do 70 gram.  Żyłkę 0,22 mm, czasem 0,24 uzupełnia haczyk numer 12-16 na krótkim przyponie 0,18, rzadziej 0,16 mm. Na pewno można by używać bardziej finezyjnych rozwiązań, ale ze względu na zamieszkujące łowisko karpie i liny wolę mieć nieco większy zapas mocy. Zdarzało mi się już bowiem, że to karpie wolały karasiową stołówkę. Na łowisku, w którym łowię, staram się zawsze dorzucać podajnikiem do koryta przepływającej rzeczki. Koryto skupia niemal wszystkie ryby, włącznie z bohaterami tego tekstu. Uciąg  jest praktycznie niewyczuwalny i nawet w skrajnych przypadkach nie jest w stanie przesunąć podajnika. Dla mnie to karasiowa bankówka.

   

Kiedy rybki biorą, humor zawsze dopisuje.

Drugim pewnym miejscem jest ściana lasu granicząca z brzegiem wody, która w bardziej słoneczne dni rzuca na wodę odrobinę cienia, ale i karmi mieszkające tu rybki owadami i wszelkim robactwem, spadającym z drzew. Dalekie czasem i 50-metrowe rzuty sprawiają, że stosuję dość ciężkie 30 – 40 gramowe “methodowe” koszyczki. Jeśli spodziewam się dobrych karasiowych brań, stosuję szczytówki o średnim ugięciu. Brania, zupełnie inne niż silne, karpiowe strzały są wyraźne, ale i dużo spokojniejsze. Nigdy nie spieszę się z zacięciem. Karasie czasem też lubią podelektować się przynętą. Sam hol ze względu na dość mocny sprzęt z grubą, karpiową żyłką przebiega zazwyczaj szybko i sprawnie. W łowieniu “japonek” proponuję ograniczyć finezję do minimum. Szybszy hol nie męczy ryb. Szczególnie ma to istotne znaczenie podczas letnich skwarów. Wtedy też przecież biorą karasie.

 

Z gumką czy bez?

Tak naprawdę podczas rocznego testowania różnych smaków i zapachów nie odczułem żadnej różnicy montowania pelletu na gumce lub podawania go bezpośrednio na haku. Bywały dni, że ryby brały na oba prezentowane zestawy. Tylko w pochmurne i chłodne dni , podczas przechodzących zimnych frontów atmosferycznych, skuteczniejszy był “włos”. W pozostałe dni sprawdzały się również pozostałe patenty mocowania przynęt.

Karaś złowiony “na włos”

oraz jego brat złowiony na winner “diffusion” podanym na gumce.

Ten karaś wziął jak już się spakowałem. Mata już złożona.

A teraz coś dla lubiących łowić późno po śniadaniu. Wybierając się na łowiska karasiowe, nie trzeba wcale wstawać rano. Wiele godzin spędzonych nad wodą dobitnie pokazało mi, że “japońce” owszem dobrze biorą rano, ale da się je skutecznie łowić także w godzinach popołudniowych. Tylko w przerwach obiadowych ryby słabły z żerowaniem. Ale już koło 15-stej wszystko zaczynało się od nowa, a ja mogłem cieszyć się kolejną srebrną rybką. Musicie jednak pamiętać, że to kaprys mojego łowiska. Swoje karasie musicie wyczuć sami.  Karasie to nie karpie i takimi walczakami nie są, ale na pewno nie jednemu “methodziarzowi” sprawią wiele frajdy. Szczególnie Ci początkujący mogą poćwiczyć zacięcia i hole  i co ważne mogą doświadczać się w smakach i zapachach lubianych przez karasie.

Efekt uczciwego karasiowania.

Dużych karasi i do zobaczenia nad wodą!

Tekst i foto: Marcin Cieślak

Foto: Piotr Cieślak, Paweł Cieślak

Facebook

Get the Facebook Likebox Slider Pro for WordPress